Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz poinformowała, że podjęła decyzję o zakazie organizacji Marszu Niepodległości 11 listopada. - Nie tak powinno wyglądać świętowanie stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę - powiedziała. Prezydent uzasadniając decyzję wskazała m.in. na to, że rezolucja Parlamentu Europejskiego z października tego roku w sprawie wzrostu liczby neofaszystowskich aktów przemocy wzywa państwa członkowskie do podjęcia kroków przeciwko mowie nienawiści i przemocy.

Czy decyzja Prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz o zakazie Marszu Niepodległości była należycie przemyślana?

Eugeniusz Kłopotek: Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to błędna decyzja. Z góry zakłada się, że będą burdy. Prewencyjne zakazywanie zgromadzeń jest bardzo ryzykowne. Dopiero gdyby doszło do zachowań niepożądanych czy faktycznie podnoszone byłyby hasła niegodne rangi tej uroczystości, dopiero wtedy Marsz Niepodległości niewątpliwie należałoby rozwiązać. Decyzja o zakazie tylko jeszcze bardziej rozwścieczy najbardziej zagorzałych narodowców. A to nie wróży nic dobrego. Obawiam się, że tego 11 listopada w Warszawie nikt już nie opanuje. Wiemy dobrze, że brakuje policjantów. Będą też organizowane kontrmanifestacje. W świat pójdzie jeden przekaz: awantury, zamieszki w Warszawie z okazji stulecia odzyskania niepodległości. Coś co miało być bardzo wzniosłe i patriotyczne, okaże się jedną wielką burdą. To nie służy Polsce i naszej pozycji na świecie.

Trzeba było się zatem zgodzić?

Gdyby patrzeć na to, co było w Lublinie, gdy Prezydent Żuk słusznie przewidział zamieszki i chciał im zapobiec, to można twierdzić, że teraz również istnieją podobne przesłanki ku temu, żeby zakazać Marszu Niepodległości. Mam nadzieję, że Prezydent Warszawy wie, co robi. Ja jednak nie zakładałbym z góry, że będzie źle. To niepotrzebne podgrzewanie i tak już niezwykle napiętej atmosfery. Serce mi podpowiada, że będzie dobrze. Chciałbym, aby tak właśnie było. Rozum jednak nakazuje obawiać się tego, że będzie źle. I niestety na podstawie tych zachowań i eskalacji sporów, które obserwujemy mogę stwierdzić, że to rozum podpowiada realniejszy scenariusz.

Czy planowane obchody z okazji stulecia odzyskania niepodległości mają satysfakcjonujący rozmach?

Gdy nie ma jedności wśród Polaków i jesteśmy potężnie podzieleni to trudno odbierać to jako sukces. Jesteśmy skłóceni i patrzymy na siebie wilkiem. To wielka porażka wynikająca z wielu lat przewlekłych konfliktów. Na szczęście, ja to stulecie będę obchodził zupełnie inaczej. W naszym zakładzie będziemy odsłaniać tablicę upamiętniającą tych, którzy przyczynili się do odzyskania niepodległości. To będzie bardzo uroczyste wydarzenie połączone z mszą świętą w intencji Ojczyzny i pracowników. Ja będę usatysfakcjonowany przynajmniej tym, że u nas nie dojdzie do gorszących scen. Czego nie można być pewnym w innych miejscach. Niestety.

Czy przedstawiciele Polskiego Stronnictwa Ludowego wezmą udział w oficjalnych obchodach państwowych?

Złożymy kwiaty pod pomnikiem Wincentego Witosa w Warszawie. Nasze główne obchody odbędą się jednak poza stolicą, w Wierzchosławicach, gdzie jest pochowany ten wielki bohater.

A jak ocenia pan pomysł na wolny od pracy najbliższy poniedziałek?

To zły pomysł i takim był od samego początku. Nic by się nie stało, gdyby ludzie poszli normalnie do pracy. Nie umniejszyłoby to też wadze tej rocznicy. Poza tym złośliwości dotyczących tego, komu potrzebny jest wolny 12 listopada, jest aż nadmiar. Trzeba też spojrzeć na kwestie gospodarcze i szanować przedsiębiorców i ich plany. Skoro jednak zostało to już przegłosowane, to dobrze, że poprawka Senatu rozszerzyła zakaz handlu. Mój klub poparł tę opcję. Bo skoro jedni mają wolne i mogą świętować bądź nawet leczyć kaca to czemu inni mają pracować? To jakieś nieporozumienie.

W Warszawie zostanie odsłonięty pomnik Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dobrze, że zdecydowano się na jego postawienie?

Warto upamiętnić tych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. I dotyczy to zarówno Prezydenta, jak i pozostałych ofiar. Sam pan jednak widzi, że na tym tle ciągle dochodzi do niepotrzebnych sporów i waśni. To będzie niekończący się serial przez wiele lat. Mam nadzieję, że gdy przyjdą następne pokolenia to ten spór się wyciszy. Jako Polacy mamy bardzo złą cechę - nie potrafimy ze sobą w ogóle rozmawiać. Nawet gdy mamy inne poglądy na wiele kwestii to wciąż powinny być sprawy, co do których byłaby ogólnopolska zgoda. Okazuje się, że umiemy nawet najlepsze idee najpierw spłycić, a potem zniszczyć. To bardzo smutne i przygnębiające.