Nikt nie może powiedzieć, że wynik niedzielnych wyborów w Rosji był dla niego niespodzianką. Wiadomo było, że Rosjanie zagłosują na Putina i to z własnej nieprzymuszonej woli. Rosja jest za Putinem i popiera jego politykę. Putin bowiem gwarantuje względną stabilność i obiecuje, że w najbliższym czasie nie wydarzy się w Rosji żadna katastrofa. A ludzie mu wierzą.

To bardzo prosty układ: z jednej strony władza, z drugiej - naród. Naród ma posłusznie głosować. Władza w zamian będzie dla niego dobra: da jeść, pozwoli się napić, jakoś ubrać, czasem zaśpiewać i zatańczyć. Naród będzie mógł pracować i nawet trochę zarabiać. W zasadzie władza da narodowi prawie wszystko, czego ten chce. Jednej rzeczy tylko nie da - demokracji i społeczeństwa obywatelskiego.

Władza nie będzie się tłumaczyć narodowi ze swoich decyzji. Naród nie będzie przekonywany do tych wszystkich wartości, które od dawna są standardem w rozwiniętych krajach Europy. W życiu politycznym naród będzie miał możliwość tylko przyklaskiwać władzy.

Możliwe, że w sferze ideologii wzrośnie rola Cerkwi Prawosławnej. Nie szkodzi, że liderem kraju jest wywodzący się z sowieckiego KGB ateista. W Rosji przecież wszystko jest możliwe. Rosjanie idą na taki układ dobrowolnie.

Nie można przecież powiedzieć, że w Rosji w ogóle nie ma wolności wypowiedzi. Oczywiście telewizja jest kontrolowana przez Kreml, szczególnie programy informacyjne, które nieustannie przekonują rodaków o korzyściach związanych z konsolidacją władzy - skupieniem wszystkich narzędzi w rękach jednego człowieka. Ale istnieje też nieprzychylne Kremlowi radio Echo Moskwy, są niezależne gazety, nikt nie jest w stanie poskromić wolności internetu.

Wolność wypowiedzi w Rosji można porównać z wolnością palenia w Stanach Zjednoczonych: tak jak w USA są specjalnie wyznaczone miejsca, w których wolno palić, tak w Rosji są pewne miejsca, gdzie można swobodnie krytykować władzę. Dostęp do tych miejsc może mieć każdy, wystarczy chcieć tam trafić.

Ja osobiście nie odczuwam żadnego nacisku - mam własny program w telewizji, moje książki wychodzą w Rosji. Choć, przyznaję, nie mam tak dobrych i inteligentnych recenzji jak w Polsce.

Jednak większość Rosjan nie odczuwa potrzeby dostępu do innych informacji niż te, którymi szpikuje ich propaństwowa telewizja. Demokracja w Rosji ma kiepskie notowania. Rosjanom przemiany demokratyczne kojarzą się zazwyczaj tylko ze stratą oszczędności i bogaceniem się oligarchów. Dlatego sobotnie rozpędzenie demonstracji opozycji świadczy nie tyle o surowości władzy, ile o agonii sił demokratycznych. Próby zakłócenia ruchu drogowego w czasie protestów, o którym pisały wszystkie gazety, były już tylko rozpaczliwą próbą zwrócenia na siebie uwagi społeczeństwa i znalezienia się za wszelką cenę w wydaniach wiadomości. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że obóz demokratyczny w Rosji wymiera - on jest skłócony, podzielony i w dużej mierze nadal arogancki w stosunku do współobywateli.

Demokraci nie zdołali znaleźć podejścia do ludzi od samego początku przemian w Rosji. Nie da się przeprowadzać reformy dla narodu hipotetycznego i uniwersalnego, trzeba znać mentalność, aspiracje i oczekiwania konkretnych żywych ludzi. W Rosji demokraci nie brali tego pod uwagę. Reformy lat 90. były częściowo wzorowane na doświadczeniach Polski, ale szybko stało się oczywiste, że to, co z trudem udało się zrobić w Polsce, w tak dużym kraju jak Rosja zwyczajnie nie działa. Putin to zauważył, opozycja nie.