Imponujące obrazy supernowoczesnych myśliwców F-16 dostarczonych polskiemu lotnictwu czy decyzja o wysłaniu polskich wojsk do Afganistanu – wszystko to sprawia, że Polska staje się
jednym z najważniejszych przyjaciół i sojuszników Ameryki w Europie. Sojusznikiem tak ważnym, że Waszyngton może nawet zrewidować swoje stosunki z Rosją, jeśli będzie tego wymagał interes
Polski.
By zastanawiać się, w jaki sposób Stany Zjednoczone mogą pomóc Polsce w polepszeniu stosunków z Rosją, należy najpierw odrzucić mit o potencjalnej przyjaźni między oboma sąsiadującymi
państwami. Takiej przyjaźni być nie może, ponieważ polski i rosyjski interes narodowy jest odmienny.
ABC polityki wschodniej
Polska dąży do rozpadu pozostałości Związku Sowieckiego i wyzwolenia narodów, w tym biaoruskiego, a Rosja zainteresowana jest powrotem nie tylko do postaci związkowej, ale również
realizacją bolszewickich planów zapanowania nad światem. W tej sytuacji tylko argument siły – potencjału NATO i USA, który wciąż przewyższa rosyjski – może być
zrozumiały dla elit rosyjskich. Można zatem mówić tylko o budowaniu poprawnych stosunków z Rosją w obrębie silnych organizmów: militarnego i politycznego, jakim jest NATO z przywódczą rolą
USA, oraz gospodarczego, czyli Unii Europejskiej. Takie jest, według wielu amerykańskich ekspertów doradzających administracji, ABC korzystnej polityki wschodniej dla Europy wyzwolonej po 1989
roku, z Polską na czele.
Stosunki amerykańsko-polskie rozkwitają jak nigdy dotąd. Nie powinno to budzić zdziwienia. Ameryka stała u boku Polski przez pięć strasznych dziesięcioleci XX w., które przyniosły najpierw
niemiecką, a potem sowiecką okupację. Polska zasygnalizowała światu, że duch oporu wobec komunizmu w Europie Wschodniej nie gaśnie. Polskiego ducha sprzeciwu symbolizowali wielcy Polacy,
przede wszystkim Jan Paweł II, człowiek wybitny i wielkiego serca, bez którego walka „Solidarności” byłaby dwakroć trudniejsza. Amerykańskie elity rozumieją, że wiara i
umiłowanie wolności wyzwoliły polską duszę ze śmiertelnego uścisku komunizmu. Zimna wojna dobiegła końca. Zwyciężyliśmy.
Pozostaje jednak jeszcze wiele do zrobienia. Stany Zjednoczone chciałyby widzieć sojuszniczą Polskę bezpieczną w zjednoczonej Europie. To oznacza, że do kwestii bezpieczeństwa należy
podchodzić mniej romantycznie, a bardziej realistycznie. Oznacza to również, że Polska musi poprawić swoje stosunki z najważniejszymi europejskimi sojusznikami USA, takimi jak Niemcy, oraz w
maksymalnie możliwym stopniu łagodzić retorykę i antagonizmy w relacjach z Rosją. Polska z mentalnością oblężonej twierdzy, żyjąca upiorami przeszłości i stosująca zapalną retorykę
dla wewnętrznych rozgrywek politycznych nie leży w interesie USA i nie wyglądałaby atrakcyjnie w oczach Waszyngtonu. Budując na wizycie premiera Jarosława Kaczyńskiego w Ameryce, należy
opracować i wynegocjować pakiet związany z umieszczeniem w Polsce systemu obrony przeciwrakietowej. Na razie 6 na 10 Polaków sprzeciwia się temu projektowi. Polska poprosiła o gwarancje
bezpieczeństwa, dodatkowe transfery technologiczne i wzmocnienie innych segmentów systemu obronnego swego kraju, na przykład rakietami Patriot. Ale rząd polski musi się bardziej postarać,
jeśli chce sprzedać swojemu społeczeństwu pomysł z tarczą antyrakietową.
