"Przestrzegam, że nie ma powodu do entuzjazmu. Trzeba to powtarzać, ale nie po to, by straszyć. Ale po to, by odpowiedzialnie umówić się, że jeśli zaciśniemy zęby, jeśli będziemy pracować z wiarą we własne siły, damy radę" - mówił Donald Tusk w wieczornym wywiadzie w TVP1."Umówiłem się z Polakami, że będziemy mówić prawdę. Nie będzie katastrofy, nie będziemy podwyższać podatków, jeśli nie będzie takiego powodu" - dodał szef rządu.

A wcześniej od rana w kancelarii premiera Donald Tusk i Jacek Rostowski niecierpliwie czekali na wyniki GUS. Gdy o 10.00 okazało się, że PKB jest bliskie 1 procenta, szybko zapadła decyzja, by dobre dane przekuć w medialny sukces.

>>>Tusk o kryzysie: To będą trudne miesiące

Ustalono, że na konferencji prasowej wystąpił nie tylko Jacek Rostowski, ale też sam premier. Współpracownicy Tuska szukali też dobrego miejsca, by sprzedać sukces polskiej gospodarki. Wybór padł na Giełdę Papierów Wartościowych, która wówczas notowała wzrost. Dzięki temu, słowom Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego towarzyszył optymistyczny zielony kolor pnących się w górę giełdowych indeksów.

Do tego, by nikt już nie miał najmniejszych wątpliwości, że obaj politycy ogłaszają dobre wiadomości, za ich plecami wyświetlono wielką mapę Europy. Niemal wszystkie kraje oznaczone były czerwonym kolorem pokazującym recesję, tylko Polska, Grecja i Cypr były zielone. "Nieczęsto się zdarza, że fakty, a nie intencje potwierdzają, że Polska jest najlepsza" - mówił premier.

Jeszcze lepiej Polska wypadła, gdy na mapie pokazano wzrost PKB nie rok do roku, ale kwartał po kwartale. Na tej prezentacji tylko nasz kraj miał kolor zielony. A, by jeszcze lepiej wykazać dystans, jaki dzieli Polskę od sąsiadów, premier recytował dane o ich gospodarkach. "Łotwa - minus 18 proc., Litwa - minus 10 proc. Ukraina - brak danych, ale mowa o minus 20 procent. Niemcy: ponad sześć procent spadku" - wyliczał Tusk.

>>> "Budżet Tuska to science-fiction"

Puenta była oczywista: "Polska radzi sobie najlepiej z kryzysem" - ogłosił Tusk. Ten wynik ma dla PO ogromną wagę polityczną. Już tydzień temu, po tym jak prezydent wygłosił orędzie krytykujące politykę gospodarczą rządu, zarówno premier, jak i minister finansów zapowiadali, że wyniki podane przez GUS będą testem. Dlatego wczorajsze wyniki rząd potraktował jako potwierdzenie własnej polityki. "Te wyniki pokazują, że nasza odpowiedzialna polityka niezwiększania deficytu i niestraszenia Polaków katastrofą była słuszna" - argumentował Jacek Rostowski.

Ale PiS w te słowa nie wierzy. I podczas kilku wczorajszych konferencji prasowych nadal atakował politykę gospodarczą rządu. Bo zdaniem polityków tej partii, taka jak dotychczas, doprowadzi do recesji. "Cieszę się, że jesteśmy na plusie, ale zdaję sobie sprawę, że jest niespecjalnie prawdopodobne, że na koniec roku to się utrzyma. Bardzo wiele zależy od polityki rządu" - komentował Jarosław Kaczyński. Prezesowi PiS odciął się Tusk. "Polska idzie do przodu, a komentarz lidera opozycji jest taki, że i tak się nie uda i tak będzie katastrofa" - mówił.

>>>PiS odwołuje Tuskowi ministra finansów

Co dalej? Rząd czeka na gospodarcze dane po pierwszym półroczu, a w lipcu będzie nowelizował budżet. Po wczorajszych danych Tusk jest umiarkowanym optymistą i liczy, że nie trzeba go będzie bardzo zmieniać. "Ciężko pracujemy, by w lipcu Polacy usłyszeli, że nie będzie podwyżki podatków ani innych danin publicznych" - zapewnił.