Wiktor Świetlik, Łukasz Warzecha: Przed momentem Radek Sikorski wyszedł z pana gabinetu i poszedł na konferencję, żeby ogłosić swoje przejście do Platformy. Będą kolejne
przejęcia?
Donald Tusk: Polityka to nie piłka nożna, gdzie kluby podkupują sobie zawodników. To są bardzo poważne decyzje. Radek Sikorski nie szuka w PO wygody i komfortu,
podobnie jak Antoni Mężydło. Obaj mieli bardzo ważkie powody, aby do nas przejść. Cieszę się oczywiście, jak zawsze, gdy członkowie obozu rządzącego mówią: mamy dość tego, co się
dzieje, chcemy to zmienić.
Ale Sikorski nie był członkiem obozu rządzącego. Nie był nawet członkiem PiS. W swoim klubie był outsiderem.
Radek Sikorski zawsze miał niezależną pozycję. To nie
jest partyjny działacz, który szuka sobie synekury, tylko człowiek dużego formatu, którego stać na życie poza polityką. Stać go także na decyzję, której źródłem jest poważny niepokój
o sprawy ważne dla państwa, a nie o własną karierę. Dzisiaj do PO przychodzą ludzie, którzy wiele razy udowadniali, że nie brak im odwagi. Każdy, kto powiedziałby, że Antoni Mężydło
jest konformistą, po prostu by kłamał. Mężydło, będąc w opozycji w czasach PRL, nieraz narażał swoje życie dla sprawy. Radek Sikorski z kolei w latach 80. na własną rękę pojechał do
ogarniętego wojną Afganistanu. Cieszę się, że do Platformy przychodzą ludzie, których życiorysy dowodzą, że można być odważnym i przyzwoitym. I będą kolejni.
W czasie debaty o samorozwiązaniu Sejmu Antoni Mężydło nie wyglądał na szczęśliwego, gdy Bronisław Komorowski z trybuny ogłaszał, że z PO jest on, a z PiS Kryże.
Bo to jest bardzo trudny moment. Gdy Mężydło przyszedł do naszego klubu, dostał pięciominutowe oklaski na stojąco. Był wzruszony, ale czuł, że to chwila próby. To są ludzie, którzy
wiedzą, jaką cenę mogą zapłacić za swoją decyzję. Tym bardziej szanuję ich wybór.
Więc jakie będą kolejne transfery?
Mam zasadę, że jeśli ktoś podejmuje tak poważną decyzję, ma prawo mówić o tym jako pierwszy. Dlatego nie wymienię nazwisk.
Co będzie osią kampanii PO? Znane twarze, w tym transfery z PiS, krytyka konkurencji, taka jak na czarnych billboardach, czy może po prostu pozytywny program?
Platforma jako
jedyna partia przedstawiła na 16 konferencjach w różnych miastach bardzo szczegółowy program rządzenia. W sondażach, gdzie zadawane jest pytanie: "kto stworzyłby sprawny
rząd?", PO ma przygniatającą przewagę nad konkurentami. Będę chciał przekonać wyborców, że warto postawić na ludzi, którzy może nie są mistrzami propagandy, ale o których sami
Polacy sądzą, że dobrze by rządzili.
Jednak czarne billboardy pokazują, że atak na PiS będzie ważnym wątkiem.
Punktem wyjścia naszej kampanii jest przypomnienie prawdy o Jarosławie Kaczyńskim i rządach
PiS. Mamy w pamięci afery: Netzel, Kaczmarek, Kornatowski, CBA w Ministerstwie Rolnictwa, Lipiński z Beger w hotelu poselskim, współrządzenie z Lepperem i Giertychem. Jarosław Kaczyński chce
udowodnić, że nie miał z tym wszystkim nic wspólnego. Przypomnimy Polakom, że powinni go oceniać nie przez pryzmat plakatów, jakie teraz wywiesił, ale przez pryzmat tego, co robił przez
ostatnie dwa lata i z kim. Będzie też część pozytywna kampanii. Zaproponujemy jasną wizję lepszej i spokojniejszej przyszłości. Fundamentalna różnica między Platformą i PiS polega bowiem
na tym, że oni są rozgoryczonymi pesymistami, a PO jest zbudowana na pozytywnej energii i optymizmie. My chcemy zrobić coś dobrego, a oni chcą wykryć coś bardzo złego. Oni biorą władzę po
to, żeby dowieść Polakom, jak jest źle, a my chcemy wziąć władzę, żeby pokazać, jak może być dobrze.
Dobrze byście się uzupełniali.
Wiem, że wciąż wielu Polaków uważa, że najlepsza władza wyrosłaby na glebie powstałej z połączenia Platformy oraz Prawa i
Sprawiedliwości. Problem w tym, że jeśli Kaczyńscy mają lejce w swoich rękach, to ich obsesje i fiksacje biorą górę nad spokojnym, racjonalnym myśleniem.
