Polacy są na Wyspach od lat. W całej Wielkiej Brytanii, ale zwłaszcza w Londynie, tysiące polskich emigrantów pracuje w rozmaitych zawodach. Przyzwyczailiśmy się do waszych hydraulików, elektryków i dentystów. Nie jesteśmy już zaskoczeni, kiedy się okazuje, że Polakiem jest zarówno kelner w restauracji malezyjskiej, jak i jej szef kuchni. Polacy pracują w barach, nocnych klubach i w sklepach, w których o tej porze roku panuje największy ruch. Jednym słowem - stanowią istotny element brytyjskiej gospodarki usługowej. Dlatego z pewnością stać ich na to, by w tym roku wyjechać na święta do Polski, być może po raz pierwszy od kilku lat, nawet jeśli bilety lotnicze w tej chwili kosztują astronomiczne sumy.

Z drugiej strony wielu Polaków zaczęło już myśleć o Wielkiej Brytanii jak o swoim domu. Ci zdecydują się być może zostać, ale niekoniecznie pójdą w święta do pracy. Bo i oni przecież mogą już sobie pozwolić na to, by tak jak większość Brytyjczyków zaszyć się na ten świąteczny czas w domach. Ich szefowie - chcąc nie chcąc - będą więc musieli na gwałt szukać zastępstw. To dla Brytyjczyków doprawdy dość szokująca sytuacja.

Na razie jeszcze nasze gazety skupiają się na odwrotnym aspekcie tematu "Święta a Polacy", czyli na tym, że jest ich w Wielkiej Brytanii tak wielu. Brytyjscy dziennikarze nie zajmują się natomiast potencjalnymi skutkami masowego eksodusu Polaków. Kto będzie parzył nam cappuccino w sezonie świątecznym? Kto kupi polskie piwo zalegające na naszych półkach sklepowych? Kto pójdzie w Wigilię na pasterkę? I wreszcie: kto będzie jadł nasze łabędzie?

Wigilia, która jest dla Polaków czasem spędzanym wśród bliskich, dla większości Brytyjczyków jest po prostu dniem ostatnich zakupów. A jako że w tym roku z powodu gorszej koniunktury kupowaliśmy w grudniu nieco mniej niż zwykle, wiele osób zdecyduje się pewnie na zakupy w ostatniej chwili. I wtedy może się okazać, że pękające w szwach sklepy mogą mieć trudności z obsłużeniem klientów, bo większość personelu wyjechała na święta. Możemy sobie wyobrazić te kolejki, jeśli rzeczywiście Polacy zamiast przykładnie w pracy, spędzą wigilijny wieczór z rodziną - w Polsce albo w swoich w londyńskich domach.

Ale nawet jeśli niektórzy praktycznie myślący pracownicy zostaną na święta, aby więcej zarobić, to pewnie po pierwszym stycznia skorzystają z tanich lotów do kraju. I wtedy Wielka Brytania stanie przed problemem, jakiego nie przewidzieliśmy, czyli "poświątecznego niedoboru Polaków". A takiego nagłówka w gazetach jeszcze nie widzieliśmy!

Prawdę mówiąc, dzięki Polakom, którzy przebywają na Wyspach od lat, wciąż przeżywamy wiele zaskoczeń. Również pozytywnych. I tak jest właśnie w przypadku Bożego Narodzenia, bo Polacy przynoszą na Wyspy nowego ducha świąt. Nasze dzieci uczą się w szkołach polskich kolęd, w domach pachnie na długo przed Bożym Narodzeniem słodkim piernikiem. Sama zresztą sprzedaż polskiej żywności w sklepach wzrosła aż o 500 procent!

Polacy bardzo starannie przygotowują się do świąt. A rynek oczywiście odpowiada na potrzeby polskich konsumentów. Ostatnio pojawił się na przykład obwoźny targ, na którym można było kupić rozmaite produkty potrzebne do przygotowania wigilijnej kolacji, świąteczne dekoracje i wszystko to, czego emigrant może potrzebować, żeby na święta poczuć się w Londynie jak w domu. Jeśli jednak ktoś nie zaopatrzył się na targu, może znaleźć prawie wszystko w supermarketach. To właśnie dzięki temu nowe smaki odkrywają również Brytyjczycy, którzy mają już dość swojego ciężkiego puddingu i z ciekawością sięgają po polskie przysmaki takie jak karp, który od jakiegoś czasu jest dla Brytyjczyków symbolem polskich świąt. W magazynach i poradnikach pojawiają się zresztą przepisy na tę rybę, więc jest szansa, że niektórzy wyspiarze zdecydują się spróbować tego "dziwnego" specjału.

Tak naprawdę większość Brytyjczyków jest po prostu zmęczona korowodem rozmaitych świątecznych przyjęć. Bo skoro Gwiazdka ma być czasem dla rodziny, zanim nadejdzie - każdy chce przecież spotkać się z przyjaciółmi, firmy organizują imprezy świąteczne i kiedy nadchodzi Boże Narodzenie, każdy jest już tak zmęczony, że marzy o tym, by odpocząć od życia towarzyskiego. Zresztą każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z inną tradycją niż spędzanie Wigilii w kolejce po zakupy, zdaje sobie sprawę, że poświęcenie tego czasu na kolację z rodziną jest bez wątpienia dużo bardziej kuszące.

Przyznam, że i ja wezmę udział w takiej uczcie w towarzystwie moich znajomych z Europy Wschodniej, którzy w tym roku nie zdecydowali się na wyjazd do domu. I dzięki Bogu.