Lubi, gdy nazywają go Sarko, bo to sprawia, że jego obce nazwisko brzmi bardziej francusko. Ale dla oponentów Nicolas Sarkozy zawsze zachowa przezwisko z dzieciństwa. "Pétit Nicolas" ("Mały Nicolas") to typ o obcych rysach, niskim wzroście, gestach parweniusza i bez rodowodu - pisze DZIENNIK.
"Nic mnie bardziej nie ukształtowało niż poniżenia, których doznałem jako dziecko" - powiedział kiedyś w przypływie szczerości. Francuskie
elity boją się człowieka, który w liceum dorabiał, sprzedając lody i pracował u badylarza. Francuskie doły chcą go na prezydenta, a prawicowa Unia na rzecz Ruchu Ludowego (UMP) oddała na
niego w partyjnych prawyborach 98 proc. głosów.
Człowiek walki
"Sarko to człowiek walki, taki, który nigdy nie ustępuje" - mówi jeden ze znajomych ministra spraw wewnętrznych. Ale życie ministra twardziela jest historią bólu i osobistych upokorzeń. "Francuzi nie mają pojęcia o Nicolasie Sarkozym. Dali się uwieść jego czarowi, uważają go za kogoś niezwykle skutecznego, silnego, pamiętają mu głównie ostatnie pięć lat, gdy kreował się na twardego ministra spraw wewnętrznych" - twierdzi Philippe Cohen, współautor głośnego niedawno komiksu o karierze "Małego Nicolasa". "Nie mam żadnego sentymentu do własnego dzieciństwa, ponieważ nie był to dla mnie szczęśliwy okres" - powiedział kiedyś sam Sarkozy.
Przyszedł na świat w 1955 roku jako drugie dziecko ekscentrycznego Węgra i sefardyjskiej Żydówki. Z ojcem utrzymuje jedynie sporadyczne kontakty. Paul Sarkozy porzucił rodzinę i 4-letniego Nicolasa; ożenił się później parokrotnie i miał jeszcze kilkoro innych dzieci. Sarkozy różni się od swojego pokolenia. Ma głębokie poczucie, że nie jest w pełni francuski i na uznanie musi sobie zapracować. "Jego rodzina nie cierpiała biedy, ale w podparyskim Neuilly, gdzie mieszkali, był uważany za słabo sytuowanego" - mówi autorka dwóch książek o Sarkozym, Anita Hausser.
Początek lat 70. zastaje go w katolickim liceum Saint-Louis de Monceau. To czasy wyjątkowego rozpolitykowania. Francja znalazła się na rozdrożu; ledwo ucichły echa rewolty studenckiej z maja 1968 roku i dopiero co pochowano Charlesa de Gaulle'a, który przez 11 lat zdominował życie polityczne Republiki. Sarkozy nie jest wybijającym się uczniem i w przyszłości skończy zaledwie mało prestiżowy wydział prawa.
Pasjonuje go polityka, ale nie ideologia, tylko realna walka o władzę. Od 19. roku życia w partii gaullistowskiej, w wieku 22 lat zostaje radnym, daje się poznać jako idealny organizator wieców partyjnych i niezwykle użyteczna postać przy kampaniach wyborczych. Jego protektorem jest wówczas Charles Pasqua, jeden z odnowicieli gaullizmu i polityk od lat 40. Da Sarkozy'emu pierwsze szlify, nauczy go polityki i będzie mu nawet świadkować w 1982 roku na ślubie z Marie-Dominique Culioli, córką korsykańskiego aptekarza, później matką dwóch synów Sarkozy’ego.
Przyjaźń runie nagle i zamieni się w niechęć. Przyczyna jest prosta. W 1983 roku umiera mer Neuilly Achille Peretti, który rządził 50-tysięczną miejscowością od II wojny światowej. Wiadomo, że ten, kto go zastąpi, uzyska władzę nad najbardziej napuszonym miejscem we Francji, gdzie mieszkają aktorzy i przemysłowcy i gdzie najłatwiej zdobywać kontakty. Charles Pasqua ma wielką chrapkę na Neuilly, ale młody Sarkozy postanawia go ubiec. Zamiast robić kampanię na rzecz swojego mistrza, zaczyna ją robić... sobie samemu. I ku zdumieniu prawicowych tuzów wygrywa.
