Stany Zjednoczone zrezygnowały z własnego, ale ważnego także dla nas projektu obronnego dokładnie w 70 lat po tym, jak , dopełniając IV rozbioru Rzeczypospolitej. Rozbioru, którego nie powstrzymały gwarancje udzielone nam przez sojuszników, Anglię i Francję. Historia lubi się powtarzać?
>>> Czytaj więcej o końcu tarczy antyrakietowej
Oczywiście, że nie. Amerykanie mają swoje strategiczne plany, które chcieliby realizować nie w kontrze, tylko wspólnie z Rosjanami. My zaś z kolei mamy realne członkostwo w Unii Europejskiej i NATO, organizacjach, które w początkach XXI wieku pełnią skutecznie rolę odstraszającą wobec potencjalnych agresorów. Ani tak dalekie jak Iran, ani zdecydowanie bliższe. To jest inny świat niż 70 lat temu i straszenie nas groźbą kolejnej wojny tego nie zmieni.
A jednak chce się zaśpiewać jak kibice pocieszający się po kolejnych blamażach futbolistów: . Stał się bowiem kolejny przykry akt podważający naszą, czasem . Nic nie ugraliśmy na krwawej ofierze naszych żołnierzy w Iraku i Afganistanie, nic nie wyszło z szumnych planów braterskiej współpracy gospodarczej po zakupie F-16. Nie ma też powodu wierzyć w "ekskluzywną współpracę", jaką Tuskowi obiecał w czwartek Obama. Skupmy się tym bardziej na Europie i naszych własnych relacjach z sąsiadami.