Były poseł-milioner doskonale wie, że gdy tylko pojawi się w kraju, trafi do aresztu. "Jestem pewien, że zostanę zatrzymany, ale tylko do wyjaśnienia, a potem prokuratorzy mnie wypuszczą" - mówi dziennikowi.pl Misztal.

Twierdzi, że zarzuty przeciwko niemu są wyssane z palca, a prokuratura, prowadząc przeciwko niemu śledztwo, chce się jedynie wykazać.

Misztal apeluje też do ministra sprawiedliwości, by wyjaśnił, dlaczego "prokuratura robi wszystko, by mnie zniechęcić do powrotu do kraju".

Śledczy są pewni, że Misztal oszukiwał na podatkach. Twierdzą, że był w "zorganizowanej grupie przestępczej", działającej w Krakowie i Łodzi. Wyłudziła ona co najmniej dwa miliony złotych.

Grupa posługiwała się fikcyjnymi fakturami i wykorzystywała fikcyjne spółki, za pośrednictwem których wyłudzała zwrot podatku VAT i zaniżała dochód. A przez to płaciła też mniejszy podatek.

"To nieprawda i jestem w stanie to udowodnić" - zaprzeczał dziś Piotr Misztal. Dodał, że od prokuratury nie usłyszał żadnych zarzutów. Misztal twierdzi, że wyleciał do Stanów Zjednoczonych, bo zachorowała jego matka. Zapowiedział jednak, że ma bilet powrotny do kraju i chce go wykorzystać. "Wracam 21 stycznia i stawię się w prokuraturze" - obiecał Misztal.

Prokuratura chciała zatrzymać Misztala zaraz po wygaśnięciu jego mandatu poselskiego. Nie było to możliwe, bo Misztal przez kilka miesięcy nie pojawiał się w domu. W zeszłym tygodniu za byłym posłem wydano już nakaz aresztowania.

Piotr Misztal wszedł do Sejmu poprzedniej kadencji z list Samoobrony. Był jednym z najbogatszych posłów. Media często donosiły o jego majątku, a on sam obnosił się ze swoją zamożnością - luksusowymi samochodami, zegarkami, biżuterią oraz olbrzymią rezydencją.