Mer Neuilly
Rządzenie najbardziej napuszoną częścią Paryża to sztuka utrzymywania kontaktów towarzyskich. Koktajle z wielkimi przemysłowcami, zdjęcia ze znanymi aktorami i umiejętność obracania się w towarzystwie. Sarkozy rządzić tam będzie do 2002 roku, w ostatnich wyborach otrzymując blisko 80 procent głosów. Gdyby nie chciał władzy nad Francją, mógłby do końca życia popijać drinki z aktorami Gérardem Depardieu i Jeanem Reno. "Przez jego merostwo przewinęli się wielcy właściciele koncernów medycznych, szefowie firm i adwokaci" - pisze jedna z biografek Sarkozy'ego Raphaelle Bacqué.
W tym samym czasie nad jego prywatnym życiem przechodzi burza. Przyczyną jest młoda żona jednego z przyjaciół, gwiazdy francuskiej telewizji Jacques'a Martina. W 1984 roku mer osobiście żeni go z atrakcyjną Cécilią Ciganer-Albeniz. Państwo Sarkozy i Martin będą się przyjaźnić rodzinami (mają po dwójkę dzieci) do czasu, aż wyjdzie na jaw prawda: Nicolas i Cécilia są kochankami. Sarkozy porzuca rodzinę.
Francuzi poznają zupełnie innego Sarkozy'ego. Jest rok 1993. Niejaki Erick Schmitt zajmuje szkołę w samym środku Neuilly i wizi w klasie ponad dwadzieścioro kilkuletnich uczniów. Francja zamiera przed telewizorami. Mijają godziny, budynek w każdej chwili może wylecieć w powietrze, Sarkozy zwalnia negocjatorów; sam chce rozmawiać z porywaczem. Wieczorne dzienniki pokazują, jak wyprowadza ze szkoły jedno po drugim płaczące dzieci. Nie pozwala sobie włożyć kamizelki kuloodpornej. To w jego życiu moment największej chwały. W ciągu paru godzin staje się bohaterem narodowym.
Prawica potrzebuje takich ludzi, a właśnie triumfuje w wyborach. Premierem będzie Edouard Balladur, a kandydatem w wyborach prezydenckich 1995 Jacques Chirac. Z ich nadania Sarkozy zostaje ministrem finansów i rzecznikiem rządu. Uchodzi za zaufanego człowieka Chiraca. Sam traktuje mera Paryża jak ojca i wodza. Ma przecież do czynienia z człowiekiem, który odnowił prawicę, w czasie gdy wszyscy myśleli, że dni politycznego gaullizmu są już policzone. Znaj się z kampanii wyborczej 1988, gdy mer Neuilly odpowiadał za organizację wieców Chiraca.
Ale pozostaje też druga prawda, starannie skrywana przed opinią publiczną i nigdy do końca niewyjaśniona. Prawdopodobnie wdaje się w intensywną zażyłość z córką "wodza", Claude. Nikt do końca nie wie, czy był między nimi romans. Podobno sprawa ta dokłada się jak kolejna cegiełka do muru niechęci, jaką podstarzały prezydent darzy dziś swojego dawnego pupila.
Prawdziwe tąpnięcie nadchodzi jednak w połowie lat 90. Wiosną 1995 roku Francuzi wybierają szefa państwa. Chirac, zgodnie z wewnątrzpartyjnymi ustaleniami, zgłasza się do wyborów, ale okazuje się, że Balladur... też chce być prezydentem. Sarkozy nie waha się długo; u Balladura będzie mógł zostać szefem rządu, u Chiraca zaś jedynie dworzaninem. Ale w ambitnym premierze reformatorze pociąga go jeszcze jedno - obaj są do siebie podobni. Czyż Balladur to nie potomek ormiańskich imigrantów, którzy w połowie lat 30. przypłynęli z tureckiego Izmiru? Sarkozy stawia na szefa rządu, a Chirac cedzi pod jego adresem: "Judasz!". Wygrywa wybory. Balladur jest skończony, Sarkozy z etykietką "zdrajcy" zaszywa się w Neuilly. Jest sam. Ze zniszczonym życiem osobistym, ze złamaną na pół karierą.
