"PKB Rosji spadł o 9,5 proc., na Ukrainie utajniono dane, ale szacuje się spadek na 20 proc., w Czechach gospodarka skurczyła się o 3,5 proc., w Niemczech o 6,9 proc." - wymieniał bolączki naszych sąsiadów minister finansów Jacek Rostowski. Jak podobnej sytuacji planuje uniknąć nasz rząd?

>>>Tusk traci cierpliwość do ministra finansów

Działać tak jak dotąd: oszczędzać i w miarę możliwości nie zadłużać się. "Polska droga przez kryzys jest oszczędna, odpowiedzialna i śmiem powiedzieć, że już zaczynamy widzieć, że skuteczna. Nie kumulujemy długów, które musiałyby spłacić nasze dzieci i wnuki przez wiele lat" – mówił minister. I wskazał przykłady krajów, które gwałtownie zwiększyły zadłużenie, a mimo to ich gospodarka jest w głębokiej recesji: USA, Wielka Brytania, Hiszpania.

>>>PiS: Nieudolny Rostowski musi odejść

"Wyższy deficyt nie chroni przed kryzysem, recesją i bezrobociem" – argumentował Rostowski. I przez pół godziny wyliczał antykryzysowe działania rządu: od gwarancji depozytów, przez poręczenia dla firm po zapowiadane zmiany w prawie pracy.

W wystąpieniu ministra finansów nie było żądnego bezpośredniego nawiązania do słów Lecha Kaczyńskiego. Za to wielokrotnie apelował do posłów PiS. "To nie dzięki nam, a przedsiębiorczości i elastyczności Polaków gospodarka jest na plusie. Dlatego nie można ich demotywować i mówić, że zaraz będzie katastrofa" – przestrzegał minister.

Zapewniał, że wbrew twierdzeniom opozycji rząd nie ukrywa prawdziwego stanu finansów państwa. Uzasadniał też zwłokę w nowelizacją budżetu tym, że rząd chce mieć pewne dane, a dopiero pod koniec czerwca będzie wiadomo, jaki jest wynik rozliczenia podatku PIT z zeszłego roku i ile pieniędzy trzeba Polakom zwrócić. "Naprawdę nie ma żadnych tajnych informacji o stanie gospodarki lub budżetu" – zapewniał Rostowski. I bronił linii postępowania rządu w sprawie budżetu. "W styczniu Komisja Europejska prognozowała wzrost naszej gospodarki o 2 proc., a w kwietniu już spadek o 1,4 proc. Według której prognozy mielibyśmy nowelizować budżet?" – pytał posłów PiS, którzy nowelizacji domagają się od kilku miesięcy.