Nigdy nie zamieniłem ani słowa z Robertem Kwiatkowskim. Dla mnie wiarygodny nie jest. Pamiętam aferę Rywina, pamiętam, jak wyglądała telewizja za rządów
Kwiatkowskiego. Po roku 1989 to był niedający się z niczym porównać przykład upartyjnienia mediów publicznych.
Pracujemy nad tą ustawą z SLD i PSL. Polityka jest sztuką trudnych kompromisów, jeżeli SLD za swojego konsultanta wzięła Roberta Kwiatkowskiego, to mogę tylko ubolewać. Byłoby jednak
absurdem z tego powodu sankcjonować obecne status quo.
Chyba Pani przesadziła z tym porównaniem. Ale jakbym chciał mieć dłonie woniejące najlepszymi perfumami, to bym nie wchodził do polityki.
Nie używam określeń obraźliwych dla człowieka.
Dla mnie ważne jest, żeby powstała ustawa, która odpartyjni media publiczne. Jeśli przyłożą do tego ręce politycy SLD, to bardzo dobrze.
Taki ma Pani miły głos, a taki przykry charakter.
Pewnie, że wolałbym reformować media z Dalajlamą. Ale on ma chwilowo inne zajęcia, a poza tym nie zapewni nam większości 3/5, koniecznej do odrzucenia weta prezydenckiego. Chętniej niż z SLD
współpracowałbym z PiS-em. Niestety, różnice co do wizji mediów oraz interesy polityczne mamy dramatycznie rozbieżne. Poza tym zachęcam Panią do lektury eseju Maxa Webera: "Etyka w
polityce" i zapoznanie się z jego rozróżnieniem etyki przekonań od etyki odpowiedzialności.
Gdybym był równie wrażliwy moralnie jak Pani, też zostałbym dziennikarzem. Przedstawiciele tego zawodu, jak wiadomo, słyną z bezkompromisowości... Ale jako polityk nie mogę być Hamletem,
tylko Fortynbrasem. Odpowiadam za to, by rury kanalizacyjne nie były zatkane i by działało dobre prawo. To wymusza kompromisy, które czasami są dla mnie przykre. No cóż, nie każdemu pisany
los subtelnej damy...