Kochający mąż i twardziel
Cécilia pomaga mu wstać z gruzów. W 1996 roku biorą ślub, rok później na świat przychodzi ich jedyny syn. To druga młodość. W Neuilly są bardzo popularną, modną i chętnie zapraszaną parą, zaczynają się kreować na francuskich Kennedych. Chirakiści nawet nie zauważają, gdy w ciągu paru lat pokonany rywal wraca jako człowiek sukcesu - mocny, niezależny, nowoczesny polityk, przyjaciel Leona Zawodowca, kochający mąż i twardziel. Cécilia go znakomicie uzupełnia, staje się jego głównym doradcą. Oboje podbijają Paryż, dają się łapać paparazzim na wspólnym joggingu, ona towarzyszy mu w telewizyjnych debatach. Sarkozy jest rozpoznawalny - staje się twarzą nowej francuskiej prawicy zmęczonej ponad 20-letnim panowaniem króla Chiraca. Doły partyjne wymuszają na prezydencie, by przyjął go z powrotem do rządu. W 2002 roku zostaje ministrem spraw wewnętrznych.
Jest zorganizowany i skuteczny. Policja otrzymuje dyrektywę "zero tolerancji", przestępczość spada o kilka procent, a Sarkozy przesuwa się na prawo. Kradnie hasła Frontowi Narodowemu, popada w konflikt ze społecznością muzułmańską, forsując zakaz noszenia przez kobiety czadorów, i okazuje się, że trafił w sedno. Jego popularność osiąga apogeum w 2004 roku, gdy gazety otwarcie piszą, że to nowy prezydent Republiki. Przede wszystkim jednak skutecznie podbiera Chiracowi partię - UMP jest już ugrupowaniem "sarkozystów", a ludzie prezydenta muszą przełknąć porażkę.
Chirakiści kipią ze złości, bo wiedzą, że jeżeli węgiersko-żydowski intruz przejmie partię, oni wypadną z niej na zawsze. Kampania przeciwko Sarko jest brudna i negatywna. Wybierają najczulszy punkt - Valérie Domain, autorka biografii Sarkozych, twierdzi, że ktoś postarał się, by Cécilia zobaczyła dowody niewierności Sarkozy'ego, którego słabość do kobiet była tajemnicą poliszynela. Para się rozpada.
W maju 2005 roku rywale odniosą ostateczny triumf. Francję obiegają zdjęcia Cécilii i jej nowego partnera, 45-letniego Marokańczyka, dawnego współpracownika Sarkozy'ego. Klęska ministra rogacza, pozbawionego atrakcyjnej i popularnej żony jest gotowa. Mit, który Sarkozy tak długo kultywował, leży w gruzach. Walczy nadal. Pozuje na ofiarę, a poza zasięgiem kamer robi wszystko, by pogodzić się z żoną. Po kilku miesiącach zamienia klęskę w triumf. Cécilia ląduje na lotnisku Roissy, oboje rzucają się sobie w ramiona. Tabloidy mają "love story". "To był majstersztyk. Jego walka o żonę była aktem osobistego heroizmu i niebywałej determinacji" - mówi znajomy ministra.
Sarkozy musi dbać o swój zewnętrzny image jak mało kto. Bo politycznie ma niewiele do zaproponowania. Uchodzi za ekonomicznego liberała, ale jego program wyborczy to stek socjalnych obietnic; jest Żydem i synem imigrantów, ale próbuje kupować elektorat skrajnej prawicy; deklaruje się jako praktykujący katolik, mimo że styl życia ma "niekatolicki". Jest wreszcie "twardym" szefem MSW, choć kilka dni zwlekał z reakcją, gdy jesienią 2005 na przedmieściach Paryża zapanował terror siany przez miejscowe bandy. "Sarkozy to człowiek, który zajmuje się zdobywaniem władzy, a nie jej sprawowaniem" - mówi Philippe Cohen.
