Politolodzy Marek Migalski i Rafał Matyja, publicysta Polsatu Tomasz Lis, socjologowie Jadwiga Staniszkis, Paweł Śpiewak i Andrzej Zybertowicz interpretują dla DZIENNIKA zatrzymania Janusza Kaczmarka, Jaromira Netzla i Konrada Kornatowskiego.
Jadwiga Satniszkis, socjolog:
Lepiej by było, gdyby Ziobro był w czasie aresztowań na urlopie
Po serii zatrzymań, jakiej byliśmy wczoraj świadkami, pozostaje mi mieć nadzieję, że w rękach prokuratury były poważne podstawy dowodowe dla takiej akcji. Mówiło się, że istnieje gdański układ, który mógł mieć udział w nie do końca legalnych działaniach. I być może chodzi tu nie tylko o słynny już przeciek w sprawie akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa, lecz również o sprawy z lat wcześniejszych. Jeśli jednak były nawet mocne podstawy dla tych zatrzymań - a chcę w to wierzyć - to są dwie okoliczności, które obciążają w tej sytuacji rząd.
Po pierwsze lepiej byłoby, żeby w czasie tej akcji minister Zbigniew Ziobro pozostawał na urlopie, ze względu na jego osobiste zaangażowanie w spór z Januszem Kaczmarkiem. Po drugie to bardzo niezręczne, że zatrzymań dokonano akurat teraz, kiedy m.in. Konrad Kornatowski miał składać wyjaśnienia przed Sejmową komisją ds. służb specjalnych. Gdyby się w tej sytuacji okazało, że nie było dostatecznych podstaw do zatrzymań, byłoby to kompromitacją całego układu rządzącego.
Dopuszczam jednak i taką możliwość, że nie było bardzo mocnych dowodów ani w sprawie przecieku, ani w jakichś wcześniejszych sprawach, jednak seria dość słabych poszlak w kilku sprawach dotyczących tego samego grona osób okazała się uzasadniać ich zatrzymanie. Pytanie, czy można sumować wiele słabych przesłanek, by uznać, że zastępują one jedną silną? Przy wszystkich tych wątpliwościach mam jednak prawo sądzić, że nie była to akcja czysto polityczna. Może to myślenie życzeniowe, ale mam nadzieję, że wczorajszy dzień nie okaże się kompromitacją PiS. Wciąż wierzę w przyzwoitość, zdrowy rozsądek i dobre intencje Jarosława Kaczyńskiego, nawet jeśli w sferze werbalnej okazuje się on często politykiem niezrównoważonym.
Tomasz Lis, publicysta Polsatu:
PiS i Kaczyński są już pod ścianą
To, co się wczoraj stało, jest w moim przekonaniu naruszeniem oczywistych standardów demokracji i państwa prawa. Kajdanki, kominiarki i towarzyszące temu pogróżki premiera - że po stronie zła są także media i być może nimi też będzie się trzeba zająć w najbliższej przyszłości.
A wszystko, ponieważ PiS i Jarosław Kaczyński nie mają już wyjścia. Nawet jeśli wszystko, co w sprawie akcji CBA i ostatnich zeznań Janusza Kaczmarka powiedział Zbigniew Ziobro, nie miało sensu i nie było prawdą, to dziś już PiS nie może tej linii zdezawuować. Jedyne wyjście w tym momencie to przestawić wajchę na kierunek "cała naprzód".
Namalować wielkim pędzlem jasną, a w każdym razie jasną dla PiS-owskiego elektoratu linię podziału, polegającą na tym, że w nieubłagany i konsekwentny sposób walczymy z przestępcami, nie uznajemy taryfy ulgowej i nie odpuszczamy nikomu. A przeciwko nam mogą być tylko ci, którzy dobrze się czują w atmosferze relatywizmu i tolerancji dla przestępczości i korupcji. Ta linia jest jednak namalowana tak grubym pędzlem i w tak bezsensowny sposób, że w oczach każdego w miarę rozgarniętego człowieka wydaje się całkowicie fałszywa. Z drugiej strony PiS też od kilkunastu miesięcy nie interesuje się tymi, którzy mają jakiekolwiek wątpliwości co do polityki tej partii.