I dlatego trzeba im te lejce zabrać?
Tak, ale nie po to, żeby zniszczyć PiS. W ostatnich miesiącach podpowiadano mi setki razy, żeby zrobić konstruktywne wotum
nieufności z Olejniczakiem, Lepperem i Giertychem i złapać Kaczyńskich za gardło. Za każdym razem odpowiadałem, że nie ma mowy, bo na tym nie zbuduje się dobrego rządu. A mnie interesuje
wyłącznie dobry rząd.
Jak się skończy awantura z Janem Rokitą? Czy nie jest to - jak mówi Jarosław Gowin - strzelanie sobie samobója?
PO będzie pierwszą partią, która ogłosi ostateczny
kształt list. Mamy bardzo przejrzyste i demokratyczne procedury ich układania. Ja je tylko koryguję tak, żeby wynik dla Platformy był możliwie najlepszy i tak samo postąpię w przypadku
Krakowa. Napięcia związane z przygotowaniem list są we wszystkich ugrupowaniach. Każde wybory to także próba między młodszą a starszą generacją. To jest zdrowy proces, nie widzę w nim nic
złego. Zamieszanie w Krakowie tak bardzo widać, ponieważ akurat Jan Rokita ma cenną umiejętność wyjątkowego skupiania na sobie uwagi.
Przecież wiadomo, że Rokita był w konflikcie z młodymi członkami PO z Krakowa z powodu swojego poparcia dla Ryszarda Terleckiego w wyborach na prezydenta miasta. Młodzi działacze
wykorzystują kwestię list, aby Rokicie dopiec, a z kolei on nie może sobie pozwolić na prestiżową porażkę przy ich układaniu.
Ci młodzi działacze są może mało znani, ale
przed ostatnimi wyborami samorządowymi ułożyli w Krakowie listę, która pozwoliła uzyskać 50 procent głosów. Jan Rokita jest dla nich legendarną postacią, która działa i mieszka w
Warszawie, jednak moją rekomendację, że powinien być liderem krakowskiej listy, przyjęli bez słowa sprzeciwu. Rozumiem, że Jan Rokita chciałby mieć na tej liście swoich bliskich partnerów.
Skoro idzie do tak ciężkiego boju, to ma prawo opiniować drużynę, na której czele stoi i ja tę opinię wezmę pod uwagę. Ale szefem jestem po to, żeby rozstrzygać, co jest dobre dla partii,
a nie dla X. czy Y. Nie każdy będzie w pełni zadowolony - trudno. Moja rola jest taka, żeby w pewnym momencie, przed bitwą, huknąć, że czas skończyć debaty, pora się bić, a debatować
będziemy znowu w kolejnym Sejmie.
Jakie będzie w kampanii miejsce Rokity?
Uważam go za jedną z tych osób w PO, które zbudowały sobie bardzo wiarygodny wizerunek. Wielu Polaków traktuje Rokitę jako
symbol bezkompromisowości i osobistej uczciwości w polityce. W telewizyjnych spotach i na plakatach będzie zawsze obok mnie. On jest kontrowersyjny, także w partii, ale ja go wspieram.
Wiele sondaży pokazuje pana partię i PiS w równowadze. Niektóre dawały nawet przewagę PiS, a przecież przed poprzednimi wyborami PO była wyraźnie przeszacowana. Niepokoją pana takie
wyniki?
Nie chcę uspokajających sondaży. Ostatnie wybory przegraliśmy między innymi przez nie. Wszystkie badania mówią, że jeśli wszyscy poszliby do wyborów, Platforma
Obywatelska by je wygrała. Dzisiaj naszym najważniejszym zadaniem nie jest przekonanie ludzi do PO, ale przekonanie do głosowania na tych, którzy są krytyczni wobec PiS i byliby gotowi nas
wesprzeć, tylko nie wiadomo, czy w ogóle pójdą głosować. Polaryzacja PiS-PO, rozpoczęcie przez nas kampanii od pokazania naszych przeciwników w czarnych barwach, ma na celu także
zmobilizowanie ludzi.
Czy kampania będzie się rozgrywać zgodnie z narzucanym przez Jarosława Kaczyńskiego podziałem na "Polskę solidarną" i "Polskę
liberalną"?
Przez ostatnie dwa lata półtora miliona Polaków wyjechało do liberalnych krajów szukać pracy i pieniędzy. Ci, którzy pojechali do Anglii i Irlandii w
większości, nie zagłosują, choćby dlatego, że nikt nie zadbał o zorganizowanie odpowiedniej liczby komisji wyborczych w punktach konsularnych - moim zdaniem celowo, bo jest to PiS na rękę.
Ale ja wierzę, że ta wielka zarobkowa emigracja jest narodową lekcją wolności gospodarczej. Przez te dwa lata Polacy milionami zagłosowali za gospodarczym liberalizmem. Ja się nie boję
fałszywego sporu między "Polską solidarną" a "liberalną". Mogę w dowolnym miejscu i czasie spierać się z Jarosławem Kaczyńskim na temat tego kłamliwego
podziału. Dobry rząd to taki, który pozwoli Polakom cieszyć się z tego, że więcej zarabiają, a nie z tego, że jakiś bogacz wyląduje w więzieniu.
Prezydent Kaczyński wyjaśnił jednak, że PiS nie ma nic przeciwko bogatym, byle bogacili się uczciwie.
Po zdarzeniach ostatnich tygodni pan prezydent Kaczyński
wyglądałby dość niewiarygodnie, gdyby chciał przekonać Polaków, że nie ma nic wspólnego z bogatymi.
Ma Pan na myśli znajomość z Ryszardem Krauze?
Nie będę atakował głowy państwa; to nie są wybory prezydenckie. Ale nie dziwcie się, że pan prezydent nie chce się
dać wpisać w logikę "bogatych do więzienia, biedni niech się cieszą". Bo w tej logice jest nie po tej stronie, co jego brat.
Co pan właściwie sugeruje?
Ja tylko mówię to, co widziała cała Polska. Prokuratura pokazała drogę pana Kaczmarka: z Ministerstwa Sprawiedliwości, przez Pałac
Prezydencki, do hotelu Marriott. Symbolem straszliwego układu miał się stać Ryszard Krauze, ale cała koncepcja legła w gruzach, gdy okazało się, że w wśród polskich polityków w
największej zażyłości z panem Krauze jest brat Jarosława Kaczyńskiego. Chcę podkreślić: to nie znaczy, że Lech Kaczyński zrobił coś złego. To znaczy, że obsesja Jarosława
Kaczyńskiego doprowadziła go do tego, że szukał "układu", a w jego środku znalazł własnego brata. Tak kończą wszyscy, którzy mają fiksację na jakimś punkcie: ścigają
potwora i znajdują samego siebie.
Na co zdecyduje się Platforma, jeśli w Sejmie będą tylko trzy partie - wy, PiS i LiD - ale nie będziecie mieć wystarczającej większości, aby rządzić samodzielnie?
Jeśli PO wygra te wybory, to jestem przekonany, że nastrój i sposób widzenia wielu spraw w PiS ulegną zmianie. Jest wielu ludzi w tej partii - zaliczyłbym do nich także prezydenta Lecha
Kaczyńskiego - którzy widzą, że to, co dotąd robił PiS to, mówiąc delikatnie, nie najlepsza droga. Ludzie, którzy przychodzą do nas z PiS, opowiadają, że faktycznym liderem tamtego
ugrupowania jest dzisiaj strach.
Strach przed czym?
Niektórzy boją się na przykład, że minister Ziobro zgromadził haki na wszystkich w PiS. Obawiają się, że jeżeli głośno powiedzą, że w PiS źle
się dzieje, to ktoś im zrobi krzywdę. Sądzę, że zwycięstwo Platformy wielu ludzi odblokuje.
To jak będzie w nowym parlamencie?
Mamy kilka scenariuszy, ale prawdziwa zmiana jest możliwa, o ile wygra Platforma. Z kimkolwiek będziemy współpracować, to będzie
zupełnie inna jakość. Jeśli zwycięży PiS, niewiele się zmieni.
Czy koalicja z PiS jest do pomyślenia?
Odpowiedź będzie możliwa po wyjaśnieniu wydarzeń z ostatnich tygodni.
Najpierw komisja, potem koalicja? Jak by to miało wyglądać organizacyjnie?
Wszyscy, bez wyjątku, deklarowali chęć rozwiania wątpliwości. Wszyscy deklarują poparcie dla
komisji. Komisja może dobrze pracować tylko wtedy, kiedy będzie z nią współpracowała prokuratura i odpowiednie służby. Do tego jest potrzebny rząd, który taką współpracę ułatwi. To
byłby rząd Platformy Obywatelskiej cieszący się poparciem wszystkich innych klubów - co absolutnie nie oznacza koalicji. Dalibyśmy sobie kilka miesięcy na tę sprawę oraz na rozpędzenie
przygotowań do Euro 2012. To oczyściłoby atmosferę na tyle skutecznie, że można by zacząć myśleć dalej.
Mówi pan o poparciu wszystkich klubów - chyba bez PiS?
PiS także poprze powstanie komisji, nie będzie miało wyjścia. Partia Jarosława Kaczyńskiego nie będzie mieć
mandatu do rządzenia z kimkolwiek, jeśli nie pomogą wyjaśnić tej sprawy. Nikt nie będzie im wierzyć.
Chce pan zostać premierem?
Jeśli Platforma wygra wybory, będzie naturalne, że prezydent zwróci się do mnie z misją utworzenia rządu. I ja się tego podejmę.