Całe szczęście dla niego, za przeciwnika ma jeszcze bardziej mętną postać. Socjalistka Ségolene Royal to produkt medialny, a nie realny polityk, o którego zwycięstwach i porażkach można by dyskutować. Sarkozy musi ją pokonać, ale nawet jeżeli przegra, odczeka swoje i będzie znów piął się do prezydentury. On już wielokrotnie udowadniał, że jest niezatapialny.
Człowiek walki
"Sarko to człowiek walki, taki, który nigdy nie ustępuje" - mówi jeden ze znajomych ministra spraw wewnętrznych. Ale życie ministra twardziela jest historią bólu i osobistych upokorzeń. "Francuzi nie mają pojęcia o Nicolasie Sarkozym. Dali się uwieść jego czarowi, uważają go za kogoś niezwykle skutecznego, silnego, pamiętają mu głównie ostatnie pięć lat, gdy kreował się na twardego ministra spraw wewnętrznych" - twierdzi Philippe Cohen, współautor głośnego niedawno komiksu o karierze "Małego Nicolasa". "Nie mam żadnego sentymentu do własnego dzieciństwa, ponieważ nie był to dla mnie szczęśliwy okres" - powiedział kiedyś sam Sarkozy.
Przyszedł na świat w 1955 roku jako drugie dziecko ekscentrycznego Węgra i sefardyjskiej Żydówki. Z ojcem utrzymuje jedynie sporadyczne kontakty. Paul Sarkozy porzucił rodzinę i 4-letniego Nicolasa; ożenił się później parokrotnie i miał jeszcze kilkoro innych dzieci. Sarkozy różni się od swojego pokolenia. Ma głębokie poczucie, że nie jest w pełni francuski i na uznanie musi sobie zapracować. "Jego rodzina nie cierpiała biedy, ale w podparyskim Neuilly, gdzie mieszkali, był uważany za słabo sytuowanego" - mówi autorka dwóch książek o Sarkozym, Anita Hausser.
Początek lat 70. zastaje go w katolickim liceum Saint-Louis de Monceau. To czasy wyjątkowego rozpolitykowania. Francja znalazła się na rozdrożu; ledwo ucichły echa rewolty studenckiej z maja 1968 roku i dopiero co pochowano Charlesa de Gaulle'a, który przez 11 lat zdominował życie polityczne Republiki. Sarkozy nie jest wybijającym się uczniem i w przyszłości skończy zaledwie mało prestiżowy wydział prawa.
Pasjonuje go polityka, ale nie ideologia, tylko realna walka o władzę. Od 19. roku życia w partii gaullistowskiej, w wieku 22 lat zostaje radnym, daje się poznać jako idealny organizator wieców partyjnych i niezwykle użyteczna postać przy kampaniach wyborczych. Jego protektorem jest wówczas Charles Pasqua, jeden z odnowicieli gaullizmu i polityk od lat 40. Da Sarkozy'emu pierwsze szlify, nauczy go polityki i będzie mu nawet świadkować w 1982 roku na ślubie z Marie-Dominique Culioli, córką korsykańskiego aptekarza, później matką dwóch synów Sarkozy’ego.
Przyjaźń runie nagle i zamieni się w niechęć. Przyczyna jest prosta. W 1983 roku umiera mer Neuilly Achille Peretti, który rządził 50-tysięczną miejscowością od II wojny światowej. Wiadomo, że ten, kto go zastąpi, uzyska władzę nad najbardziej napuszonym miejscem we Francji, gdzie mieszkają aktorzy i przemysłowcy i gdzie najłatwiej zdobywać kontakty. Charles Pasqua ma wielką chrapkę na Neuilly, ale młody Sarkozy postanawia go ubiec. Zamiast robić kampanię na rzecz swojego mistrza, zaczyna ją robić... sobie samemu. I ku zdumieniu prawicowych tuzów wygrywa.
