Nowiuteńkie ferrari - milion złotych. Luksusowy maybach to 2 miliony. Nerwy posła Misztala - bezcenne. A sporo ich traci przez swój ulubiony samochód, marki Maybach. Poseł zwierzył się "Faktowi", że ciągle ma z nim utrapienie.
"Czasami mam go dosyć. Ciągle w nim coś skrzypi i gdy przyjeżdżam do Warszawy, zostawiam go w serwisie, a potem dopiero jadę do Sejmu" - żali się poseł. A ostatnio wydarzył się prawdziwy dramat.
"Zepsuła mi się trzymaczka do szampana i kieliszków, taki uchwyt. Sprowadzają mi właśnie z Niemiec nowy" - dodaje zrezygnowany Misztal. A wiadomo - bez trzymaczki do szampana maybach już tak nie smakuje - martwi się razem z posłem "Fakt".
Na samochód marki Maybach było stać dotąd jedynie 4 osoby w Polsce. Ciekawe, czy również one mają problemy z trzymaczkami. Piotr Misztal jest zawiedziony, że ulubiona zabawka ciągle sprawia mu kłopoty. Wprawdzie za naprawę usterek nic nie płaci, gdyż ma darmowy serwis, ale kto mu zapłaci za stracone nerwy?
"Gdy maybach mnie zawiedzie, wtedy przyjeżdżam do Sejmu mercedesem sl, on mnie jeszcze nie zawiódł" - dodaje najbogatszy poseł w Sejmie. A w jego stajni jest jeszcze terenowy hummer H2, 2 fiaty punto, 15 tirów i... 4 wózki widłowe. A niebawem w jego przepastnym garażu pojawi się amfibia - ujawnia "Fakt".
Wymiana oleju za 10 tys. złotych
Poseł Piotr Misztal jest teraz szybki i wściekły. Kupił luksusowe, warte milion złotych, sportowe ferrari F430. Poseł tak zakochał się w nowej zabawce, że kupując je, zapomniał o kilku, "drobnych" szczegółach, które teraz doprowadzają go do szewskiej pasji.
Wkurzają go polskie drogi, na których nigdy nie rozwinie prędkości 316 km/h, a tyle może wyciągnąć to cacko, którego moc silnika sięga 500 koni mechanicznych. Ale najbardziej denerwująca jest... zwykła wymiana oleju.
"Żeby wymienić olej, muszę jeździć aż do Pragi" - denerwuje się Misztal. I nie chodzi o dzielnicę Warszawy, ale stolicę Czech, gdzie jest najbliższy serwis ferrari. Głupia wymiana oleju w tym bolidzie kosztuje 5500 złotych. "Cała podróż związana z wymianą oleju do Pragi i z powrotem to dwa stracone dni i koszt 10 tys. złotych" - dodaje w "Fakcie" zirytowany poseł.