Jednak w zimie 2004/05, gdy cała Europa podziwiała Ukraińców, podział był prosty: z jednej strony ci, którzy - korzystając z jawnego poparcia Moskwy - sfałszowali wyniki wyborów prezydenckich. Z drugiej ci, którzy przeciw oszustwu protestowali. Zwycięski Juszczenko stał się bohaterem prawdy i demokracji. Dziś już tak nie jest.
Juszczenko okazał się za mało zdecydowany. Przyczynił się do katastrofalnego podziału obozu pomarańczowych. Stracił większość swojej charyzmy. Rozczarował miliony zwolenników. Nie przeprowadził potrzebnych reform. Dał się Janukowyczowi wymanewrować. I tak premier - zdawałoby się całkiem skompromitowany - jest dzisiaj znacznie bardziej popularny niż prezydent. Najważniejszym przywódcą opozycji jest dziś "żelazna" Julia Tymoszenko, ale ona poluje na głosy, używając populistycznych haseł.
Różnice programowe między obozami są niejasne. Juszczenko i Tymoszenko są zwolennikami zbliżenia do Unii Europejskiej, choć niczego konkretnego w tym celu nie zrobili. Ale Janukowycz też jeździ do Brukseli (wie, gdzie są konfitury...) i składa deklaracje - bez pokrycia. Wielu Ukraińców gubi się w tym. Co będzie dalej? O tym zadecyduje Trybunał Konstytucyjny. Na szczęście obie strony oświadczają, że podporządkują się jego orzeczeniu. Ale czy sędziowie uznają prawo Juszczenki do ogłoszenia przedterminowych wyborów? Nie jest to pewne. Moskwa jest jednoznacznie przeciwna.
Na szczęście środki masowego przekazu są dziś znacznie bardziej swobodne niż przed dwoma laty. Ale dla bardzo wielu Ukraińców cała sytuacja jest niezwykle mętna. Mają jedynie poczucie zmarnowanego czasu. Czy nasi sąsiedzi zdadzą sobie sprawę, że naprawdę chodzi o przyszłość ich państwa?
Jeżeli nie dojdzie do przyspieszonych wyborów, Ukraina będzie ulegała dalszemu politycznemu gniciu. A jeżeli 27 maja obywatele pójdą do urn - wyniki zadecydują, czy Kijów znajdzie się głębiej w rosyjskiej orbicie wpływów, czy też uzyska nową szansę rzeczywistego wyboru drogi na Zachód. Co możemy zrobić? Trzymać kciuki i wstydzić się, że przez dwa lata nie zrobiliśmy nic, by pomóc Ukrainie.
Zdzisław Najder, analityk stosunków międzynarodowych