"Nie odpowiedziałem wczoraj na stawiane mi zarzuty, ponieważ byłem na pogrzebie kolegi, Sławomira Szatkowskiego" - tak Waldemar Pawlak rozpoczął dziś konferencję, na której miał odnieść się do zarzutów postawionych mu przez DZIENNIK.

Reklama

>>>Trzynaście pytań do Waldemara Pawlaka

Na konferencji wicepremier sprawiał wrażenie osoby spiętej. Mówił szybko - często uciekając się do rozbudowanych dygresji niekoniecznie związanych ze stawianymi mu zarzutami. "Odnosząc się do wczorajszej publikacji DZIENNIKA, chcę jednoznacznie podkreślić, że wszelkie działania są przejrzyste (...) Ja się niczego nie boję. Nie lubię, tak jak państwo również, szpiegowania i inwigilowania. Wszelkie moje działania w zakresie publicznym, jak i biznesowym są transparentne i udokumentowane. Zresztą sami redaktorzy podkreślali, że wiele informacji zbierali z rejestrów publicznie dostępnych i nie ma tutaj żadnych wątpliwości co do faktów zapisanych na przykład w Krajowym Rejestrze Sądowym" - powiedział Pawlak i wdał się w długą dygresję na temat biurokratycznych reguł określających sposób funkcjonowania zarządu ochotniczej straży pożarnej.

>>>W USA i Niemczech Pawlak musiałby odejść

"Insynuacje i język tego artykułu są wyjątkowe. Rzadko się spotyka z taką wyrafinowaną językowo wiadomością, która ma w sobie pewne elementy prawdy i takie insynuacje i przypuszczenia, które mogą wywoływać negatywne skojarzenia" - powiedział Pawlak.

Reklama

Jego zdaniem osią całego sporu nie są interesy jego znajomych z ochotniczą strażą pożarną, tylko jego działania na rzecz opcji walutowych. "Wystarczy przeczytać DZIENNIK w poprzednich wydaniach i z jaką zjadliwością i zawziętością ta gazeta atakowała sprawę opcji. I nie będę posługiwał się takimi insynuacjami jak dziennikarze, żeby się pytać, czy to jest zdanie tych dziennikarzy, a nie całej redakcji, czy to jest zdanie właściciela całej redakcji, Axel Springer" - mówił Pawlak.

Reklama

>>>Pawlak: Nie mam nic do ukrycia

Pawlak powiedział, że nie zamierza zrezygnować z przewodzenia ochotniczym strażom pożarnym, bo to nie DZIENNIK ustala, kto może piastować takie funkcje.

Na konkretne pytanie, jakie insynuacje zawiera tekst DZIENNIKA, Pawlak odpowiedział, że miał udziały w spółce 3i, gdy nie piastował funkcji publicznych. Nieprawdą jest natomiast, że jego znajoma kierowała tą firmą pięć lat. "Kierowała nią niespełna pięć lat" - powiedział Pawlak.

Wicepremier powiedział: "Nie ustąpię z funkcji prezesa ochotniczej straży pożarnej. Nie widzę konfliktu interesów w byciu wicepremierem i szefem OSP. Działalność funkcjonowania straży została przeorganizowana i jest całkowicie transparentna".

O przekazaniu władzy w Fundacji Partnerstwo dla Rozwoju mówił natomiast tak: "Kiedy pojawiły się perspektywy, że będę pełnił ważne funkcje publiczne, postanowiłem wyjść ze spółki. Władze przekazałem mamie, bo mam do niej pełne zaufanie. Przepraszam, że mam mamę"

Na koniec zauważył: "Niewykluczone, że pozwę DZIENNIK w tych kwestiach, w których pojawiły się przekłamania. Wcześniej liczę na porozumienie z wydawcą i sprostowania. Nie zamierzam ciągać się po sądach, bo z jedną gazetą wygrałem już dwa procesy i choć mają sądowy nakaz przeproszenia mnie, to i tak to olewają."

>>>Pawlak, konkubina i interesy robione na boku

Wczoraj DZIENNIK opisał, że wicepremier zbudował wokół siebie towarzysko-biznesowy układ. Jego znajomi żyją dzięki temu, że podpisali kontrakty z ochotniczą strażą pożarną. Tak działa na przykład spółka 3i - przez ostatnich 5 lat zarządzała nią Iwona Katarzyna Grzymała, konkubina Pawlaka. To ona buduje strażackie strony internetowe, wgrywa oprogramowanie do strażackich komputerów, a nawet prowadzi portiernię w Domu Strażaka.