: Jeszcze nie mówiłem.
Nie odebrałem takich sygnałów. Decyzja o przyszłości każdej z 46 misji podejmowana jest na najwyższych szczeblach politycznych. Zakładam, że i Bruksela, i pozostałe stolice krajów
uczestniczących w operacji czekają na oficjalne stanowisko Polski.
Już w pierwszych dniach jego urzędowania odebrałem od generała Kozieja deklarację lojalności.
Może źle się wyraziłem. Chodzi o deklarację gotowości do pełnej współpracy.
BBN nie jest od patrzenia na ręce ministrowi. Ma przygotowywać prezydentowi odpowiednie materiały czy opinie i w tym celu powinno otrzymywać z MON odpowiednią wiedzę. I mam nadzieję, że teraz
tak będzie. Na pewno nie jest ciałem politycznym, jak to wcześniej bywało.
Na pewno mamy wspólne zdanie na temat konieczności zachowania wskaźnika 1,95 proc. PKB w ustawie budżetowej na obronę narodową.
Utrzymanie tego wskaźnika jest bardzo ważne. Przy racjonalnym zastosowaniu nie tylko modernizować nasze siły, ale i nakręcać gospodarkę. Np. w tegorocznym budżecie prawie 5 mld zł idzie na
wydatki modernizacyjne lokowane w dużej części w polskim przemyśle zbrojeniowym. Liczba zamówień z zagranicy spada. Zamówienia z MON to szansa na jego rozwój.
Obaj oczywiście kłamią. Jesteśmy w trakcie przeobrażeń. Rzeczywiście w wojsku zmienia się wszystko od charakteru służby przez liczbę i gotowość bojową jednostek po politykę kadrową.
Wszystko idzie według harmonogramu.
To prawda, że zawodowych żołnierzy szeregowych jest zbyt mało. Obecnie służy ich 31 800, ale docelowo chcemy, by było ich 48 tysięcy.
Nie będzie masowych odejść. Rocznie z powodów naturalnych, głównie na emeryturę, odchodzi 3 – 5 proc. stanu armii. Odejść w tym roku jest nieznacznie więcej niż wcześniej.
Prawdopodobnie tak będzie i w przyszłym roku. Jednocześnie jednak przychodzą nowi po szkołach oficerskich i podoficerskich. Nie zależy nam na masowych odejściach, bo to jest dla armii
kosztowne. Trzeba wypłacić osiemnastokrotność miesięcznej pensji, a średnia zarobków to prawie 4 tys. zł.
Bogdan Klich, minister obrony narodowej