Jarosław Wałęsa uważa, że nie należy przywiązywać do dokumentów Kiszczaka żadnej wagi. - - powiedział europoseł dziennikarzom w Brukseli. - - powiedział Jarosław Wałęsa.
Wczoraj wieczorem prezes Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński poinformował, że wdowa po generale Kiszczaku chciała odsprzedać Instytutowi dokumenty, które powinny już wcześniej być przekazane do jego zasobów. Jednym z nich ma być notatka napisana po spotkaniu z agentem o pseudonimie "Bolek". Według części historyków, to kryptonim Lecha Wałęsy nadany mu przez SB. Materiały z domu Kiszczaka zabezpieczono. IPN twierdzi, że wdowa po szefie komunistycznych służb bezpieczeństwa, za materiały SB zgromadzone przez Czesława Kiszczaka chciała otrzymać 90 tysięcy złotych.
Według części historyków, tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Bolek" w czasach PRL miał być przywódca "Solidarności". Lech Wałęsa od wielu lat odrzuca te oskarżenia.
Rulewski: Nie jestem zaskoczony
Senator PO Jan Rulewski nie jest zaskoczony odnalezionymi w domu Czesława Kiszczaka dokumentami SB. Były opozycjonista przyznał, że zdziwiło go jedynie, u kogo znajdowały się te materiały.
Senator Rulewski
powiedział, że od lat wiadomo, iż Lech Wałęsa - jako człowiek obarczony
rodziną, środowiskiem - był poddawany presji PRL-owskich służb. Polityk
dodał, że były prezydent nie wypierał się tego. Zdaniem senatora, należy
zaczekać z komentarzami i oceną znaleziska do czasu jego zbadania przez
historyków.
Jan Rulewski odnosił się też do informacji, że
wdowa po generale za dokumenty, które
przechowywał jej zmarły w listopadzie ubiegłego roku mąż, chciała dostać 90 tysięcy złotych. - - powiedział Rulewski.
Na razie nie wiadomo, jaka jest treść dokumentów, zajętych u wdowy po Czesławie Kiszczaku.