"Śledztwo dotyczy ewentualnego przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy CBA" - informuje Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. "Na tym etapie nic więcej nie mogę powiedzieć" - dodaje zwyczajowo.

"Mój klient został przewieziony przez funkcjonariuszy z lubelskiego aresztu do warszawskiej siedziby biura, gdzie został poddany niedopuszczalnym naciskom, groźbom i szantażowi przez zastępcę szefa CBA pana Macieja Wąsika" - napisał w doniesieniu do prokuratury Grzegorz Kucharski, obrońca Artura P.

To opis wydarzeń z 26 sierpnia 2007 roku, kiedy podobno byłego prezydenckiego doradcę "wypożyczyło" z aresztu CBA.

Podczas nieformalnego przesłuchania - jak twierdzi Artur P. - Maciej Wąsik wypytywał go między innymi o korupcję w ministerstwie sportu, gdy szefem tam był Tomasz Lipiec, a także o przetargi dotyczące Euro 2012.

Wiceszef CBA miał sugerować Arturowi P., że w jego interesie jest wyznanie wszystkiego, o czym wie. Były doradca odebrał to jako groźbę i zapowiedź postawienia mu nowych zarzutów. Jednak nie zgodził się mówić.

Zeznania obciążające Wąsika złożył tego samego dnia, gdy agenci przewieźli go do prokuratury. W postępowaniu sprawdzającym prokuratury były doradca potwierdził, że był naciskany.

Wszystko odbywało się bez obrońcy, bez spisania protokołów i - jak uważa adwokat - z pogwałceniem wszelkich norm prawnych.

CBA wszystkiemu zaprzecza. Według biura, jego agenci jedynie konwojowali Artura P. do stołecznej prokuratury i na tym się skończyło

Według lubelskiej prokuratury, Artur P. wprowadził do obrotu 1,2 kilograma kokainy. On sam twierdzi, że zużył ją na własne potrzeby. Do 13 grudnia pozostanie w areszcie.