Ci sami ludzie, którzy jeszcze pół roku temu gotowi byli rozbijać sklepy, palić samochody na ulicach Aten czy Rzymu, teraz z pokorą przyjmują kolejne cięcia świadczeń socjalnych, dodatków do pensji czy wydłużenia wieku emerytalnego. Największa zmiana jednak zachodzi w mentalności samych polityków. Zrozumieli oni, że puste obietnice i krótkoterminowe rozdawnictwo nie zapewni im głosów. Ci, którzy wytrwali w reformach, wzmacniają swoje poparcie społeczne.

Od Estonii po Irlandię. Greccy, hiszpańscy i teraz włoscy politycy idą ich śladem. Z reform nie rezygnują brytyjscy konserwatyści. Barack Obama mówi o obniżeniu podatków od wypłat pracowniczych i deregulacjach. Prezes amerykańskiego banku centralnego Fed Ben Bernanke wycofuje się z kolejnego wykupu obligacji państwowych, żeby nie dopuścić do wzrostu inflacji. Przywódcy Francji i Niemiec rozpaczliwie szukają modelu, który pozwoli na szybszą integrację finansową UE i podniesie wiarygodność europejskich finansów. Wypłacalność finansów publicznych wielu państw Europy, w tym Francji, pozostaje pod znakiem zapytania, ale prywatne firmy po obu stronach Atlantyku mają ogromne zapasy gotówki i zaczynają nimi obracać. Lokomotywa ledwo, ale dyszy.

Ten sam destruktywny strach, który wywołuje panikę na rynkach, okazuje się teraz przerażać polityków. Wymusza odkładane reformy. Pozwala na autentyczny dialog ze społeczeństwem. Premier Tusk miał dobry pomysł z zaproszeniem przywódców opozycji do debaty. Szkoda, żeby zmarnowała się taka okazja na jeszcze jeden polityczny sparing o wszystkim i o niczym. Określmy z góry temat debaty. Jak moja partia naprawi finanse państwa i zapewni dobrobyt?