Dzisiejsza lekcja jest więc logiczna z politycznego punktu widzenia, ale tylko, gdy tę politykę spróbujemy pojmować tak, jak pojmują ją bracia Kaczyńscy.
Kilka miesięcy temu przetoczyła się w polskiej prasie dyskusja na temat tego, czy Jarosław Kaczyński jest podobny do Władimira Putina, a metody, jakimi się posługuje, są podobne do tych, które w Rosji stosują tzw. siłowiki. Wtedy teza o podobieństwach między Putinem a Kaczyńskim była stawiana dość ostrożnie. A jej oponenci kategorycznie z nią walczyli. Ciekawe jednak, jak taka polemika wyglądałaby dziś? Putin też przecież walczył o normalność, też opowiadał Rosjanom, że przywraca ład, też powtarzał, że miliarderzy muszą być równi wobec prawa. A publika kupowała to z wdzięcznością. Pytanie tylko, czy kilka lat później Rosja aby na pewno jest lepszym krajem niż była.
Stawiam to pytanie, nie dając na nie definitywnej odpowiedzi. Ale jednocześnie z głębokim przekonaniem, że wszyscy, którzy o Polsce myślą poważnie, muszą to pytanie dziś postawić i próbować znaleźć na nie odpowiedź.
Marek Migalski, politolog:
Ta akcja może zmobilizować elektorat PiS
Wczorajsze spektakularne aresztowania można odebrać w dwojaki sposób. Jednym rozwiązaniem może być skuteczna walka PiS z układem i zdrajcami winnymi przecieku. Jeśli tak rzeczywiście rzecz się miała, należałoby tylko przyklasnąć rządowi.
Ale istnieje też inna możliwość - że jesteśmy świadkami praktyki wykorzystywania prokuratury i służb specjalnych do wyeliminowania opozycji w trakcie kampanii wyborczej, a także do zastraszenia mediów. Taka interpretacja zdarzeń przemawiałaby za jak najszybszym odsunięciem PiS od władzy i wsadzeniem wszystkich prowodyrów podobnych działań do więzienia.
Problem w tym, że przeciętny obywatel nie potrafi jednoznacznie ocenić sytuacji. Ja również jestem przekonany, że ta sprawa nie zostanie szybko wyjaśniona - za to może stać się lejtmotywem kampanii wyborczej. Nadal będziemy atakowani sprzecznymi interpretacjami co do kolejnych aresztowań. Na takim zaś tle w wyborach najbardziej będzie się liczyło pojęcie zaufania do liderów czy formacji, a w mniejszym stopniu będzie ważna racjonalna analiza interesów, propozycji społecznych czy programów.
Na skutek takich działań jak to wczorajsze - ale też przez problemy finansowe czy wzrost sondażowych słupków - przyspieszone wybory są dla PiS coraz bardziej korzystne. Widać, że Kaczyński się spieszy, co dostrzega także opozycja. Gdy Giertych doniósł - tak jak Osiołek ze "Shreka", który powiedział: Mam smoka i nie zawaham się go użyć - że PiS ma materiały na PO, których nie zawaha się użyć, w oczach ludzi Platformy widać było strach.
Politycy PO stoją bowiem przed trudnym dylematem: chcemy wprawdzie szybszych wyborów, ale w sytuacji, gdy PiS ma wszystko, co jest związane ze sprawowaniem władzy, narażenie się na ataki jest wielce ryzykowne.
PiS tymczasem zależy na tym, by pokazać, że bezwzględnie walczy z układem i że właśnie uchwyciło in flagranti jego eksponowanych przedstawicieli. Mamy w nim zarówno polityków, jak i biznesmenów czy służby specjalne. Wszyscy są umoczeni. Chce to rzucić na szalę kampanii wyborczej jako dowód, że jest nieugięte w swoim działaniu.
