Dziennik Gazeta Prawana logo

"Idealny rząd dla Jarosława Kaczyńskiego"

12 października 2007, 15:08
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Jarosław Kaczyński przymierza się od miesięcy do "nowego otwarcia". Do nowej polityki nieograniczającej się do czyszczenia służb specjalnych i walki z korupcją. I do odzyskania utraconych środowisk: inteligencji, przedsiębiorców, młodzieży - pisze w DZIENNIKU publicysta Piotr Zaremba.

Na kogo powinien postawić? Kogo namówić do udziału w rządzie - nawet wbrew partyjnym interesom własnego środowiska - żeby wygrać kolejne wybory?

Idealnym kandydatem na szefa MSZ wydaje się Jacek Saryusz-Wolski. Przed ostatnimi wyborami chciały go i PO, i PiS. Człowiek europejskich salonów, który nie tylko mówi obcymi językami, ale ma w nich coś do powiedzenia. Który łączy znajomość zakamarków europejskiej polityki z umiejętnością postawienia się naszym partnerom, gdy zajdzie potrzeba. Który myśli kategoriami ponadpartyjnymi. To on jako polityk PO namówił Donalda Tuska do poparcia polskiego weta wobec unijnej umowy z Rosją. Dziś coraz trudniej znajduje wspólny język ze swą obecną partią PO. Czy jest do wzięcia?

Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji potrzebny jest nowy oddech. Możliwe, że twardziel Jan Rokita podjąłby obiecane, a zarzucone reformy, na przykład pozbawił rujnujących budżet emerytalnych przywilejów masy pracowników policji, którzy nie są policjantami. Jego wejście do rządu byłoby wielkim sukcesem wizerunkowym ekipy Kaczyńskiego. PiS pokazałoby, że umie czerpać z innych środowisk i ma po swojej stronie coraz więcej zwolenników naprawy państwa.

Idealny team kierujący gospodarką? Na stanowisku ministra finansów sprawdził się w krótkim okresie swojego urzędowania Stanisław Kluza. Jego zaletą - także wizerunkową - jest młody wiek i cywilna odwaga. Dowiódł jej, głosując w komisji nadzoru gospodarczego przeciw kandydaturze Jaromira Netzla mianowanego wbrew standardom na szefa PZU. Pewnie równie odważnie reformowałby publiczne finanse. Minister gospodarki powinien się kojarzyć z likwidacją biurokratycznych barier krępujących przedsiębiorczość. Roman Kluska zaznał opresji ze strony państwa na własnej skórze, byłby więc niezłym symbolem otwarcia się na racje dużego i małego biznesu. Szef resortu skarbu powinien nie tyle pilnować partyjnych interesów w spółkach Skarbu Państwa, ile pozbawić rządzących pokusy - czyli wszystkiego, czego państwo nie powinno posiadać. Robert Gwiazdowski obecny szef rady nadzorczej ZUS ma w sobie duży ładunek prywatyzacyjnej determinacji.

W rządowym programie naprawy polskiej edukacji znalazło się wiele słusznych pomysłów: więcej dyscypliny w szkołach, nie tylko nauka, ale i wychowanie. Taki program powinien jednak realizować ktoś przewidywalny i popularny. Idealny byłby tu Kazimierz Marcinkiewicz, od lat ekspert w tej dziedzinie. Człowiek, który dałby wreszcie polskiej oświacie trochę spokoju i optymizmu.

Szefowanie resortem pracy warto powierzyć komuś wrażliwemu społecznie, kto potrafiłby pokazać wyborcom, że PiS nie zdradził programu "Solidarnej Polski". Może kimś takim okazałby się Ryszard Bugaj. Posadzenie obok siebie wyrazistego liberała Gwiazdowskiego i socjaldemokraty Bugaja może szokować. Ale nie takie wielobarwne układanki dawały w innych państwach dobre wyniki - pod warunkiem że premier umiał wziąć od każdego to, co najlepsze, ale też zadbać o kompromis.

Wiemy z kim się rozstawać nie trzeba: Ziobro, Ujazdowski, Gęsicka, Sikorski. Czy to oznacza, że ci których proponuję wymienić, całkiem się nie sprawdzili? Niektórzy tak. Obecna szefowa MSZ Anna Fotyga ma problemy i z podejmowaniem decyzji i z PR-em. Ale już obecny szef MSWiA Ludwik Dorn, człowiek pracowity i energiczny, nie zasługuje na ocenę niedostateczną. Może powinien wykorzystać swój wigor w innym miejscu - na przykład mobilizując posłów PiS w parlamencie jako skuteczny szef klubu.

Widać też gołym okiem, że wiele tych zmian jest nierealnych. Bo jak przekonać LPR i Samoobronę, aby wyzbyły się własnych resortów w imię dobra całego rządu? Albo jak zmienić plany życiowe Rokity czy Marcinkiewicza, którzy najwyraźniej nie wiążą z tą ekipą nadziei? Mogłoby się wreszcie okazać, że nowi ministrowie poza zaletami mają spore wady. Każdy powie, że Kluska będzie równie popularny wśród przedsiębiorców jak Zbigniew Religa wśród lekarzy. Ale kto da sobie uciąć rękę za jego administracyjne zdolności?

To zabawa, ale nie do końca. Do tej pory taki pełen rozmachu nowy początek nie udał się w Polsce żadnej ekipie. Tylko łamanie schematów, pójście pod prąd, może uratować Kaczyńskiego od dreptania w kółko. Jeśli skończy się na wymianie dwóch wiceministrów czy nawet jednego ministra - nie zmieni się ani wizerunek rządzących, ani realna polityka. Powtarzanie: "przecież rozwiązaliśmy WSI" już nie wystarczy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj