Nie ma na to szans. Dlaczego? Wiekszość polityków niemieckich nie widzi w działaniach Eriki Steinbach elementów antypolskich. Właśnie Angela Merkel, prezydent Horst
Kohler, były kanclerz Helmut Kohl, nawet kardynał Karl Lehmann i wielu innych postaci życia publicznego w Niemczech wielokrotnie przekonywali profesora Bartoszewskiego do tego, że ona nie
rewiduje historii. Też absolutna większość komentatorów z mediów niemieckich tak uważa.
To prosta sprawa. Społeczeństwo polskie jest nie doinformowane na temat jej działań, i po drugie, być może, nie chce być poinformowane. Nigdy nie widziałem w polskiej prasie rzetelnej
informacji o koncepcji Eriki Steinbach na temat upamiętnienia losu byłych niemieckich mieszkańców ziem na wschód od Odry i Nysy. Prawie nikt nie wie w Polsce, że ona jako pierwsza
zorganizowała w Niemczech wystawę pokazującą cierpienia wypędzonych Polaków.
Socjaldemokraci nie bardzo rozumieją, dlaczego on ciągle krytykuje na Willego Brandta, który jest dla nich ikoną. I chadecy nie rozumieją, dlaczego prowadzi osobistą kampanię przeciw Erice
Steinbach, która deklaruje, że nie wolno Niemcom wymagać odszkodowania od Polaków, skoro ci zostali ofiarami agresji niemieckiej. Wielu jego przyjaciół wśród chadeków niemieckich, w
kościele katolickim, ale też w mediach go nie rozumie i myśli, że on całkiem zgubił się w tej debacie. Jest to przykro, bo ma on ogromne zasługi dla pojednania polsko-niemieckiego.
Thomas Urban jest korespondentem gazety "Süddeutsche Zeitung"