Nawet jeżeli PiS poległo, to będzie kreowało się na ugrupowanie, walcząc z wszechpotężnych układem. W bardzo widoczny sposób PiS eksponuje walkę nawet z własnymi szeregami czy populistami. W moim przekonaniu ogromna część wyborców zaakceptuje takie działania. Im częściej ofiarami uderzeń będą oligarchowie i ważni politycy, tym większy będzie poklask dla tego typu inicjatyw wśród zwykłych ludzi.
Andrzej Zybertowicz, socjolog:
Żaden prokurator nie odkrywa za wcześnie kart
Nasza wiedza o zatrzymaniach Kaczmarka, Kornatowskiego i Netzla jest w tej chwili niepełna. Nie może być jednak inna, bo żaden rozsądny prokurator nie robi konferencji prasowej, na której odkrywa wszystkie karty. Ostatnie aresztowania możemy zatem rozumieć jako znak rutynowego działania państwa - skoro są podejrzenia popełnienia przestępstwa, to aparat wciela normalne procedury. Żeby przekonać się, czy mamy do czynienia ze zwykłym funkcjonowaniem maszynerii państwa, czy też z nadużyciami - jak zarzucają rządowi PiS krytycy - musimy poczekać.
Oskarżenie, że zatrzymania te są próbą sparaliżowania działań Sejmu, to interpretacja i można jej przeciwstawić kontrinterpretację, że to, co się w tej chwili dzieje w Sejmie, stanowi próbę sparaliżowania podstawowych funkcji państwa. Interpretacji domaga się jednak nie tylko sytuacja, ale także sposób jej komentowania przez opozycję.
Cokolwiek zrobi obecna ekipa rządząca, będzie to interpretowane jako wyraz patologii. Jeśli kogoś nie zaaresztują, to znaczy, że nie zareagowali na czas, kiedy z kolei zaaresztują, to słyszymy, że wprowadzają państwo policyjne. Użyto już chyba wszystkich terminów na opisanie dyktatury, jakimi dysponuje teoria polityczna. Mówiono o państwie totalitarnym, bolszewizmie, STASI. Ludzie, którzy posługują się tym językiem, wpadli w jakiś trans i zatracili zdolność odróżnienia słów od rzeczy, domysłów od ustaleń i pytań od odpowiedzi. Wynika to po części z frustracji, że zadeklarowali oni, iż ten rząd nie ma prawa istnieć, a tymczasem on nadal funkcjonuje.
Rafał Matyja, politolog: Potrzebne są jak najszybsze wybory
Najważniejszy jest w tej chwili krótkoterminowy interes obywatela - czyli to, byśmy w końcu poznali prawdę. Jeżeli działania prokuratury mają nas do tego zbliżyć, to bardzo dobrze, mimo wszelkich wątpliwości co do trybu zatrzymania Kaczmarka, Netzla i Kornatowskiego.
Jeśli natomiast operacja ABW ma nas od prawdy oddalić - bo i to niestety jest możliwe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Kornatowski i Marzec mieli zeznawać dziś przed komisją sejmową - wówczas mamy do czynienia ze skandalem.
W tej chwili nie wiemy właściwie nic pewnego na temat kulisów afery gruntowej, prowokacji CBA względem Andrzeja Leppera i ewentualnego przecieku w tej sprawie. Opinia publiczna zaś musi wreszcie poznać prawdę na ten temat.
Niezwykle istotny jest także wpływ wczorajszych wydarzeń na termin wyborów parlamentarnych. W naszym wspólnym interesie jest to, by wybory odbyły się jak najszybciej - mimo wszelkich komplikacji - stąd też wczorajszą deklarację Donalda Tuska trzeba wziąć za dobrą monetę.
