"Polska ma prawo żądać solidarności od europejskich instytucji i innych krajów UE. Mamy obowiązek bronić polskich interesów w kontaktach z krajami spoza Wspólnoty" - mówi DZIENNIKOWI Hans-Gert Poettering, nowy przewodniczący Parlamentu Europejskiego
Anna Widzyk: Zostaje pan przewodniczącym Parlamentu Europejskiego kilka tygodni przed 50. rocznicą powstania Wspólnoty Europejskiej. Nie będzie to radosny
jubileusz. W Europie narasta sceptycyzm wobec integracji, nie ma tzw. konstytucji europejskiej ani pomysłu, jak Unia mogłaby skutecznie funkcjonować bez niej.
Hans-Gert Poettering*: Nie zgadzam się. Historia integracji europejskiej to dzieje sukcesu, jakiego nikt nie oczekiwał, gdy w marcu 1957 roku podpisywano traktaty rzymskie. Po upadku komunizmu i przyjęciu do UE Polski oraz dziewięciu innych państw Europy Środkowej i Wschodniej, wizja stała się rzeczywistością. To prawda, stoją przed nami kolosalne wyzwania. Przede wszystkim trzeba rozwiązać problem z konstytucją europejską i mam nadzieję, że Polska w tym pomoże. Parlament Europejski pozostaje zdecydowanym zwolennikiem ustanowienia Traktatu Konstytucyjnego dla UE, zaproponowanych w nim reform oraz zapisanych tam wartości. W ciągu pół roku, czyli w trakcie niemieckiego przewodnictwa, powinniśmy wspólnie znaleźć sposób, jak wprowadzić w życie jego zapisy. Przy odrobinie dobrej woli uda nam się.
Uda się? Przecież konstytucja po odrzuceniu jej przez Francuzów i Holendrów jest martwa.
To błędna opinia. Traktat konstytucyjny ratyfikowało 18 państw i nie można pozwolić, by ich decyzje stały się po prostu nieważne z powodu dwóch krajów, które miały inne zdanie.
Ale w myśl unijnych zasad wystarczy nawet jeden kraj, by konstytucja nie weszła w życie. Dwa powiedziały nie, kilka innych jeszcze się nie wypowiedziało, niewykluczone, że także odrzuciłyby traktat.
Francja i Holandia muszą wspólnie z reszt krajów UE znaleźć sposób, by uratować zasadniczą treść Traktatu Konstytucyjnego popartego przez większość Unii. Nie ma innego sposobu.
Niedawno w Brukseli przywódcy unijni wstrzymali dalsze rozszerzenie UE. Jak długo drzwi Unii pozostaną zamknięte dla nowych państw?
Rzeczywiście to niedobry moment na dalsze rozszerzenie UE. Najpierw musimy ją wzmocnić oraz przeprowadzić reformy przewidziane w konstytucji europejskiej. Poza tym nie wszystkie kraje, które mają europejskie aspiracje, muszą koniecznie stać się członkami UE. Powinniśmy rozwijać nowe formy współpracy z takimi państwami.
Ma pan na myśli Ukrainę, Gruzję i Mołdawię?
Tak, między innymi.
UE powinna zatem ostatecznie zamknąć drzwi dla tych krajów?
Nie ująłbym tego w ten sposób. Unia powinna pozostać otwarta na inne kraje, rozwijać współpracę z sąsiadami oraz promować demokrację, na przykład na Białorusi. Możemy wiele uczynić dla innych narodów, nie ograniczając współpracy z nimi do rozmów o tym, czy wstąpią do UE, czy nie. Jestem świadomy, że nasi nowi sąsiedzi na Wschodzie są bardzo ważni dla Unii. Parlament Europejski, w dużej mierze za spraw polskich posłów, dostrzegł to w miarę wcześnie. Zaangażowaliśmy się w nagłośnienie nieprawidłowości w wyborach prezydenckich na Ukrainie w 2004 r. Szybko reagujemy na przykłady łamania praw człowieka na Białorusi. Czego przykładem są liczne rezolucje Parlamentu potępiające władze w Mińsku, przyjęte tylko w ostatnich 2,5 roku. Warto przypomnieć, że PE przyznał w grudniu zeszłego swoją coroczną Nagrodę im. Sacharowa na rzecz wolności myśli panu Aleksandrowi Milinkiewiczowi, liderowi białoruskiej opozycji.