Broń energetyczna
Generał Jurij Bałujewski, szef sztabu generalnego rosyjskich sił zbrojnych, wyraził zdecydowany sprzeciw wobec budowy w Polsce bazy. Polska może więc potrzebować wsparcia Ameryki w dalszej
integracji swojej polityki obronnej z polityką swoich europejskich partnerów, takich jak Niemcy. Odkąd stanowisko kanclerza objęła Angela Merkel, Stany Zjednoczone poprawiły stosunki z
Niemcami. Amerykańskie poparcie dla zwiększonej roli Polski w europejskich sprawach bezpieczeństwa i w NATO powinno być dobrze przyjęte przez Berlin. Niemcy przecież wciąż niechętnie i z
wahaniem angażują się w operacje wojskowe na większą skalę, zwłaszcza poza „obszarem bezpośredniego zainteresowania” (aczkolwiek niedawno wysłały swoje wojska do
Libanu). Generalnie Rosja ma w ręku niewiele narzędzi, które pozwoliłyby jej zmusić Polskę do odrzucenia amerykańskiej propozycji budowy bazy antyrakietowej. Jednym z takich narzędzi jest
energia.
Podczas moich niedawnych spotkań w Rosji z prezydentem Putinem i ważnymi członkami jego ekipy, stało się dla mnie oczywiste, że brutalne potraktowanie Ukrainy w dniu 1 stycznia 2006 r. nie
było jednorazowym wyskokiem, tylko zapowiedzią na przyszłość. Rosja za Putina skonsolidowała swoją kontrolę energetyczną: nad zasobami ropy naftowej i gazu ziemnego, elektrycznością i
energią jądrową. Zastanawia się nad stworzeniem jednego państwowego molocha energetycznego, na którego czele mógłby stanąć Putin po zakończeniu drugiej kadencji w 2008 r. Agresywność
Rosji w stosunkach z zagranicznymi odbiorcami energii jest łatwo dostrzegalna i chociaż administracja Putina twierdzi, że Rosja nigdy nie naruszyła obowiązujących umów, profesor Marshall
Goldman z harwardzkiego Ośrodka Studiów Rosyjskich dostrzegł wiele przypadków takich pogwałceń, także za czasów ZSRR. Wiceprezydent Dick Cheney jednoznacznie ocenił, że Rosja wykorzystuje
energię do celów geopolitycznych, porównując Moskwę z Iranem i Wenezuelą.
Rosja podjęła już kroki mające na celu ominięcie Ukrainy, Polski, Białorusi i państw bałtyckich, postanawiając zbudować gazociąg północnoeuropejski do Niemiec i zatrudniając byłego
kanclerza Schrödera, by ułatwił im to zadanie. Wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew powiedział mi ostatnio w Moskwie, że Rosja planuje również sprzedaż skroplonego gazu ziemnego
(LNG) z Półwyspu Jamalskiego przez terminale nad Morzem Bałtyckim, jak również być może zbudować terminale LNG nad Morzem Barentsa i wzdłuż wybrzeża arktycznego, znowu omijając Europę
Środkową. Choć Rosja chętnie sprzedaje Polsce gaz i ropę po cenach rynkowych, istnieje wiele sposobów na ukaranie krajów, które nie chcą się podporządkować geopolitycznej linii partyjnej
Moskwy. A Polska bynajmniej nie figuruje na rosyjskiej liście państw najbardziej uprzywilejowanych. Zatem nerwowość warszawskich polityków jest zrozumiała.
Stany Zjednoczone mogą na wiele sposobów pomóc sojuszniczej Polsce w osiągnięciu bezpieczeństwa energetycznego. Ameryka może na przykład wykorzystać swoje wpływy do przekonania rządu
Ukrainy, aby nareszcie podjął decyzję o dokończeniu ropociągu Odessa – Brody –Płock – Gdańsk. Ropociąg mogłoby przedłużyć amerykańskie konsorcjum
korzystające z gwarancji państwowej Korporacji Prywatnych Inwestycji Zagranicznych. Stany Zjednoczone mogą również namawiać rządy Kazachstanu i Azerbejdżanu do podpisania kontraktów
długoterminowych na dostawy ropy tą drogą. Z kolei koncerny amerykańskie mogą uczestniczyć w zakupie Rafinerii Gdańskiej, na którą mieli niegdyś zakusy Rosjanie.
Ponadto rząd amerykański mógłby wspomóc Polskę w dywersyfikacji źródeł energii. Gdyby Polska zdecydowała się na zwiększenie udziału energii jądrowej w swoim systemie energetycznym,
powinna działać na rzecz zakupu amerykańskiego reaktora przez elektrownię atomową w litewskiej Ignalinie. Stany Zjednoczone mogą również rozważyć sprzedaż reaktora bezpośrednio Polsce.
Nadwyżki energii można by sprzedawać Słowacji i Czechom, a w przyszłości również Niemcom.