Niestety jednak ogólna atmosfera dominująca w ostatnich dniach - której kulminacją były wczorajsze aresztowania - zdecydowanie nie służy temu, co w polskim życiu publicznym jest w tej chwili najważniejsze - czyli budowie wzajemnego zaufania. To właśnie pośrednim efektem wydarzeń takich jak wczorajsze będzie kształt relacji między partią rządzącą, prezydentem a największą partią opozycyjną. I to niezależnie od tego, kto wybory wygra. Nieufność między najistotniejszymi siłami polskiej polityki będzie trwać - trwać więc też będzie stan permanentnego kryzysu państwa.
Paweł Śpiewak, socjolog, poseł PO:
PiS zamyka usta niewygodnym świadkom
Aresztowania bardzo ważnych do niedawna funkcjonariuszy państwa to sprawa niemal bez precedensu. Od 1956 roku nie zdarzyło się w Polsce, by premier - czy wcześniej pierwszy sekretarz - zamykał swego ministra spraw wewnętrznych czy szefa policji.
Nie wiemy, jakie były przyczyny ostatnich zatrzymań, ale wszystkim ciśnie się chyba na usta pytanie: jakież to tajemnice muszą tu wchodzić w grę i jak niezwykły potencjał konfliktu narósł na szczytach władzy?
Dodatkowo mamy jeszcze wielce zagadkowy nakaz aresztowania Ryszarda Krauzego, co wykracza zapewne poza sprawę samego przecieku, mimo iż biznesmen miał być świadkiem spotkania Kaczmarka z Woszczerowiczem. Uważnym obserwatorom sceny politycznej radziłbym zwrócić uwagę na związane niegdyś z PiS osoby wchodzące skład rad nadzorczych i zarządzających firmami Krazuego.
Znaków zapytania jest w tej sprawie więcej niż odpowiedzi, ale jedno nie ulega wątpliwości. Celem całej akcji jest zamknięcie ust niewygodnym świadkom, którzy mieli stanąć przed komisją ds. służb specjalnych. Oznacza to tym samym sparaliżowanie prac Sejmu i utrudnianie przez władzę wykonawczą sprawowania nad nią funkcji kontrolnych przez parlament. Przywódcom PiS chodzi również o niedopuszczenie do powstania komisji śledczej w sprawie akcji CBA, której najwyraźniej bardzo się obawiają.
Aresztowania mają też zamknąć usta opinii publicznej i wprowadzić, czy raczej utrzymać, atmosferę strachu. Wielu dziennikarzy, którzy kontaktowali się służbowo czy też półtowarzysko z zatrzymanymi, teraz będzie się bało cokolwiek powiedzieć i ujawnić, co wie, o całej sprawie. Prowadzi to do sytuacji, w której niektórzy Polacy - jak prezydent Lech Wałęsa - zaczynają głosić pogląd, iż Polska jest blisko stanu wojennego. Oczywiście nie twierdzę, że taka sytuacja jest prawdopodobna, ale samo powstanie takiego wrażenia za granicą jest dla nas niesłychanie szkodliwe. Może nam bowiem grozić dalsza izolacja w Unii Europejskiej oraz wstrzymanie różnego rodzaju przedsięwzięć w Polsce.
Sprawę konsekwencji afery gruntowej będą mogły rozwiązać i oczyścić dopiero następne wybory, które powinny odbyć się jak najszybciej. I to właśnie aresztowania i paraliż prac Sejmu będą mieć zapewne ten jedyny pozytywny skutek, że wzbudzą w parlamentarzystach wspólne przekonanie, że nie ma innej drogi niż samorozwiązanie i wybory.
Paradoksalnie przy tym bracia Kaczyńscy nie muszą obawiać się rozliczeń ze strony nowych władz, bo wszelkie działania skierowane przeciwko sobie zdefiniują w kategoriach politycznej wendety. To kontynuacja mitu stworzonego wokół rządu Olszewskiego: "Pierwszy rząd, który naprawdę walczył z przestępcami i układami jest utrącany. To zemsta układu."
Ten projekt polityczny przetrwa z pewnością dłużej niż obecne rządy PiS, o czym jego przywódcy dobrze wiedzą. Jednak Ziobro i Kaczyński występując w jakobińskim kostiumie - jako sprawiedliwi przeciwko zepsutym - uruchamiają przy tym spiralę przemocy i oskarżeń, która sprowadza wszytko do struktury zachowania rewolucyjnego. A to nikomu - poza nimi samymi - nie przynosi pożytku.
