SLD nie ma wielu powodów do świętowania. To porażka pomysłu, który 10 lat temu wylansował Leszek Miller. Jedna silna partia SLD miała dać lewicy sprawność i poddać kontroli dawnych partnerów tworzących koalicję z SdRP. Na początku pomysł zadziałał. Ale po kilku latach sen prysł. Do SLD nie przystąpiły mniejsze partie lewicowe - PPS czy UP. Najważniejsi liderzy, Oleksy i Miller, znaleźli się poza Sojuszem, a młodsze pokolenie nie odbudowało wizerunku partii po serii afer.

Już od początku pojawiały się zgrzyty. Nie wszystkim się podobało tworzenie "oberpartii". Wśród przeciwników był m.in. Józef Oleksy, Danuta Waniek, Izabela Sierakowska. "Uważaliśmy, że ten proces jednoczenia idzie za szybko. Ale Miller to silna osobowość. Nie dyskutował" - wspomina Oleksy. Twierdzi, że sceptyczny był też sam Kwaśniewski.

>>> Miller: SLD to głupia partia

W budowę jednej partii zaangażował się Krzysztof Janik. "Trzeba było <wątpiących> jakoś przekonać. Wywieźliśmy ich na takie spotkanie do Śródborowa" - opowiada Janik, jeden z byłych szefów SLD. Efekt? "Jeden z wątpiących w miarę spożywania kaszanki, pasztetówki nabierał entuzjazmu do naszego przedsięwzięcia" - wspomina Janik.

Partia powstała 15 kwietnia 1999 r. Szefem został Miller. Ale od początku w kierownictwie były tarcia. "Miller zawsze był moim rywalem. Zostałem wiceprzewodniczącym. I kiedy tylko mogłem, to się wtrącałem" - mówi Oleksy. I zastrzega: "Ale nie robiłem żadnych kroków, by coś mu utrudniać".

Pierwsze lata to złoty okres. W 2000 r. Kwaśniewski ponownie został prezydentem. W 2001 r. Miller poprowadził SLD do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych z wynikiem 41 proc. I wprowadził Polskę do Unii Europejskiej.

>>> Oleksy: Cimoszewicz pogrążył lewicę

Ale dobra passa nie trwała długo. Zaczęło się od afery Rywina i ujawnienia tzw. grupy trzymającej władzę. Potem potoczyło się już z górki: afera starachowicka, afera orlenowska, afera w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska z łódzkim baronem Sojuszu Andrzejem Pęczakiem na czele.

Miller zapłacił za to stanowiskiem premiera. A SLD stracił zaufanie wyborców.

Konflikt liderów narastał. Na kilka miesięcy władzę w partii przejął Janik. Później Oleksy. "Obaj strasznie ze sobą rywalizowali. Janik wyprowadzał Oleksego z równowagi. A Oleksy krzyczał: <Bo wy tu wszyscy jesteście z Janikiem przeciwko mnie>" - wspomina jeden z polityków.

Przełomem miał być 2005 r. Stery w partii przejęła "nowa gwardia". Szefem został Wojciech Olejniczak, wychowanek Kwaśniewskiego. I rozpoczął rozliczanie. Zablokował start do Sejmu Millerowi i Oleksemu. Obaj z partii odeszli. Miller w zemście, Oleksy po ujawnieniu tzw. taśm Gudzowatego.

Wkrótce przegrał też Olejniczak. I to w bratobójczej walce z Grzegorzem Napieralskim. Nowy szef Sojuszu postanowił wyciągnąć rękę do "starej gwardii". Czy to pomoże odzyskać pozycję? Na razie nie pomogło.