Męski bon mot o tym, że kobieta ma rodzić naturalnie, bo "gdyby Bóg chciał, żeby rodziła inaczej, to by jej na brzuchu zostawił suwak", jest jedną z moich ulubionych tzw. życiowych mądrości - pisze Barbara Kasprzycka, dziennikarka działu opinie DZIENNIKA.
Tym bardziej właśnie, że jest męska: nie słyszałam jeszcze, by wypowiedziała ją kobieta. Piorunująca logika może mieć i dalszy ciąg: gdyby Bóg chciał,
żebyśmy byli zdrowi, nie zesłałby na nas chorób. Więc rozwiążmy NFZ, zlikwidujmy szpitale i przestańmy finansować studia medyczne. Jak po bożemu, to po bożemu! Gdyby Bóg chciał, byśmy
latali, to by nam dał skrzydła - więc zezłomujmy samoloty itp., itd.
Wczoraj z DZIENNIKA dowiedziałam się o kolejnej życiowej prawdzie z tej serii: po cesarskim cięciu kobiety bardziej się boją następnych ciąż. Wiadomo: legendarna męska znajomość kobiecej psychiki! Miałam cesarskie cięcie - z przyczyn medycznych. Nie musiałam tej decyzji podejmować sama, jednak przyjęłam ją z ulgą.
Ominęły mnie godziny bólu porodowego i tygodnie gojenia się krocza. Jeśli boję się dziś kolejnej ciąży, to raczej dlatego, by nie trafić przypadkiem do szpitala doktora Chazana, gdzie za wszelką cenę kazaliby mi rodzić inaczej, naturalnie. Mnie się udało: trafiłam do normalnego szpitala, w ręce normalnych lekarzy. Kiedy życie mojego dziecka było zagrożone, nie zastanawiali się, czy Bóg chciałby, by mnie rozcięli, czy też wolałby, bym wycisnęła córkę półżywą - za to o własnych siłach. Zastanawiali się jedynie, czy JA bym tego chciała i czy się na cięcie godzę - nie miałam wątpliwości.
A kiedy słyszę bon mot o suwaku na brzuchu, zawsze przypomina mi się inny, też oklepany: gdyby rodzić mieli mężczyźni - nawet tak mężni jak dr Chazan - dawno byśmy wyginęli.
Wczoraj z DZIENNIKA dowiedziałam się o kolejnej życiowej prawdzie z tej serii: po cesarskim cięciu kobiety bardziej się boją następnych ciąż. Wiadomo: legendarna męska znajomość kobiecej psychiki! Miałam cesarskie cięcie - z przyczyn medycznych. Nie musiałam tej decyzji podejmować sama, jednak przyjęłam ją z ulgą.
Ominęły mnie godziny bólu porodowego i tygodnie gojenia się krocza. Jeśli boję się dziś kolejnej ciąży, to raczej dlatego, by nie trafić przypadkiem do szpitala doktora Chazana, gdzie za wszelką cenę kazaliby mi rodzić inaczej, naturalnie. Mnie się udało: trafiłam do normalnego szpitala, w ręce normalnych lekarzy. Kiedy życie mojego dziecka było zagrożone, nie zastanawiali się, czy Bóg chciałby, by mnie rozcięli, czy też wolałby, bym wycisnęła córkę półżywą - za to o własnych siłach. Zastanawiali się jedynie, czy JA bym tego chciała i czy się na cięcie godzę - nie miałam wątpliwości.
A kiedy słyszę bon mot o suwaku na brzuchu, zawsze przypomina mi się inny, też oklepany: gdyby rodzić mieli mężczyźni - nawet tak mężni jak dr Chazan - dawno byśmy wyginęli.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|