Mer Neuilly
Rządzenie najbardziej napuszoną częścią Paryża to sztuka utrzymywania kontaktów towarzyskich. Koktajle z wielkimi przemysłowcami, zdjęcia ze znanymi aktorami i umiejętność obracania się w towarzystwie. Sarkozy rządzić tam będzie do 2002 roku, w ostatnich wyborach otrzymując blisko 80 procent głosów. Gdyby nie chciał władzy nad Francją, mógłby do końca życia popijać drinki z aktorami Gérardem Depardieu i Jeanem Reno. "Przez jego merostwo przewinęli się wielcy właściciele koncernów medycznych, szefowie firm i adwokaci" - pisze jedna z biografek Sarkozy'ego Raphaelle Bacqué.
W tym samym czasie nad jego prywatnym życiem przechodzi burza. Przyczyną jest młoda żona jednego z przyjaciół, gwiazdy francuskiej telewizji Jacques'a Martina. W 1984 roku mer osobiście żeni go z atrakcyjną Cécilią Ciganer-Albeniz. Państwo Sarkozy i Martin będą się przyjaźnić rodzinami (mają po dwójkę dzieci) do czasu, aż wyjdzie na jaw prawda: Nicolas i Cécilia są kochankami. Sarkozy porzuca rodzinę.
Francuzi poznają zupełnie innego Sarkozy'ego. Jest rok 1993. Niejaki Erick Schmitt zajmuje szkołę w samym środku Neuilly i wizi w klasie ponad dwadzieścioro kilkuletnich uczniów. Francja zamiera przed telewizorami. Mijają godziny, budynek w każdej chwili może wylecieć w powietrze, Sarkozy zwalnia negocjatorów; sam chce rozmawiać z porywaczem. Wieczorne dzienniki pokazują, jak wyprowadza ze szkoły jedno po drugim płaczące dzieci. Nie pozwala sobie włożyć kamizelki kuloodpornej. To w jego życiu moment największej chwały. W ciągu paru godzin staje się bohaterem narodowym.
Prawica potrzebuje takich ludzi, a właśnie triumfuje w wyborach. Premierem będzie Edouard Balladur, a kandydatem w wyborach prezydenckich 1995 Jacques Chirac. Z ich nadania Sarkozy zostaje ministrem finansów i rzecznikiem rządu. Uchodzi za zaufanego człowieka Chiraca. Sam traktuje mera Paryża jak ojca i wodza. Ma przecież do czynienia z człowiekiem, który odnowił prawicę, w czasie gdy wszyscy myśleli, że dni politycznego gaullizmu są już policzone. Znaj się z kampanii wyborczej 1988, gdy mer Neuilly odpowiadał za organizację wieców Chiraca.
Ale pozostaje też druga prawda, starannie skrywana przed opinią publiczną i nigdy do końca niewyjaśniona. Prawdopodobnie wdaje się w intensywną zażyłość z córką "wodza", Claude. Nikt do końca nie wie, czy był między nimi romans. Podobno sprawa ta dokłada się jak kolejna cegiełka do muru niechęci, jaką podstarzały prezydent darzy dziś swojego dawnego pupila.
Prawdziwe tąpnięcie nadchodzi jednak w połowie lat 90. Wiosną 1995 roku Francuzi wybierają szefa państwa. Chirac, zgodnie z wewnątrzpartyjnymi ustaleniami, zgłasza się do wyborów, ale okazuje się, że Balladur... też chce być prezydentem. Sarkozy nie waha się długo; u Balladura będzie mógł zostać szefem rządu, u Chiraca zaś jedynie dworzaninem. Ale w ambitnym premierze reformatorze pociąga go jeszcze jedno - obaj są do siebie podobni. Czyż Balladur to nie potomek ormiańskich imigrantów, którzy w połowie lat 30. przypłynęli z tureckiego Izmiru? Sarkozy stawia na szefa rządu, a Chirac cedzi pod jego adresem: "Judasz!". Wygrywa wybory. Balladur jest skończony, Sarkozy z etykietką "zdrajcy" zaszywa się w Neuilly. Jest sam. Ze zniszczonym życiem osobistym, ze złamaną na pół karierą.
