Można by nawet wprowadzić rozróżnienia w klasie czystości uwodnienia umysłowego i podawać informacje hydrologiczno-mózgowe z podziałem na klasy. Osobno sodowa, osobno konserwatywno-oligoceńska, osobno postępowo-filtrowana i osobno zaprawiona wirusem C2H5OH, zwanym także ostatnio filipińskim.

Potrzeba istnieje niewątpliwie, bo jakoś należałoby jednak naukowo zracjonalizować powszechnie dostrzegane, ale ignorowane zjawisko bulgotania. Bierzemy do ręki gazetę, bulgocze i kapie na buty. Włączamy telewizor, chlupie i siąpi. Ludzie są zdezorientowani, a to tylko przejawy umysłowej melioracji i intelektualnego wodogłowia. Oczywiście, powstanie takiego instytutu, prace badawcze i publikowanie wyników prowadziłoby do nowych konfliktów politycznych. W działaniach tej potrzebnej instytucji dopatrywanoby się politycznych manipulacji, fałszowania rezultatów pod dyktando sympatii partyjnych, wybuchałyby skandale, a dziennikarze śledczy publikowaliby utajnione informacje o prawdziwym stopniu nawodnienia płatów czołowych osobistości życia publicznego, które sfałszowano lub ukryto na skutek nacisków. Ale byłoby to zjawisko zgodne z teorią badań naukowych, wedle której sam proces badawczy wpływa na przebieg i rezultaty eksperymentu. Działalność instytutu prowadziłaby więc, zgodnie z teorią, do wzrostu poziomu wód w umysłach. Działoby się tak aż do momentu osiągnięcia stanu krytycznego i rozlewu, czego i tak jesteśmy już bliscy.

Minister Julia Pitera wystąpiła z propozycją poddania Naczelnej Izby Kontroli audytowi zewnętrznemu, ponieważ za niedopuszczalną uznała sytuację, w której istnieje instytucja kontroli państwowej sama nie poddana żadnej kontroli. Oczywiście, nie licząc Sejmu, ale pani minister ma rację - co to za kontrola sejmowa bez komisji śledczej. W następnym etapie rozwoju gospodarki wodnej na terenie kancelarii premiera, najpóźniej po niekorzystnym dla władz orzeczeniu, minister Pitera dostrzeże kolejny skandal - wyroki Trybunału Konstytucyjnego nie podlegają żadnej kontroli ich zgodności z prawem i na dodatek są niezaskarżalne. W demokratycznym państwie czegoś takiego nie powinno być, bo demokracja polega na tym, że każdego ktoś kontroluje. Kontrolera kontroler wyższego szczebla. Już klasyk demokracji, Włodzimierz Iljicz Lenin zauważył, że zaufanie jest dobre, ale kontrola jest lepsza. Dlatego wodę w głowach też warto skontrolować.