Inne / Potr Kowalczyk
Reklama

Ale odpowiedź jest negatywna: aż 33-proc. grupa badanych nie wierzy, że jakakolwiek siła polityczna jest w stanie zagrozić zdecydowanie prowadzącej Platformie i drugiemu w kolejce PiS. Czy to wynik zaufania i sympatii do liderów? Raczej nie. Badani po prostu nie widzą dla nich alternatywy.

Dlaczego? Radykalnie prawicowi wyborcy wciąż jeszcze mają w pamięci dotkliwe doświadczenie politycznej kompromitacji LPR i lokują swoje nadzieje w PiS. Centrum jest starannie zagospodarowane przez PO i może się to zmienić tylko w przypadku zaostrzenia kryzysu gospodarczego (na co się w Polsce nie zanosi). A SLD nie udało się w opozycji uwieść lewicowego elektoratu. I choć poparcie na poziomie 8 - 10 proc. ma dość stabilne, nie może liczyć na wejście do rozgrywki o najwyższą stawkę.

Skąd bierze się brak wiary w możliwość uderzenia trzeciej siły? Po prawej i po lewej stronie brak polityków, którzy potrafiliby uwodzić własną wizją, charyzmą czy pomysłami. Nie należy do nich na pewno solidny, lecz mało barwny i słabo znany Rafał Dutkiewicz z Polski XXI. Szanse na przebicie się mógłby mieć popularny Włodzimierz Cimoszewicz, ale tylko wtedy, gdyby wysłał jasny komunikat o swoich planach, zamiast wypychać na pierwszą linię Dariusza Rosatiego, który jest politykiem gabinetowym i nie ma zdolności do pociągnięcia tłumów.

I najważniejsze: start w wyborach to pieniądze, struktury i medialne nagłośnienie. A ustawa o finansowaniu partii politycznych, która daje budżetowe zasilanie tylko tym, którzy już odnieśli sukces wyborczy i wymóg 5-proc. progu wyborczego, praktycznie blokują możliwość wejścia trzeciej siły do parlamentu.