Ma większe szanse niż kontrkandydat, czyli przedstawiciel Włoch, pan Mauro. Ale nic nie jest przesądzone.
Niektórzy będą starać się wykorzystać ten argument, ale to nikogo nie przekonuje. Wszyscy w Europie wiedzą, że za nami jest już parlamentarna ratyfikacja. Została tylko kwestia podpisu pana prezydenta. A ten będzie zaraz po tym, jak Irlandczycy w powtórnym referendum powiedzą "tak". A wszystko wskazuje na to, że tak się stanie. Skoro tak, to argument staje się bezprzedmiotowy.
Przekonujemy naszych partnerów, że już najwyższy czas na to, by przedstawiciel nowych krajów UE objął funkcje z najwyższej półki. Po drugie spośród nowych członków Polska jest krajem
największym. Po trzecie rzecz rozgrywa się wewnątrz grupy chadeckiej, a tu polska reprezentacja PO i PSL również osiągnęła znakomity wynik - podwoiliśmy stan posiadania i wszyscy to uznają.
Najważniejsze jest jednak to, że mamy bardzo dobrego kandydata, który cieszy się powszechnym szacunkiem. Na tej sprawie teraz się koncentrujemy.
Sądzę, że w trakcie szczytu Europejskiej Partii Ludowej poprzedzającego główny szczyt UE, dojdzie do takiego spotkania. Trudno powiedzieć, czy będzie ono w jakiś sposób rozstrzygające. Poprzednia taka rozmowa w kuluarach kongresu EPP w Warszawie go nie przyniosła - pozostaliśmy z Włochami w przyjaznej rywalizacji. Tak może być i tym razem. W zeszłym tygodniu byłem na spotkaniu kierownictwa EPP. Mam wrażenie, że wszystkim zależy, by dojść w tej sprawie do porozumienia i uniknąć wewnętrznego podziału we frakcji. Wszyscy szukamy wariantu B, który obejmowałby jakieś rekompensaty dla Włochów. Wiem, że Włosi też szukają takich rekompensat dla nas.
Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Ale to prawda, liberałowie, socjaliści i zieloni stają w poprzek. Chcą odłożenia decyzji w sprawie prezydenta elekta na późną jesień, po referendum irlandzkim. Liberałowie w zamian za poparcie dla szefa Komisji dodatkowo oczekują poparcia EPP dla ich własnego kandydata na szefa parlamentu i wycofania naszego.
EPP nie jest skłonna płacić takiej ceny. Takie stawianie sprawy jest dla nas nie do przyjęcia.
Na pewno dużo spokojniej będziemy mogli rozstrzygać tę kwestię.
Nie chodzi o prestiż, ale ważny dla polskiego interesu resort. Zasada jest taka, że dąży się do osiągnięcia planu maksimum. Naszym celem wciąż jest objęcie możliwie najważniejszych stanowisk i w parlamencie, i Komisji.
Przede wszystkim zgodnie ze słowami premiera Tuska ważna jest teka gospodarcza. Albo coś z obszaru polityki zagranicznej: Partnerstwo Wschodnie, bezpieczeństwo energetyczne. Ale w tej sprawie
ostateczny wynik zależy od negocjacji premiera z nowym szefem Komisji.
Premier wymienił trzy nazwiska. Gdyby to miała być ważna teka gospodarcza, tobym wskazywał na Lewandowskiego. Jeśli polityka regionalna, to kandydatem byłaby pewnie pani Huebner. To jednak
mało prawdopodobne, by otrzymać ją powtórnie, bo "płodozmian" jest zasadą w Komisji. Moje nazwisko pada w kontekście spraw zagranicznych. Na razie jest jednak za wcześnie,
by to rozstrzygać. Według przewidywań nowa Komisja rozpocznie prace dopiero w styczniu 2010 roku.
p
, eurodeputowany, wiceszef PO