Jedna grupa, którą nazwiemy integrystami, uważa, że religia powinna kontrolować wszystkie aspekty życia publicznego i prywatnego w ten sam sposób, jak to się działo w czasach proroka Mahometa. Dla drugiej grupy, muzułmanów liberalnych, islam jest niewątpliwie boskim objawieniem, niemniej jednak powinien iść z duchem czasów, dostosować się do postępu społeczeństw i zaakceptować różnorodność kultur ludowych. Miejsce kobiet w islamie jest centralną kwestią tego konfliktu.

Integryści, powołując się na Koran, podporządkowują kobiety rządom mężczyzn, podczas gdy liberałowie odnajdują w tych samych tekstach Koranu liczne przykłady autonomii kobiet w czasach Mahometa, począwszy od jego własnej żony, która była przedsiębiorczą handlarką. W tym leży cały problem islamu: tekst Koranu jest bardzo złożony i dopuszcza wiele sprzecznych interpretacji. Jednocześnie nie powstrzymuje władzy od narzucenia społeczeństwu jednej z lektur tekstu jako jedynej dopuszczalnej. Islam nie ma swojego papieża i każdy muzułmanin ma prawo nawiązać własny kontakt z Bogiem za pośrednictwem Koranu. I tu pojawiają się wątpliwości. Czy Koran mówi, że kobiety powinny zasłaniać twarz? Integryści twierdzą, że tak, liberałowie, że nie. I jedni, i drudzy są równie wartościowymi muzułmanami.

Jest zatem jasne, że w Koranie nie znajdziemy definitywnej i niepodważalnej odpowiedzi na to ani na żadne inne pytanie dotyczące statutu kobiet w islamie. Przypomnijmy sobie, że po 11 września wielu Amerykanów próbowało szukać przyczyny tego, co się im przytrafiło właśnie w tekstach Koranu. Oczywiście na próżno. Lepiej przyjrzeć się społeczeństwom muzułmańskim, ich zwyczajom i historii. Wytłumaczenie ataków z 11 września można znaleźć w socjologii islamu. Socjologia muzułmanów pozwala również zrozumieć to, co się przytrafia kobietom muzułmańskim.

Dlaczego kobiety zakrywają twarz w Arabii Saudyjskiej, ale już nie w Bangladeszu, Indiach czy w Indonezji? Kobiety arabskie zawsze nosiły welon – i przed wprowadzeniem islamu, i po tym, zaś kobiety bengalskie czy na Jawie nie zakrywały twarzy ani przed, ani po nim. Jak należy rozumieć to, że kobiety saudyjskie nie mają prawa głosu, ba, nie wolno im nawet prowadzić samochodu, podczas gdy począwszy od lat osiemdziesiątych, zdarzało się, że kobiety były głowami państw w dwóch najbardziej zaludnionych krajach muzułmańskich: Pakistanie i Bangladeszu? Powód jest prosty. Arabia Saudyjska jest i była społeczeństwem patriarchalnym, zaś cywilizacja indyjska, której częścią są Bangladesz i Pakistan – nie. Możemy stąd wyciągnąć wniosek, który z pewnością należałoby doprecyzować, że kobiety arabskie są pomniejszane przede wszystkim dlatego, że są Arabkami, i przyczyn tego stanu rzeczy należy szukać w cywilizacji pasterskiej tego kraju, a nie w religii.

Skupmy się teraz na bardzo znamiennym rozwoju osobistym Benazir Bhutto. 20 lat temu, będąc całkowicie pod wpływem Zachodu, nie czyniła żadnych ustępstw publicznych na rzecz religii muzułmańskiej. Tymczasem ostatnio, przygotowując swój powrót do władzy, zaczęła nosić rodzaj chusty na głowie i delikatniej się malować, co jest wyraźną oznaką, że wzięła pod uwagę rozwój Pakistanu.

Pakistan jest wewnątrz islamu krajem pomostem pomiędzy światem arabskim i indyjskim. Islam został tu przyniesiony najpierw przez wojska arabskie, a później również przez kaznodziei i handlarzy indyjskich. Pierwsze partie integrystów powstały tu w latach 20. XX wieku na terenach, na których w 1947 r. zostanie założony Pakistan. Później zarówno migracje robotników pakistańskich do krajów arabskich produkujących ropę, jak i inwestycje publiczne oraz prywatne świata arabskiego w szkoły Koranu, meczety i strony internetowe przyczyniły się do rozpowszechnienia arabskiej formy integrystycznej islamu kosztem jego indyjskiej formy liberalnej. Benazir Bhutto znajdowała się dokładnie na linii frontu. Dla integrystów jej zabójstwo jest sygnałem wysłanym do wszystkich kobiet świata muzułmańskiego. Celem tej zbrodni nie jest demokracja czy jej brak w Pakistanie, jest to kwestia drugorzędna. Wychodzi to poza debatę na temat systemu politycznego w Pakistanie i dotyczy dużo ważniejszej, prawie że eschatologicznej walki. Dla integrystów śmierć Benazir Bhutto oznacza bowiem zwycięstwo nad pokusą modernizacji i wyzwolenia kobiet.

Wynik walki o duszę islamu jest bardzo niepewny, gdyż ta wojna nie ma nawet dobrze zarysowanych granic, nie jest walką jednych państw przeciwko innym. Tak naprawdę wszystkie państwa muzułmańskie, w tym także kraje arabskie, są rozczłonkowane, naznaczone przez ten konflikt wewnątrz islamu.

Co mogą zrobić w tej sytuacji społeczeństwa zachodnie, niemuzułmańskie? Interwencja zewnętrzna często przynosi efekt przeciwny do zamierzonego: popierając zbyt gorliwie liberałów muzułmańskich, ryzykujemy, że podobnie jak w Iraku i Afganistanie spowodujemy, że stracą oni wiarygodność.

Sprzeciw wobec integrystów może wypłynąć jedynie ze środka świata muzułmańskiego. Jak na razie jedynie integrystom udało się zorganizować w wydajne i zglobalizowane sieci ugrupowań, liberałowie okazali się do tego niezdolni. Ile jeszcze kobiet takich jak Benazir Bhutto musi zginąć, aby wreszcie kobiety i mężczyźni islamu stawili opór? Paradoksalnie, w tej wojnie umiarkowani muzułmanie stanowią niepodważalną większość. Niemniej jednak jak w przypadku wszelkich okresów rewolucyjnych historia świata jest pisana krwią przez dobrze działające i zorganizowane mniejszości.