Oficjalny wróg?
W zeszłym roku Putin nareszcie zlikwidował święto państwowe w dniu 7 listopada, upamiętniające rewolucję bolszewicką, która doprowadziła do niektórych spośród najstraszliwszych masowych
zbrodni przeciwko ludzkości. Gwoli rekompensaty Putin wybrał jednak 4 listopada, dla uczczenia rocznicy usunięcia Polaków z Moskwy – epizodu, o którym od dziesięcioleci w Rosji prawie
nie pamiętano. Wielu rosyjskich historyków podważa datę tego wydarzenia i oficjalną wersję jego przebiegu. Jeszcze innym rozsądek każe zwrócić uwagę, że Rosja wynosi Polaków do rangi
dziedzicznego wroga narodowego.
W Rosji utrzyma się klimat podskórnej nacjonalistycznej wrogości wobec słowiańskiej siostry, czyli Polski. Nie ma tutaj mowy o solidarności, inaczej niż w irracjonalnym przypadku romansu
serbsko-rosyjskiego.
W Moskwie doszło do napadów na Polskich dyplomatów i nasiliła się antypolska retoryka, zwłaszcza po wsparciu przez Warszawę pomarańczowej rewolucji. W Rosji narasta też wrogość wobec
katolicyzmu. Jan Paweł II marzył o podróży do Moskwy i odwiedzał muzułmańskich sąsiadów Rosji, takich jak Kazachstan i Azerbejdżan, ale patriarchat wciąż traktuje Watykan głęboko
nieufnie i odrzuca wszelkie dążenia do normalizacji stosunków. Czasem jednak trzeba wyjść poza tradycyjny polsko-rosyjski antagonizm, aby zinterpretować obecne tarcia.
Zrobiono na przykład wiele szumu wokół rosyjskiego zakazu importu polskiego mięsa i innych towarów żywnościowych. Niewykluczone, że był to ze strony Moskwy sygnał, iż nie jest zadowolona z
wyniku ostatnich wyborów. Jednak amerykańska ekipa, która podczas lipcowego szczytu G-8 w Sankt Petersburgu negocjowała z Rosją kwestię jej przystąpienia do Światowej Organizacji Handlu,
wyszła z tych rozmów z przekonaniem, że rosyjskie lobby mięsne skorumpowało urzędników Ministerstwa Rolnictwa, aby przeciwstawili się warunkom przystąpienia Rosji do WTO. Oznaczałoby to
wpuszczenie amerykańskiej konkurencji na lukratywny rosyjski rynek mięsny. Nie można również wykluczyć, że importerzy droższych win francuskich i innych win zachodnich lobbowali na rzecz
zakazu importu taniego wina gruzińskiego i mołdawskiego. Geopolityczna „wojna żywnościowa” w istocie może być trywialnym przykładem nieuczciwych i korupcyjnych praktyk
biznesowych. Jak mawiają w rodzinie Soprano: „Nie traktuj tego osobiście, to tylko biznes”.
Nic nie trwa wiecznie
Dzięki swojej historii, charakterowi narodowemu i religijności, Polska pozostaje najlepszym przyjacielem USA w Europie. Fundamentalne siły historii i geografii wytworzyły między nami wspólnotę
wartości. Ale jeśli polscy yuppies będą się w coraz większym stopniu utożsamiali z lewicowym antyamerykanizmem zachodnioeuropejskim i odrzucą poświęcenia, których wymaga walka o wolność,
wówczas stosunki między naszymi krajami mogą ulec pogorszeniu. Albo jeśli wśród Polaków będzie narastała ksenofobia, antyrynkowość, antyliberalizm i izolacjonizm, wtedy wielu Amerykanów,
zwłaszcza z lewicujących wybrzeży, będzie miało kłopoty z akceptowaniem takiej Polski. W takich okolicznościach rząd USA nie będzie w stanie pomóc w poprawieniu stosunków z Rosją. Jednak
im Polska mocniej będzie związana z USA, tym stosunki z Rosją staną się bardziej poprawne.
Tam bowiem również odradzają się wrogowie wolności, czy to radykalni islamiści, czy siły nacjonalizmu rosyjskiego, które popychają Polskę i USA ku sobie. Nie ma lepszych podstaw do zawarcia
sojuszu niż potrzeba walki ze wspólnymi wrogami – co w przeszłości już tak wiele razy robiliśmy. I nie ma dzisiaj lepszych partnerów niż Polska i USA.