To jednak grzeczna forma odmowy. Spotkała ona również Turcję - miesiąc temu UE częściowo zawiesiła negocjacje z Ankarą. Czy pana zdaniem decyzja ta nie zmniejszy i tak wciąż malejącego poparcia Turków dla UE i nie pchnie ich w ramiona świata islamu?
Ta decyzja to sprawiedliwy kompromis i sygnał, że Turcja musi respektować swoje zobowiązania w kwestii uznania władz Cypru, kraju członkowskiego UE.
Jeszcze niedawno otwarcie sprzeciwiał się pan przyjęciu Turcji do UE. Czy nadal jest pan tego samego zdania?
Jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego reprezentuję opinię całego zgromadzenia, a większość eurodeputowanych jest za członkostwem Turcji w Unii. Prywatnie mam w tej sprawie zdanie odmienne.
W Polsce PE jest często postrzegany jako siedlisko obyczajowych liberałów, którzy kierują się ideami dość odległymi od wyznawanych przez nas wartości. Źle przyjęto u nas np. ubiegłoroczną rezolucję Parlamentu w sprawie homofobii. Dlaczego Polacy mieliby popierać instytucję promującą postawy obce europejskiej tradycji?
Parlament Europejski stanowi odbicie różnorodności europejskich narodów. We wszystkich 27 krajach Unii - Polska nie jest tu wyjątkiem - czasem dzieje się coś, co innym się nie podoba. W takiej sytuacji bardzo ważna pozostaje tolerancja: mamy swoje poglądy, ale respektujemy poglądy innych. To jedna z podstawowych wartości UE.
Ale czy przyjmując rezolucje zarzucające niektórym rządom homofobię, zachęcając do legalizacji aborcji, albo też doprowadzając do odwołania komisarza Rocco Butiglionego za to, że prywatnie uważa on homoseksualizm za grzech, PE rzeczywiście szanuje poglądy innych?
Oczywiście. W PE są obecne różne nurty polityczne od lewicy przez centrum po prawicę. Mają odmienne poglądy w ważnych sprawach i wyrażają je w głosowaniach. Prawie żadna rezolucja nie uzyskuje poparcia 100 proc. eurodeputowanych. Zazwyczaj jest to nieznaczna większość, na przykład 55 proc.
Polska ma w UE opinię kłopotliwego partnera. Tak piszą o nas niektóre zachodnie media. Czy kraj, który walczy o swoje interesy, musi od razu być uznany za kłopotliwy?
Polska to ważny kraj Unii, któremu Europa bardzo wiele zawdzięcza. Przede wszystkim obalenie komunizmu. Bez "Solidarności" i wielkiego polskiego papieża Jana Pawła II nie doszłoby do przemian ostatnich dwóch dekad, a przynajmniej nie nastąpiłyby one tak szybko. Jednak jestem przekonany, że Polacy mogą budować swoją przyszłość i bronić wartości, w które wierzą, tylko wspólnie z innymi krajami Unii Europejskiej.
A czy uważa pan, że Warszawa postąpiła słusznie, blokując negocjacje Unii z Rosją na temat nowego porozumienia o partnerstwie i współpracy?
Polska ma prawo żądać solidarności od europejskich instytucji i innych krajów UE. Relacje wewnątrz Unii opierają się na zasadzie solidarności, dlatego mamy obowiązek bronić polskich interesów w kontaktach z krajami spoza Wspólnoty. Jednak Polska także powinna pamiętać, że zasada solidarność nie działa w jedną stronę. W najbliższych tygodniach zamierzam odwiedzić Polskę i spotkać się z przedstawicielami rządu i opozycji. Jesteście krajem, który odgrywa ważną rolę w budowaniu przyszłości UE, dlatego dla mnie będziecie państwem priorytetowym. Jestem Niemcem urodzonym we wrześniu 1945 roku, ale mój ojciec zmarł kilka miesięcy wcześniej w dawnych wschodnich Niemczech, które dziś są zachodnią Polską. Rozumiem więc znakomicie, że dobre relacje polsko-niemieckie są niezwykle ważne dla przyszłości całej UE.
