"Nie odebrałem tego jako cios nokautujący, bo z sondaży wiedziałem, że porażka jest nieunikniona" - powiedział gen. Wojciech Jaruzelski, który był gościem w programie "Kropka na i". Przyznał jednak, że klęska była większa, niż przewidywali to komuniści. "To była porażka" - powiedział.

>>> Jak Jaruzelski "dojrzewał" do zmian

Generał zapewnił, że nie było pomysłów sfałszowania wyborów z 4 czerwca 1989 roku. Przynajmniej w gronie ścisłego kierownictwa partii. Przyznał, że liderzy PZPR działali zgodnie z taktyką i założeniami, jakie w Rosji wcielał w życie Michaił Gorbaczow.

Jaruzelski nie krył rozgoryczenia tym, że stoi teraz przed sądem sądzony jak gangster. "4 czerwca będę świętował na sali sądowej" - powiedział. "To oczywiście są słowa pełne gorzkiej ironii."

Generał nie krył, że wciąż uznaje pewne wartości komunistyczne, chociażby takie jak równość wszystkich ludzi, za wartości uniwersalne. "Inna spraw, jak te wartości zostały potraktowane potem przez stalinizm, albo nawet to, co u nas się działo" - mówił Jaruzelski. Generał nie pochwalił takich zjawisk, jak więzienie ludzi za poglądy polityczne. "To było złe, chociaż w pewnych warunkach nieuniknione, jak chociażby w okresie stanu wojennego" - dodał.

Jaruzelski mówiąc o swoim życiu, opowiadał, jak stopniowo przechodził jako młody człowiek na lewo. "Może to było związane z moimi awansami (...) A żałuję jednego, że zostałem premierem" - mówił generał. A czego się wstydzi? "Że zachłysnęliśmy się tym wszystkim w latach 50-tych. Tym awansem społecznym. Odbudową Warszawy (...) i uwierzyliśmy w te oskarżenia, że ludzie są szpiegami dywersantami. Tego się wstydzę" - powiedział generał.