Kochający mąż i twardziel
Cécilia pomaga mu wstać z gruzów. W 1996 roku biorą ślub, rok później na świat przychodzi ich jedyny syn. To druga młodość. W Neuilly są bardzo popularną, modną i chętnie zapraszaną parą, zaczynają się kreować na francuskich Kennedych. Chirakiści nawet nie zauważają, gdy w ciągu paru lat pokonany rywal wraca jako człowiek sukcesu - mocny, niezależny, nowoczesny polityk, przyjaciel Leona Zawodowca, kochający mąż i twardziel. Cécilia go znakomicie uzupełnia, staje się jego głównym doradcą. Oboje podbijają Paryż, dają się łapać paparazzim na wspólnym joggingu, ona towarzyszy mu w telewizyjnych debatach. Sarkozy jest rozpoznawalny - staje się twarzą nowej francuskiej prawicy zmęczonej ponad 20-letnim panowaniem króla Chiraca. Doły partyjne wymuszają na prezydencie, by przyjął go z powrotem do rządu. W 2002 roku zostaje ministrem spraw wewnętrznych.
Jest zorganizowany i skuteczny. Policja otrzymuje dyrektywę "zero tolerancji", przestępczość spada o kilka procent, a Sarkozy przesuwa się na prawo. Kradnie hasła Frontowi Narodowemu, popada w konflikt ze społecznością muzułmańską, forsując zakaz noszenia przez kobiety czadorów, i okazuje się, że trafił w sedno. Jego popularność osiąga apogeum w 2004 roku, gdy gazety otwarcie piszą, że to nowy prezydent Republiki. Przede wszystkim jednak skutecznie podbiera Chiracowi partię - UMP jest już ugrupowaniem "sarkozystów", a ludzie prezydenta muszą przełknąć porażkę.
Chirakiści kipią ze złości, bo wiedzą, że jeżeli węgiersko-żydowski intruz przejmie partię, oni wypadną z niej na zawsze. Kampania przeciwko Sarko jest brudna i negatywna. Wybierają najczulszy punkt - Valérie Domain, autorka biografii Sarkozych, twierdzi, że ktoś postarał się, by Cécilia zobaczyła dowody niewierności Sarkozy'ego, którego słabość do kobiet była tajemnicą poliszynela. Para się rozpada.
W maju 2005 roku rywale odniosą ostateczny triumf. Francję obiegają zdjęcia Cécilii i jej nowego partnera, 45-letniego Marokańczyka, dawnego współpracownika Sarkozy'ego. Klęska ministra rogacza, pozbawionego atrakcyjnej i popularnej żony jest gotowa. Mit, który Sarkozy tak długo kultywował, leży w gruzach. Walczy nadal. Pozuje na ofiarę, a poza zasięgiem kamer robi wszystko, by pogodzić się z żoną. Po kilku miesiącach zamienia klęskę w triumf. Cécilia ląduje na lotnisku Roissy, oboje rzucają się sobie w ramiona. Tabloidy mają "love story". "To był majstersztyk. Jego walka o żonę była aktem osobistego heroizmu i niebywałej determinacji" - mówi znajomy ministra.
Sarkozy musi dbać o swój zewnętrzny image jak mało kto. Bo politycznie ma niewiele do zaproponowania. Uchodzi za ekonomicznego liberała, ale jego program wyborczy to stek socjalnych obietnic; jest Żydem i synem imigrantów, ale próbuje kupować elektorat skrajnej prawicy; deklaruje się jako praktykujący katolik, mimo że styl życia ma "niekatolicki". Jest wreszcie "twardym" szefem MSW, choć kilka dni zwlekał z reakcją, gdy jesienią 2005 na przedmieściach Paryża zapanował terror siany przez miejscowe bandy. "Sarkozy to człowiek, który zajmuje się zdobywaniem władzy, a nie jej sprawowaniem" - mówi Philippe Cohen.
Całe szczęście dla niego, za przeciwnika ma jeszcze bardziej mętną postać. Socjalistka Ségolene Royal to produkt medialny, a nie realny polityk, o którego zwycięstwach i porażkach można by dyskutować. Sarkozy musi ją pokonać, ale nawet jeżeli przegra, odczeka swoje i będzie znów piął się do prezydentury. On już wielokrotnie udowadniał, że jest niezatapialny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|