Lepiej by było, gdyby Ziobro był w czasie aresztowań na urlopie
Po serii zatrzymań, jakiej byliśmy wczoraj świadkami, pozostaje mi mieć nadzieję, że w rękach prokuratury były poważne podstawy dowodowe dla takiej akcji. Mówiło się, że istnieje gdański układ, który mógł mieć udział w nie do końca legalnych działaniach. I być może chodzi tu nie tylko o słynny już przeciek w sprawie akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa, lecz również o sprawy z lat wcześniejszych. Jeśli jednak były nawet mocne podstawy dla tych zatrzymań - a chcę w to wierzyć - to są dwie okoliczności, które obciążają w tej sytuacji rząd.
Po pierwsze lepiej byłoby, żeby w czasie tej akcji minister Zbigniew Ziobro pozostawał na urlopie, ze względu na jego osobiste zaangażowanie w spór z Januszem Kaczmarkiem. Po drugie to bardzo niezręczne, że zatrzymań dokonano akurat teraz, kiedy m.in. Konrad Kornatowski miał składać wyjaśnienia przed Sejmową komisją ds. służb specjalnych. Gdyby się w tej sytuacji okazało, że nie było dostatecznych podstaw do zatrzymań, byłoby to kompromitacją całego układu rządzącego.
Dopuszczam jednak i taką możliwość, że nie było bardzo mocnych dowodów ani w sprawie przecieku, ani w jakichś wcześniejszych sprawach, jednak seria dość słabych poszlak w kilku sprawach dotyczących tego samego grona osób okazała się uzasadniać ich zatrzymanie. Pytanie, czy można sumować wiele słabych przesłanek, by uznać, że zastępują one jedną silną? Przy wszystkich tych wątpliwościach mam jednak prawo sądzić, że nie była to akcja czysto polityczna. Może to myślenie życzeniowe, ale mam nadzieję, że wczorajszy dzień nie okaże się kompromitacją PiS. Wciąż wierzę w przyzwoitość, zdrowy rozsądek i dobre intencje Jarosława Kaczyńskiego, nawet jeśli w sferze werbalnej okazuje się on często politykiem niezrównoważonym.
Tomasz Lis, publicysta Polsatu:
PiS i Kaczyński są już pod ścianą
To, co się wczoraj stało, jest w moim przekonaniu naruszeniem oczywistych standardów demokracji i państwa prawa. Kajdanki, kominiarki i towarzyszące temu pogróżki premiera - że po stronie zła są także media i być może nimi też będzie się trzeba zająć w najbliższej przyszłości.
A wszystko, ponieważ PiS i Jarosław Kaczyński nie mają już wyjścia. Nawet jeśli wszystko, co w sprawie akcji CBA i ostatnich zeznań Janusza Kaczmarka powiedział Zbigniew Ziobro, nie miało sensu i nie było prawdą, to dziś już PiS nie może tej linii zdezawuować. Jedyne wyjście w tym momencie to przestawić wajchę na kierunek "cała naprzód".
Namalować wielkim pędzlem jasną, a w każdym razie jasną dla PiS-owskiego elektoratu linię podziału, polegającą na tym, że w nieubłagany i konsekwentny sposób walczymy z przestępcami, nie uznajemy taryfy ulgowej i nie odpuszczamy nikomu. A przeciwko nam mogą być tylko ci, którzy dobrze się czują w atmosferze relatywizmu i tolerancji dla przestępczości i korupcji. Ta linia jest jednak namalowana tak grubym pędzlem i w tak bezsensowny sposób, że w oczach każdego w miarę rozgarniętego człowieka wydaje się całkowicie fałszywa. Z drugiej strony PiS też od kilkunastu miesięcy nie interesuje się tymi, którzy mają jakiekolwiek wątpliwości co do polityki tej partii.
