Nowy klub parlamentarny w Sejmie
W środę minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska ogłosiła, że grupa kilkunastu parlamentarzystów opuściła Polskę 2050 i utworzy nowy klub parlamentarny Centrum. Łącznie akces do nowego klubu zgłosiło 15 posłów (w tym jedna posłanka niezrzeszona) i 3 senatorów.
Hołownia przypomniał, że jako założyciel Polski 2050 zapraszał do współpracy poszczególnych działaczy, którzy dziś odchodzą z klubu i partii Polska 2050, akceptował ich nazwiska na listach wyborczych "na biorących miejscach".
"Nikt z nich o tym ze mną nie rozmawiał"
Pamiętam, jakie walki toczyłem, również z koalicjantami o to, żeby znalazło się miejsce na listach wyborczych dla Piotra Masłowskiego, dla Ewy Szymanowskiej, dla Aleksandry Leo, dla innych, którzy dzisiaj mówią „dziękujemy, odchodzimy”. W zasadzie nie mówią: dziękujemy, odchodzimy”, bo ze mną nikt z nich o tym nie rozmawiał - stwierdził Hołownia. Dodał, że czuje się też oszukany przez Hennig-Kloskę. Podkreślił, że w rozmowach z koalicjantami wielokrotnie bronił ministrę w różnych kryzysowych sytuacjach.
Przyznał, że rozłam w Polsce 2050 boli go i „rozdziera mu serce". Jego zdaniem, do rozłamu doprowadziła nienawiść do wybranej w demokratycznych wyborach przewodniczącej partii Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
Ta grupa rozłamowców, która opuściła dziś Polskę 2050 pod wodzą Pauliny Hennig-Kloski, nie odchodzi z tego powodu, że ma inne pomysły na politykę, (...) ma inny program. Powód ich odejścia jest jeden: nienawiść do Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. (...) To nienawiść do wybranej w demokratycznych wyborach przewodniczącej, doprowadziła do tego dzisiejszego podziału - ocenił. Hołownia ocenił też, że parlamentarzyści, którzy zdecydowali się odejść z klubu Polska 2050, to osoby, które jeszcze nie przegrały w życiu politycznym. Uważam, że to ich ogromny polityczny błąd, za który zapłacą - powiedział.
Oświadczył, że "rozłamowcy pod wodzą Pauliny Hennig-Kloski” z automatu tracą miejsca w ciałach statutowych Polski 2050.
Przestają być członkami partii. Idą w przestrzeń, w której będą klubem parlamentarnym. Nie mając partii, nie mając żadnego organicznego podłoża, będąc zawieszeni tylko na parlamentarnej aktywności. To im wystarczy do tego, żeby negocjować z premierem (...), ale to z całą pewnością nie wystarczy, żeby w wyborach w 2027 roku być czymś więcej niż wypełniaczem list Koalicji Obywatelskiej - uważa Hołownia.
Wicemarszałek Sejmu zapewnił, że pozostaje w Polsce 2050, która była jego pierwszą partią. Klub mamy nadal (...), jest w nim co najmniej - to wiemy na pewno - 15 posłów, jeden senator - powiedział.
Szefowa Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, odnosząc się do rozłamu w jej ugrupowaniu oceniła, że część posłów nie zaakceptowała wyniku demokratycznych wyborów w partii i zdezerterowała z jej szeregów. Zapewniła, że ugrupowanie pozostaje wyrazistym centrum, wiernym swojej tożsamości i koalicji 15 października.
"Posłowie zdezerterowali"
Ludzie Polski 2050 dokonali demokratycznego wyboru. Mieliśmy w naszej partii prawdziwe, demokratyczne wybory (na szefa partii ). Egzamin z demokracji nie polega na tym, żeby w wyborach wystartować. Największy egzamin z demokracji to jest zaakceptowanie wyboru demokratycznej większości. Niestety część naszych posłanek i posłów nie zdała tego egzaminu. Nie pogodzili się z wynikiem demokratycznych wyborów w naszej partii i z naszej partii zdezerterowali - powiedziała szefowa Polski 2050.
To jest smutne, to jest rozczarowujące. Ale Polska 2050 była, jest i będzie. Tu jest Polska 2050 - zapewniła Pełczyńska-Nałęcz.
Dodała też, że partia ma jasną tożsamość i kierunek działania, a także określiła ugrupowanie jako wyraziste centrum - formację, która opowiada się po stronie mieszkańców i klasy średniej, a nie wielkich korporacji. Podkreśliła też, że jako sygnatariusze umowy koalicyjnej są częścią koalicji 15 października.
W drugiej turze wyborów w Polsce 2050 o przywództwo w partii ubiegały się Paulina Hennig-Kloska i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.