Inni politycy powinni brać przykład z Donalda Tuska - uważa "Fakt". Wystarczy tylko wspomnieć wojaże po Polsce rządowymi helikopterami Andrzeja Leppera czy Romana Giertycha. Oni z władzy i przywilejów korzystali na prawo i lewo, trwoniąc lekką ręką pieniądze podatników. Na szczęście wydaje się, że te czasy już minęły. A dowody na to są niezbite.

Premier Donald Tusk jeszcze przed nominacją udowodnił, że będzie liczył każdą publiczną złotówkę wydaną na przywileje dla władzy. Najpierw ograniczył ochronę dla siebie i swojej rodziny. A wczoraj - zamiast rządowym samolotem - wrócił z Gdańska zwykłym, rejsowym.

Pasażerowie byli bardzo zaskoczeni, widząc premiera siedzącego tuż obok nich. A Donald Tusk nic dziwnego w tym nie widział. "Dlaczego z Gdańska do Warszawy mam lecieć innym samolotem niż rejsowy? Było bardzo wygodnie, pasażerowie bardzo mili" - mówił "Faktowi" prezes Rady Ministrów tuż po wyjściu z terminalu na Okęciu.

Widać dokładnie, że szef rządu to swój chłop. A do tego uczynny ojciec i mąż. Weekend spędzał z rodziną w Gdańsku - pisze "Fakt". Po wyczerpującym tygodniu należy mu się dzień odpoczynku" - mówili gazecie jeszcze w piątek najbliżsi współpracownicy Donalda Tuska. Ale mylili się! Premier z uśmiechem na twarzy pomagał żonie w domowych obowiązkach. I nie wysługiwał się nikim, by za niego na przykład wyrzucił śmieci.

Oby szef rządu się nie zmienił. Dokładnie pamiętamy, że do jego domowych obowiązków należy także przycinanie krzewów przed rodzinną kamienicą. Mamy nadzieję, że latem przyszłego roku także będzie o tym pamiętał! - pisze "Fakt".