Prokurator twierdzi, że znany z zamiłowania do luksusu były poseł dwa razy nie stawił się na wezwanie. Misztal tłumaczył dziś w TVN24, że dwa razy dzwonił do śledczych, a raz nawet poszedł do prokuratury. Ale prokurator nie miał wtedy dla niego czasu.

Śledczy zarzucają Misztalowi, że oszukiwał na podatkach. Twierdzą, że był "zorganizowanej grupie przestępczej", działającej w Krakowie i Łodzi. Wyłudziła ona co najmniej dwa miliony złotych.

Grupa posługiwała się fikcyjnymi fakturami i wykorzystywała fikcyjne spółki, za popśrednictwem których wyłudzała zwrot podatku VAT i zaniżała dochód. A przez to płaciła też mniejszy podatek.

"To nieprawda i jestem w stanie to udowodnić" - zaprzeczał dziś Piotr Misztal. Dodał, że od prokuratury nie usłyszał żadnych zarzutów. Misztal twierdzi, że wyleciał do Stanów Zjednoczonych, bo zachorowała jego matka. Zapowiedział jednak, że ma bilet powrotny do kraju i chce go wykorzystać. "Wracam 21 stycznia i stawię się w prokuraturze" - obiecał Misztal.

Prokuratura chciała zatrzymać Misztala zaraz po wygaśnięciu jego mandatu poselskiego. Nie było to możliwe, bo Misztal przez kilka miesięcy nie pojawiał się w domu.

Piotr Misztal wszedł do Sejmu poprzedniej kadencji z list Samoobrony. Był jednym z najbogatszych posłów. Media często donosiły o jego majątku, a on sam obnosił się ze swoją zamożnością - luksusowymi samochodami, zegarkami, biżuterią oraz potężną rezydencją.