W opinii Jarosława Kaczyńskiego wymuszenie na MON gigantycznych oszczędności zagraża obronności państwa. "Nasza armia potrzebuje jeszcze dużo czasu i pieniędzy, by uzyskać status armii nowoczesnej i zdolnej do działania. Przez takie decyzje się to odkłada w daleką przyszłość" - podkreśla prezes PiS.
p
To jest dużo pieniędzy, ale tak naprawdę premier Tusk znalazł tylko połowę tej sumy. Reszta to obciążenie Funduszu Drogowego, czyli w istocie dalsze zadłużenie
się. Bo finansowanie budowy dróg i autostrad z tego funduszu wymaga zaciągania znacznych pożyczek. I to droższych niż finansowanie w ramach budżetu, bo kredyty bankowe, które trzeba będzie
wziąć, są wyraźnie droższe. Więc te deklaracje premiera o prawie 20 miliardach to nie taki znowu wielki sukces. Poza tym jest też generalne pytanie: czy to, co robi rząd, to w ogóle jest
właściwa droga zwalczania kryzysu? Na pewno można powiedzieć jedno: mamy do czynienia z zamiataniem problemów pod dywan, co jest oczywiste dla każdego jako tako wyrobionego szeregowego posła.
Rząd znalazł przecież tylko połowę zapowiadanej sumy, a do tego jeszcze dochodzi chaos, bo nie bardzo wiadomo, co rząd chce obciąć w resortach, a czego nie. Wiadomo za to na pewno, że
będziemy mieć poważny kłopot z armią pozbawioną środków.
Obcięcie wydatków o prawie dwa miliardy złotych w oczywisty sposób zagraża obronności państwa. Nasza armia potrzebuje jeszcze dużo czasu i pieniędzy, by uzyskać status armii nowoczesnej i
zdolnej do działania. Przez takie decyzje odkłada się to w daleką przyszłość.
Ale nie jesteśmy przecież w stanie precyzyjnie oceniać nawet tego, co się będzie działo w poszczególnych resortach, bo rząd działa chaotycznie i nie przedstawia konkretnego planu cięć. Tak
naprawdę po prostu nie wiemy, co się będzie działo. Niczego na ten temat rząd nie powiedział i nic nie wskazuje na to, by ten plan oszczędności układany był według jakiegoś systemu czy
czytelnego schematu. Jak zwykle w tym rządzie mamy do czynienia z akcją. A jej przebieg wskazuje na jeden kierunek: upieranie się przy szybkim wprowadzeniu euro i upieranie się przy niskim
deficycie budżetowym. A czy istnieje naprawdę plan walki z kryzysem? Nie wiadomo. Widać jednak, że jest to strategia całkiem inna niż w zmagających się z kryzysem państwach zachodnich.
Zobaczymy, jakie przyniesie efekty. Już dziś wiadomo w każdym razie, że na pewno wywoła efekt społeczny, czyli napięcie w przemyśle zbrojeniowym.
Na pewno będziemy ostro stawiać różne pytania. Ale opozycja nie rządzi, odpowiedzialność za to spada na rząd.
Sam rząd mówi, że będzie nowelizacja w połowie roku. Tu jest zresztą wyraźna zmiana w nastawieniu gabinetu Tuska. A co może robić opozycja? Ewentualnie wyciągać wnioski personalne, jeśli
jakiś minister jest wyjątkowo nieporadny. Ale ma to raczej charakter demonstracji politycznej, a nie realnych działań w celu wymiany ministra.
Nie ukrywam, że z pewnym lękiem obserwujemy to, co się dzieje. Widzimy bowiem niezdolność rządu do przeciwstawienia się kryzysowi.
A te demonstracje polityczne, o których pan mówi, czyli wnioski o odwołanie ministrów, będą?
Doszliśmy do wniosku, że przy obecnej sytuacji medialnej, która jest taka, jak jest, czyli nie bardzo sprzyjająca PiS, nie będziemy podejmować takich działań. One mają sens tylko wtedy,
jeśli media pokażą, jaki jest powód takiego wniosku, jakie są argumenty. A jak tego nie robią, to nie ma to sensu.
Tak, prezydent może np. zlecić - i zrobił to - kontrolę NIK, która ma wyjaśnić, co zaszło w budżecie w 2008 roku, bo jak na razie są to wydarzenia wysoce tajemnicze. Jakich środków
zabrakło? Dlaczego? Tego nikt nie umie wyjaśnić. Nie wiadomo, czy ostatni kwartał był wzrostowy, zerowy czy lekko recesyjny. A to ma ogromne konsekwencje, bo jeśliby był recesyjny, to zmienia
to naszą pozycję na światowym rynku finansowym.
No tak, ale mechanizmy, które przewiduje teraz konstytucja, zakładają, że działają też pewne mechanizmy dodatkowe: pewien obyczaj polityczny, funkcja krytyczna mediów. A jeśli tego
wszystkiego nie ma, to takie działania trochę tracą sens. Instytucja kontroli przestaje działać.
To niezupełnie tak. Premier mógł się za to wszystko wziąć już parę miesięcy temu, zamiast czekać na zmiłowanie boskie. Trochę więc jednak winy ponosi. Oczywiście nie za to, że jest
kryzys, ale za to, że rząd nie przygotował się do działań zaradczych. Zamiast tego forsowany jest pomysł na szybkie wprowadzenie euro, który zawsze był ryzykowny, nie tylko w czasach
kryzysu, kiedy to staje się wyjątkowo ryzykowny.
To jest pytanie o zdolność do rządzenia ekipy, która implantowała do Polski pewną ekonomiczną ideologię, która nie była nawet w głównym nurcie naszej ekonomii akademickiej. I uczyniła z
niej obowiązujący światopogląd naukowy, podczas kiedy to była w istocie tylko ideologia, klasyczna fałszywa świadomość, jak akurat celnie napisał Marks. Taka była wtedy, po 1989 roku,
moda. A teraz przy okazji potężnego kryzysu światowego przyszedł przykry moment: zweryfikowania swoich przekonań. I uznania, że lekarstwem na takie załamanie jest stymulowanie gospodarki, a
nie jej mrożenie. I że potrzebna jest większa odwaga wobec Unii Europejskiej. Nie możemy być jedynym krajem, któremu niczego nie wolno. Ani ratować stoczni, ani zwiększać deficytu
budżetowego. Dobrze byłoby, gdyby za sprawą kryzysu można było tak przebudować stosunki gospodarczo-społeczne, by doszło do szybkiego rozwoju Polski. W żadnym kraju, w którym realizowany
był model ekonomiczny forsowany przez obecną ekipę, do takiego rozwoju nie doszło. Bo rola państwa – i było tak m.in. w Irlandii - w kreowaniu polityki gospodarczej w każdym
rozwijającym się szybko państwie była ogromna.
Nasze przesłanie antykryzysowe jest w uchwalonym na kongresie programie, szczególnie w części dotyczącej rozwoju. Stanowisko PiS jest więc jasne. Wiadomo, co trzeba zrobić, by walczyć z
kryzysem, bo nasz program jest typowym planem stymulowania gospodarki. Co powinien zrobić ktoś, kto w takiej sytuacji walczy z kryzysem? Przyznać: myliłem się. Ale to ludziom przychodzi z trudem
i jest dla nich kłopotem.
Nie wiem. Nie jestem znawcą Donalda Tuska i nie potrafię powiedzieć, jakie ma kłopoty.