Dzisiejsza lekcja jest więc logiczna z politycznego punktu widzenia, ale tylko, gdy tę politykę spróbujemy pojmować tak, jak pojmują ją bracia Kaczyńscy.
Kilka miesięcy temu przetoczyła się w polskiej prasie dyskusja na temat tego, czy Jarosław Kaczyński jest podobny do Władimira Putina, a metody, jakimi się posługuje, są podobne do tych, które w Rosji stosują tzw. siłowiki. Wtedy teza o podobieństwach między Putinem a Kaczyńskim była stawiana dość ostrożnie. A jej oponenci kategorycznie z nią walczyli. Ciekawe jednak, jak taka polemika wyglądałaby dziś? Putin też przecież walczył o normalność, też opowiadał Rosjanom, że przywraca ład, też powtarzał, że miliarderzy muszą być równi wobec prawa. A publika kupowała to z wdzięcznością. Pytanie tylko, czy kilka lat później Rosja aby na pewno jest lepszym krajem niż była.
Stawiam to pytanie, nie dając na nie definitywnej odpowiedzi. Ale jednocześnie z głębokim przekonaniem, że wszyscy, którzy o Polsce myślą poważnie, muszą to pytanie dziś postawić i próbować znaleźć na nie odpowiedź.
Marek Migalski, politolog:
Ta akcja może zmobilizować elektorat PiS
Wczorajsze spektakularne aresztowania można odebrać w dwojaki sposób. Jednym rozwiązaniem może być skuteczna walka PiS z układem i zdrajcami winnymi przecieku. Jeśli tak rzeczywiście rzecz się miała, należałoby tylko przyklasnąć rządowi.
Ale istnieje też inna możliwość - że jesteśmy świadkami praktyki wykorzystywania prokuratury i służb specjalnych do wyeliminowania opozycji w trakcie kampanii wyborczej, a także do zastraszenia mediów. Taka interpretacja zdarzeń przemawiałaby za jak najszybszym odsunięciem PiS od władzy i wsadzeniem wszystkich prowodyrów podobnych działań do więzienia.
Problem w tym, że przeciętny obywatel nie potrafi jednoznacznie ocenić sytuacji. Ja również jestem przekonany, że ta sprawa nie zostanie szybko wyjaśniona - za to może stać się lejtmotywem kampanii wyborczej. Nadal będziemy atakowani sprzecznymi interpretacjami co do kolejnych aresztowań. Na takim zaś tle w wyborach najbardziej będzie się liczyło pojęcie zaufania do liderów czy formacji, a w mniejszym stopniu będzie ważna racjonalna analiza interesów, propozycji społecznych czy programów.
Na skutek takich działań jak to wczorajsze - ale też przez problemy finansowe czy wzrost sondażowych słupków - przyspieszone wybory są dla PiS coraz bardziej korzystne. Widać, że Kaczyński się spieszy, co dostrzega także opozycja. Gdy Giertych doniósł - tak jak Osiołek ze "Shreka", który powiedział: Mam smoka i nie zawaham się go użyć - że PiS ma materiały na PO, których nie zawaha się użyć, w oczach ludzi Platformy widać było strach.
Politycy PO stoją bowiem przed trudnym dylematem: chcemy wprawdzie szybszych wyborów, ale w sytuacji, gdy PiS ma wszystko, co jest związane ze sprawowaniem władzy, narażenie się na ataki jest wielce ryzykowne.
PiS tymczasem zależy na tym, by pokazać, że bezwzględnie walczy z układem i że właśnie uchwyciło in flagranti jego eksponowanych przedstawicieli. Mamy w nim zarówno polityków, jak i biznesmenów czy służby specjalne. Wszyscy są umoczeni. Chce to rzucić na szalę kampanii wyborczej jako dowód, że jest nieugięte w swoim działaniu.