*Hans-Gert Poettering, przewodniczący Grupy Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci) i Europejskich Demokratów. Absolwent prawa, politologii, historii na uniwersytecie w Bonn, Genewie i tamtejszym Instytucie Międzynarodowych Studiów Wyższych. Poseł do Parlamentu Europejskiego (od 1979), przewodniczący Grupy Europejskiej EPL-ED (od 1999), przewodniczący Podkomisji ds. Bezpieczeństwa i Rozbrojenia (1992 – 1994). Odznaczony m.in. Medalem im. Roberta Schumana przez Grupę Europejskiej Partii Ludowej. Tytuł "Europejskiego Posła roku 2004" przyznany przez czasopismo "European Voice"
Hans-Gert Poettering*: Nie zgadzam się. Historia integracji europejskiej to dzieje sukcesu, jakiego nikt nie oczekiwał, gdy w marcu 1957 roku podpisywano traktaty rzymskie. Po upadku komunizmu i przyjęciu do UE Polski oraz dziewięciu innych państw Europy Środkowej i Wschodniej, wizja stała się rzeczywistością. To prawda, stoją przed nami kolosalne wyzwania. Przede wszystkim trzeba rozwiązać problem z konstytucją europejską i mam nadzieję, że Polska w tym pomoże. Parlament Europejski pozostaje zdecydowanym zwolennikiem ustanowienia Traktatu Konstytucyjnego dla UE, zaproponowanych w nim reform oraz zapisanych tam wartości. W ciągu pół roku, czyli w trakcie niemieckiego przewodnictwa, powinniśmy wspólnie znaleźć sposób, jak wprowadzić w życie jego zapisy. Przy odrobinie dobrej woli uda nam się.
Uda się? Przecież konstytucja po odrzuceniu jej przez Francuzów i Holendrów jest martwa.
To błędna opinia. Traktat konstytucyjny ratyfikowało 18 państw i nie można pozwolić, by ich decyzje stały się po prostu nieważne z powodu dwóch krajów, które miały inne zdanie.
Ale w myśl unijnych zasad wystarczy nawet jeden kraj, by konstytucja nie weszła w życie. Dwa powiedziały nie, kilka innych jeszcze się nie wypowiedziało, niewykluczone, że także odrzuciłyby traktat.
Francja i Holandia muszą wspólnie z reszt krajów UE znaleźć sposób, by uratować zasadniczą treść Traktatu Konstytucyjnego popartego przez większość Unii. Nie ma innego sposobu.
Niedawno w Brukseli przywódcy unijni wstrzymali dalsze rozszerzenie UE. Jak długo drzwi Unii pozostaną zamknięte dla nowych państw?
Rzeczywiście to niedobry moment na dalsze rozszerzenie UE. Najpierw musimy ją wzmocnić oraz przeprowadzić reformy przewidziane w konstytucji europejskiej. Poza tym nie wszystkie kraje, które mają europejskie aspiracje, muszą koniecznie stać się członkami UE. Powinniśmy rozwijać nowe formy współpracy z takimi państwami.
Ma pan na myśli Ukrainę, Gruzję i Mołdawię?
Tak, między innymi.
UE powinna zatem ostatecznie zamknąć drzwi dla tych krajów?
Nie ująłbym tego w ten sposób. Unia powinna pozostać otwarta na inne kraje, rozwijać współpracę z sąsiadami oraz promować demokrację, na przykład na Białorusi. Możemy wiele uczynić dla innych narodów, nie ograniczając współpracy z nimi do rozmów o tym, czy wstąpią do UE, czy nie. Jestem świadomy, że nasi nowi sąsiedzi na Wschodzie są bardzo ważni dla Unii. Parlament Europejski, w dużej mierze za spraw polskich posłów, dostrzegł to w miarę wcześnie. Zaangażowaliśmy się w nagłośnienie nieprawidłowości w wyborach prezydenckich na Ukrainie w 2004 r. Szybko reagujemy na przykłady łamania praw człowieka na Białorusi. Czego przykładem są liczne rezolucje Parlamentu potępiające władze w Mińsku, przyjęte tylko w ostatnich 2,5 roku. Warto przypomnieć, że PE przyznał w grudniu zeszłego swoją coroczną Nagrodę im. Sacharowa na rzecz wolności myśli panu Aleksandrowi Milinkiewiczowi, liderowi białoruskiej opozycji.
To jednak grzeczna forma odmowy. Spotkała ona również Turcję - miesiąc temu UE częściowo zawiesiła negocjacje z Ankarą. Czy pana zdaniem decyzja ta nie zmniejszy i tak wciąż malejącego poparcia Turków dla UE i nie pchnie ich w ramiona świata islamu?
