Dziennik Gazeta Prawana logo

Nerwowy spokój premiera

24 maja 2008, 01:24
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zaremba Komisje śledcze straciły sens
Zaremba Komisje śledcze straciły sens/Inne
Sympatyczny, komunikatywny premier, wyciszenie ideologicznych konfliktów i kilka reformatorskich pakietów (prywatyzacja, decentralizacja), które na razie są tytułami. To można zapisać po pół roku na konto obecnego rządu w rubryce "ma". Reszta to mgliste plany i uspokajające komunikaty - pisze w DZIENNIKU Piotr Zaremba.

Obejmując władzę, Donald Tusk zapowiadał, że chciałby, aby jego minister finansów pozostał nieznany ogółowi Polaków. Akurat ten cel osiągnął. Nawet dziennikarze co i rusz nie mogą sobie przypomnieć nazwiska Jana Vincenta Rostowskiego. Tyle że wraz z osobą tego jakże skromnego członka rządu zapomniana została naprawa publicznych finansów.

Nieznani ministrowie mieli w zamyśle Tuska symbolizować lekką, nienarzucającą się Polakom rządową ekipę. Przez kilka miesięcy, w kontraście z wcześniejszymi politycznymi awanturami, był to patent na spokojną, nawet miłą atmosferę. Ale spokój trwający za długo staje się inercją. To tak jakby noc poślubna składała się wyłącznie z trzymania się za ręce i patrzenia sobie w oczy.

Na konferencji podsumowującej dorobek swego rządu premier powtarzał zapowiedzi unikania reform "wywracających Polakom życie”. Grzegorz Schetyna, osoba numer dwa w rządzie, epatował niedawno opowieściami o nikłej liczbie ustaw przyjmowanej przez brytyjską Izbę Gmin.

Rzecz w tym, że w Anglii większość dylematów dotyczących budowania nowych instytucji została rozstrzygnięta. Czy gdy pod koniec roku zabraknie znów pieniędzy na służbę zdrowia, Polacy będą się wzruszać tym, że dorównujemy parlamentarnym zwyczajom Anglików? A może przypomną sobie o nieuchwalonych, bo źle napisanych lub zgoła nienapisanych projektach Ewy Kopacz?

Nieoficjalnie politycy PO tłumaczą swoją "ostrożność” groźbą prezydenckiego weta, które może ich ustawić w roli autorów niepopularnych reform kontestowanych przez "obrońcę ludu” Lecha Kaczyńskiego. Nie jest to argument pozbawiony sensu. Ale jego literalne przyjęcie oznaczałoby, że przez najbliższe dwa i pół roku ten rząd nie powinien być rozliczany z niczego poza rutynową dłubaniną. A polityka polega również na wskazywaniu celów, przełamywaniu oporów w wolnej debacie. Dobra znajomość sondaży to kwalifikacja dla PR-owskiego doradcy, ale szefowi rządu nie wystarczy.

Gdy dodać ministra sprawiedliwości broniącego interesów własnej prawniczej korporacji i szefa służb specjalnych obciążonego wielorakimi związkami z biznesem (piszemy o tym dziś w artykule Tomasza Butkiewicza i Luizy Zalewskiej), wnioski są jeszcze bardziej niewesołe. Nie ma dziś klimatu sprzyjającego politycznej rewolucji. Ale brak takiej rewolucji nie upoważnia do przedkładania interesów różnych lobby ponad interes publiczny.

Jeśli w czymś pokładałbym jeszcze ograniczoną nadzieję, to w talentach obecnego premiera. Okazał się zręczny w budowaniu silnej partii, nakreślił i zrealizował scenariusz ogrania PiS. Jeśli z kalkulacji wyjdzie mu, że trzeba choć trochę wzbić się ponad marketingową poprawność, może nas zaskoczyć. Nawet przy słabych kadrach i niezbyt wypełnionych projektami szufladach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj