Do Polski za aktywne działania "nakierowane na destabilizację białoruskiego społeczeństwa" wracają I sekretarz ambasady Marek Bućko, konsul Andrzej Buczak i radca polityczny Andrzej Olborski. Taka sama liczba białoruskich dyplomatów opuszcza Warszawę. Jeszcze wtedy białoruskie KGB i – ściśle współpracujące z tą służbą – rosyjskie FSB nie wiedzą na pewno, którzy z polskich dyplomatów pracują w wywiadzie. W takich sytuacjach na Wschodzie zakłada się, że biorą w nim udział wszyscy. Dzieli się ich jednak na kategorie – potwierdzonych i niepotwierdzonych.

W rozwikłaniu części tej zagadki Białorusinom i Rosjanom przyszło z pomocą polskie państwo, które zdecydowało się na odtajnienie w 2017 r. zbioru zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej. Jawne stały się wówczas "Akta osobowe funkcjonariusza: Andrzej Olborski, nazwisko legalizacyjne: Zientarski, imię ojca: Michał, ur. 03-10-1960" oraz jego "Książka świadczeń lekarskich". W styczniu 2017 r. wschodni sąsiedzi, za darmo, dostali dokumentację – byłego już wówczas – podpułkownika Agencji Wywiadu. Oficera, który przez wiele lat, już po upadku komunizmu, brał udział lub nadzorował polskie operacje na Wschodzie. Państwo podało na tacy nie tylko informację o tym, że dyplomata Olborski pod koniec lat 80. wstąpił do wywiadu. Ujawniło również jego nazwisko legalizacyjne, czyli to, pod którym m.in. werbował zagraniczną agenturę. Dla kogoś, kto potrafi dodawać dwa do dwóch, to wystarczy. Dla kontrwywiadu białoruskiego i rosyjskiego, które potrafią znacznie więcej – to aż nadto.

W rozmowie opublikowanej w środę przez Onet.pl Olborski przekonuje, że państwo polskie go "zdekonspirowało". "Kontrwywiady różnych państw mogą połączyć dyplomatę Andrzeja Olborskiego z tym czy innym nazwiskiem i jak trafią na jakiś ślad działania takiej osoby, to może to być brakujący element w którymś z puzzli, które usiłują ułożyć" – mówił.

CZYTAJ WIĘCEJ: Głasnost Sikorskiego>>>