Nawet jeżeli PiS poległo, to będzie kreowało się na ugrupowanie, walcząc z wszechpotężnych układem. W bardzo widoczny sposób PiS eksponuje walkę nawet z własnymi szeregami czy populistami. W moim przekonaniu ogromna część wyborców zaakceptuje takie działania. Im częściej ofiarami uderzeń będą oligarchowie i ważni politycy, tym większy będzie poklask dla tego typu inicjatyw wśród zwykłych ludzi.
Andrzej Zybertowicz, socjolog:
Żaden prokurator nie odkrywa za wcześnie kart
Nasza wiedza o zatrzymaniach Kaczmarka, Kornatowskiego i Netzla jest w tej chwili niepełna. Nie może być jednak inna, bo żaden rozsądny prokurator nie robi konferencji prasowej, na której odkrywa wszystkie karty. Ostatnie aresztowania możemy zatem rozumieć jako znak rutynowego działania państwa - skoro są podejrzenia popełnienia przestępstwa, to aparat wciela normalne procedury. Żeby przekonać się, czy mamy do czynienia ze zwykłym funkcjonowaniem maszynerii państwa, czy też z nadużyciami - jak zarzucają rządowi PiS krytycy - musimy poczekać.
Oskarżenie, że zatrzymania te są próbą sparaliżowania działań Sejmu, to interpretacja i można jej przeciwstawić kontrinterpretację, że to, co się w tej chwili dzieje w Sejmie, stanowi próbę sparaliżowania podstawowych funkcji państwa. Interpretacji domaga się jednak nie tylko sytuacja, ale także sposób jej komentowania przez opozycję.
Cokolwiek zrobi obecna ekipa rządząca, będzie to interpretowane jako wyraz patologii. Jeśli kogoś nie zaaresztują, to znaczy, że nie zareagowali na czas, kiedy z kolei zaaresztują, to słyszymy, że wprowadzają państwo policyjne. Użyto już chyba wszystkich terminów na opisanie dyktatury, jakimi dysponuje teoria polityczna. Mówiono o państwie totalitarnym, bolszewizmie, STASI. Ludzie, którzy posługują się tym językiem, wpadli w jakiś trans i zatracili zdolność odróżnienia słów od rzeczy, domysłów od ustaleń i pytań od odpowiedzi. Wynika to po części z frustracji, że zadeklarowali oni, iż ten rząd nie ma prawa istnieć, a tymczasem on nadal funkcjonuje.
Rafał Matyja, politolog: Potrzebne są jak najszybsze wybory
Najważniejszy jest w tej chwili krótkoterminowy interes obywatela - czyli to, byśmy w końcu poznali prawdę. Jeżeli działania prokuratury mają nas do tego zbliżyć, to bardzo dobrze, mimo wszelkich wątpliwości co do trybu zatrzymania Kaczmarka, Netzla i Kornatowskiego.
Jeśli natomiast operacja ABW ma nas od prawdy oddalić - bo i to niestety jest możliwe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Kornatowski i Marzec mieli zeznawać dziś przed komisją sejmową - wówczas mamy do czynienia ze skandalem.
W tej chwili nie wiemy właściwie nic pewnego na temat kulisów afery gruntowej, prowokacji CBA względem Andrzeja Leppera i ewentualnego przecieku w tej sprawie. Opinia publiczna zaś musi wreszcie poznać prawdę na ten temat.
Niezwykle istotny jest także wpływ wczorajszych wydarzeń na termin wyborów parlamentarnych. W naszym wspólnym interesie jest to, by wybory odbyły się jak najszybciej - mimo wszelkich komplikacji - stąd też wczorajszą deklarację Donalda Tuska trzeba wziąć za dobrą monetę.
Niestety jednak ogólna atmosfera dominująca w ostatnich dniach - której kulminacją były wczorajsze aresztowania - zdecydowanie nie służy temu, co w polskim życiu publicznym jest w tej chwili najważniejsze - czyli budowie wzajemnego zaufania. To właśnie pośrednim efektem wydarzeń takich jak wczorajsze będzie kształt relacji między partią rządzącą, prezydentem a największą partią opozycyjną. I to niezależnie od tego, kto wybory wygra. Nieufność między najistotniejszymi siłami polskiej polityki będzie trwać - trwać więc też będzie stan permanentnego kryzysu państwa.
