Gorbaczow radykalniejszy

Reklama

"Gorbaczow chciał pod koniec lat 90. zreformować ZSRR i cały blok socjalistyczny, tymczasem Jaruzelski nie widział możliwości przeprowadzenia radykalnych zmian w Polsce" - ocenia treść dokumentów dr Dudek. Podkreśla przy tym, że Kremlowi chodziło o zapewnienie w państwach satelickich spokoju, aby przeprowadzić reformy gospodarcze i utrzymać socjalizm.

Autor dotarł m.in. do materiałów sowieckich z archiwum Fundacji Gorbaczowa. W czasie rozmowy w Moskwie w kwietniu 1987 r. Gorbaczow mówił: "Z własnego doświadczenia wiem, że jedną z głównych przyczyn kryzysu w waszym kraju było to, że partia nie zdołała w porę odpowiedzieć na palące problemy rozwoju społecznego". Po czym jednoznacznie wyłożył swoją doktrynę: "Jeśli partia nie pokieruje realizacją konkretnych przemian, to uczyni to ktoś inny. Dlatego my, komuniści, nie możemy siedzieć bezczynnie i nic nie robić".

>>>Lech Kaczyński jak Wojciech Jaruzelski

Gorbaczow jednoznacznie wskazywał, że przemiany, szczególnie ekonomiczne, są konieczne. Odpowiedź Jaruzelskiego wskazuje, że trudno mu było wyjść z utartych schematów i przestawić się na myślenie Gorbaczowa. "Oczywiście w naszej historii były błędy, były również błędne działania niektórych naszych przywódców. Mimo to socjalizm się rozwijał" - odpierał zarzuty. Po czym bronił socjalizmu, sugerując, że wszystkiemu winny jest "wróg klasowy".

W czasie rozmowy rok później w Moskwie Jaruzelski sugerował ostrożność: "Nakłaniają nas na Zachodzie do uznania Wałęsy. Mówią, że Michaił Gorbaczow zadzwonił przecież do Sacharowa. Ale Sacharow to nie Wałęsa. Jego samego moglibyśmy jakoś urządzić, chociażby jako posła, albo przyjąć do Rady Konsultacyjnej". Gorbaczow nie odpowiedział wprost, ale poinformował kolegę z Warszawy, że już wkrótce nastąpią "kolosalne zmiany w systemie politycznym Związku Radzieckiego". Po czym podjął działania mające doprowadzić do dialogu z Wałęsą.

Moskwa chciała rozmawiać z Wałęsą

"Po strajkach w 1988 r. władze w Moskwie zaczęły przejawiać rozczarowanie ekipą Jaruzelskiego, dlatego podjęły próbę bezpośrednich rozmów z polską opozycją" - podkreśla dr Dudek. W sierpniu 1988 r. redakcja całkowicie kontrolowanego przez Kreml pisma "Literaturnaja Gazieta" wystąpiła o wywiad z Lechem Wałęsą. Władze PRL postanowiły do tego nie dopuścić. "Wyjaśnijcie kierownictwu »Literaturnej Gazety«, iż realizacja tej inicjatywy byłaby politycznie szkodliwa" - instruował polski MSZ ambasadora PRL w Moskwie Włodzimierza Natorfa.

Rosjanie nie dali jednak za wygraną i w październiku usiłowali doprowadzić do spotkania z kimś z opozycji. Podjęli próbę nawiązania kontaktu z Adamem Michnikiem, którego traktowali jako doradcę Wałęsy. Został on zaproszony na zjazd filmowców radzieckich. Jednak po kolejnej interwencji ambasadora Natorfa w KC KPZR z zaproszenia zrezygnowano.

Do czego Moskwie była potrzebna polska opozycja? Wyjaśnia to szyfrogram Natorfa z rozmowy z funkcjonariuszem KC PZPR Władimirem Fiodorowem z września, który "uznał za słuszne próby podjęcia dialogu z Wałęsą - bez przywracania do życia <Solidarności>". Jak tłumaczy dr Dudek, taktyka Moskwy polegała na tym, aby podzielić opozycję i dogadać się z jej grupą umiarkowaną, wszystko w ramach ustroju socjalistycznego.

Dla ekipy Jaruzelskiego monopol na kontakty z Moskwą był jednym z filarów władzy. Nic więc dziwnego, że na początku 1989 r. do Moskwy pojechał Jerzy Urban. Wyraził zaniepokojenie zainteresowaniem opozycją i prosił, aby strona radziecka konsultowała takie kroki. Rosjanie go jednak zignorowali.

Antoni Dudek, "Zmierz dyktatury. Polska lat 1986 - 1989 w świetle dokumentów", t. I, IPN, Warszawa 2009