Zdaniem publicysty DZIENNIKA, już przed głosowaniem nad zmianami w konstytucji było niemal pewne, że zostaną one odrzucone. Dlaczego? Bo zbyt mało posłów chciało poprzeć zmiany. "Oczywiście nie wiadomo było jak się zachowa PO, a ich głosy były decydujące. Ale nawet zwolennicy zmian w konstytucji byli podzieleni. LPR nie chciał popierać poprawek prezydenta. A nawet PiS nie był jednogłośny w tej sprawie" - mówi Zaremba.
Dodaje, że jako idea pomysł zmian był racjonalny. "Pytanie brzmi, czy warto było podejmować temat, gdy nie było zagwarantowanej liczby zwolenników zmian w konstytucji?" - mówi Zaremba. "Gdyby konstytucję chciano zmienić w zręczniejszy sposób, gdyby próbowano znaleźć jakieś porozumienie z Platformą, to była szansa na wprowadzenie zmian" - dodaje publicysta.
Ale od początku cała sprawa zmian w konstytucji stała się elementem gry politycznej. "I było jasne, że jej inicjatorami byli radykałowie antyaborcyjni. A to nie pozostawiało PO żadnego pola manewru. I Platforma w żaden sposób nie mogła poprzeć zmian" - mówi Zaremba.
Jak się okazało, ta gra polityczna była bardzo ryzykowna. I straciła na tym cała prawica. "Okazało się, że siły konserwatywne, katolickie są dużo słabsze niż im się wydawało" - uważa Zaremba. Jednak zaraz uspokaja, że kłótnie między LPR i PiS nie powinny mieć wpływu na koalicję. "To przecież nic nowego. Giertych zrobił krzywdę PiS-owi, ale robił to już wielokrotnie. Nową jakością jest natomiast podział w PiS. Duża grupa posłów zaatakowała poprawki zaproponowane przez prezydenta. To może nie osłabi PiS, ale obala mit tej partii, że jest monolityczna i zwarta" - mówi Zaremba.
I ocenia, że PiS stracił podwójnie. "Bo okazało się, że PiS nie jest jednolity i że został wciągnięty w grę przez LPR i Marka Jurka. Ale nie wiem czy to będzie zabójcze dla tej partii, bo PiS miewał już większe kłopoty" - twierdzi Zaremba.