Paweł Śpiewak, socjolog, poseł PO:
PiS zamyka usta niewygodnym świadkom
Aresztowania bardzo ważnych do niedawna funkcjonariuszy państwa to sprawa niemal bez precedensu. Od 1956 roku nie zdarzyło się w Polsce, by premier - czy wcześniej pierwszy sekretarz - zamykał swego ministra spraw wewnętrznych czy szefa policji.
Nie wiemy, jakie były przyczyny ostatnich zatrzymań, ale wszystkim ciśnie się chyba na usta pytanie: jakież to tajemnice muszą tu wchodzić w grę i jak niezwykły potencjał konfliktu narósł na szczytach władzy?
Dodatkowo mamy jeszcze wielce zagadkowy nakaz aresztowania Ryszarda Krauzego, co wykracza zapewne poza sprawę samego przecieku, mimo iż biznesmen miał być świadkiem spotkania Kaczmarka z Woszczerowiczem. Uważnym obserwatorom sceny politycznej radziłbym zwrócić uwagę na związane niegdyś z PiS osoby wchodzące skład rad nadzorczych i zarządzających firmami Krazuego.
Znaków zapytania jest w tej sprawie więcej niż odpowiedzi, ale jedno nie ulega wątpliwości. Celem całej akcji jest zamknięcie ust niewygodnym świadkom, którzy mieli stanąć przed komisją ds. służb specjalnych. Oznacza to tym samym sparaliżowanie prac Sejmu i utrudnianie przez władzę wykonawczą sprawowania nad nią funkcji kontrolnych przez parlament. Przywódcom PiS chodzi również o niedopuszczenie do powstania komisji śledczej w sprawie akcji CBA, której najwyraźniej bardzo się obawiają.
Aresztowania mają też zamknąć usta opinii publicznej i wprowadzić, czy raczej utrzymać, atmosferę strachu. Wielu dziennikarzy, którzy kontaktowali się służbowo czy też półtowarzysko z zatrzymanymi, teraz będzie się bało cokolwiek powiedzieć i ujawnić, co wie, o całej sprawie. Prowadzi to do sytuacji, w której niektórzy Polacy - jak prezydent Lech Wałęsa - zaczynają głosić pogląd, iż Polska jest blisko stanu wojennego. Oczywiście nie twierdzę, że taka sytuacja jest prawdopodobna, ale samo powstanie takiego wrażenia za granicą jest dla nas niesłychanie szkodliwe. Może nam bowiem grozić dalsza izolacja w Unii Europejskiej oraz wstrzymanie różnego rodzaju przedsięwzięć w Polsce.
Sprawę konsekwencji afery gruntowej będą mogły rozwiązać i oczyścić dopiero następne wybory, które powinny odbyć się jak najszybciej. I to właśnie aresztowania i paraliż prac Sejmu będą mieć zapewne ten jedyny pozytywny skutek, że wzbudzą w parlamentarzystach wspólne przekonanie, że nie ma innej drogi niż samorozwiązanie i wybory.
Paradoksalnie przy tym bracia Kaczyńscy nie muszą obawiać się rozliczeń ze strony nowych władz, bo wszelkie działania skierowane przeciwko sobie zdefiniują w kategoriach politycznej wendety. To kontynuacja mitu stworzonego wokół rządu Olszewskiego: "Pierwszy rząd, który naprawdę walczył z przestępcami i układami jest utrącany. To zemsta układu."
Ten projekt polityczny przetrwa z pewnością dłużej niż obecne rządy PiS, o czym jego przywódcy dobrze wiedzą. Jednak Ziobro i Kaczyński występując w jakobińskim kostiumie - jako sprawiedliwi przeciwko zepsutym - uruchamiają przy tym spiralę przemocy i oskarżeń, która sprowadza wszytko do struktury zachowania rewolucyjnego. A to nikomu - poza nimi samymi - nie przynosi pożytku.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|