Były minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro, tłumaczył na konferencji prasowej, że Artur P. przez trzy lata kupił od dilerów kilogram kokainy. I sugerował, że były urzednik Kancelarii Prezydenta może również handlować narkotykami. Ten jednak twardo zapierał się, że narkotyk - owszem - kupował, ale wyłącznie na własny użytek.

Także Ziobro przyznał wówczas, że w chwili zatrzymania przy P. nie znaleziono żadnych środków odurzających.

Artura P. jednak aresztowano. Został także zwolniony z Kancelarii Prezydenta. Były minister sprawiedliwości tłumaczył to faktem, że "nie ma taryfy ulgowej dla nikogo". "Te czasy to już przeszłość, to se nevrati. Będziemy równie twardzi i zdecydowani dla tych z lewa, prawa i ze środka" - mówił.

Wczoraj jednak warszawski sąd odrzucił wniosek prokuratury o przedłużenie aresztu tymczasowego. Uznał bowiem, że prokuratura źle postawiła mężczyźnie zarzut i nie przedstawiła wystarczających dowodów jego winy.

Prokuratura już zapowiada, że złoży zażalenie na decyzję o zwolnieniu Artura P. z aresztu.

Artur P. nie wypowiada się dla mediów. Wyjątek zrobił dla Radia Zet. Tłumaczy, że owszem jest uzależniony od narkotyków, ale nigdy nimi nie handlował. Twierdzi, że stał się ofiarą "walki o prawo i sprawiedliwość".

Adwokaci mężczyzny liczą na jego uniewinnienie, a nawet powrót ich klienta do pracy w Kancelarii Prezydenta.