Ten as wyciągnięty z rękawa przez PO w wyborach prezydenckich nie pomógł wygrać Bronisławowi Komorowskiemu. Ale pozostał na stole. Teraz jest rozgrywany zdecydowanie mocniej, bo dla PiS jest kartą wyjątkowo niewygodną. Pytanie tylko, czy taki temat może być kampanijnym atutem?
Reklama
„Afera 25-lecia, przekręt większy niż Amber Gold, piramida finansowa” – słyszymy z ust wpływowych polityków. Są w tej historii wielkie pieniądze, miliony potencjalnych ofiar „niejasnych interesów”, opozycyjni parlamentarzyści, a nawet odchodzący prezydent i prezydent elekt – obsadzani w rolach czarnych charakterów, są wojskowe służby informacyjne i Bóg wie kto jeszcze. Byłby zatem świetny materiał na scenariusz politycznego thrillera na miarę „Wszystkich ludzi prezydenta”, gdyby nie jeden bohater, który pewnie blado wypadłby w kinowej superprodukcji – biurokratyczny aparat państwowy, który od lat nie zdaje egzaminu.
Sprawa wprawdzie nie jest prosta, ale jeśli jest afera, winni dawno powinni zostać osądzeni. Jeśli pewien senator, jego rodzina i ktokolwiek inny wzbogacili się bezprawnie – powinni siedzieć w więzieniach, a nielegalnie zdobyty majątek służyć celom społecznym. Ale jeśli nie ma na to dowodów, to nie ma sprawy. Inna rzecz to straty części kas. Ale są też banki, które ledwie przędą.