Ta decyzja to sprawiedliwy kompromis i sygnał, że Turcja musi respektować swoje zobowiązania w kwestii uznania władz Cypru, kraju członkowskiego UE.
Jeszcze niedawno otwarcie sprzeciwiał się pan przyjęciu Turcji do UE. Czy nadal jest pan tego samego zdania?
Jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego reprezentuję opinię całego zgromadzenia, a większość eurodeputowanych jest za członkostwem Turcji w Unii. Prywatnie mam w tej sprawie zdanie odmienne.
W Polsce PE jest często postrzegany jako siedlisko obyczajowych liberałów, którzy kierują się ideami dość odległymi od wyznawanych przez nas wartości. Źle przyjęto u nas np. ubiegłoroczną rezolucję Parlamentu w sprawie homofobii. Dlaczego Polacy mieliby popierać instytucję promującą postawy obce europejskiej tradycji?
Parlament Europejski stanowi odbicie różnorodności europejskich narodów. We wszystkich 27 krajach Unii - Polska nie jest tu wyjątkiem - czasem dzieje się coś, co innym się nie podoba. W takiej sytuacji bardzo ważna pozostaje tolerancja: mamy swoje poglądy, ale respektujemy poglądy innych. To jedna z podstawowych wartości UE.
Ale czy przyjmując rezolucje zarzucające niektórym rządom homofobię, zachęcając do legalizacji aborcji, albo też doprowadzając do odwołania komisarza Rocco Butiglionego za to, że prywatnie uważa on homoseksualizm za grzech, PE rzeczywiście szanuje poglądy innych?
Oczywiście. W PE są obecne różne nurty polityczne od lewicy przez centrum po prawicę. Mają odmienne poglądy w ważnych sprawach i wyrażają je w głosowaniach. Prawie żadna rezolucja nie uzyskuje poparcia 100 proc. eurodeputowanych. Zazwyczaj jest to nieznaczna większość, na przykład 55 proc.
Polska ma w UE opinię kłopotliwego partnera. Tak piszą o nas niektóre zachodnie media. Czy kraj, który walczy o swoje interesy, musi od razu być uznany za kłopotliwy?
Polska to ważny kraj Unii, któremu Europa bardzo wiele zawdzięcza. Przede wszystkim obalenie komunizmu. Bez "Solidarności" i wielkiego polskiego papieża Jana Pawła II nie doszłoby do przemian ostatnich dwóch dekad, a przynajmniej nie nastąpiłyby one tak szybko. Jednak jestem przekonany, że Polacy mogą budować swoją przyszłość i bronić wartości, w które wierzą, tylko wspólnie z innymi krajami Unii Europejskiej.
A czy uważa pan, że Warszawa postąpiła słusznie, blokując negocjacje Unii z Rosją na temat nowego porozumienia o partnerstwie i współpracy?
Polska ma prawo żądać solidarności od europejskich instytucji i innych krajów UE. Relacje wewnątrz Unii opierają się na zasadzie solidarności, dlatego mamy obowiązek bronić polskich interesów w kontaktach z krajami spoza Wspólnoty. Jednak Polska także powinna pamiętać, że zasada solidarność nie działa w jedną stronę. W najbliższych tygodniach zamierzam odwiedzić Polskę i spotkać się z przedstawicielami rządu i opozycji. Jesteście krajem, który odgrywa ważną rolę w budowaniu przyszłości UE, dlatego dla mnie będziecie państwem priorytetowym. Jestem Niemcem urodzonym we wrześniu 1945 roku, ale mój ojciec zmarł kilka miesięcy wcześniej w dawnych wschodnich Niemczech, które dziś są zachodnią Polską. Rozumiem więc znakomicie, że dobre relacje polsko-niemieckie są niezwykle ważne dla przyszłości całej UE.
*Hans-Gert Poettering, przewodniczący Grupy Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci) i Europejskich Demokratów. Absolwent prawa, politologii, historii na uniwersytecie w Bonn, Genewie i tamtejszym Instytucie Międzynarodowych Studiów Wyższych. Poseł do Parlamentu Europejskiego (od 1979), przewodniczący Grupy Europejskiej EPL-ED (od 1999), przewodniczący Podkomisji ds. Bezpieczeństwa i Rozbrojenia (1992 – 1994). Odznaczony m.in. Medalem im. Roberta Schumana przez Grupę Europejskiej Partii Ludowej. Tytuł "Europejskiego Posła roku 2004" przyznany przez czasopismo "European Voice"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|