Dziennik Gazeta Prawana logo

Konfrontacji nie było. Był za to kabaret

2 lipca 2009, 10:58
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Konfrontacji nie było. Był za to kabaret
Inne
Dziś miało wyjść na jaw, kto mija się z prawdą w sprawie tzw. afery gruntowej - były szef MSWiA Janusz Kaczmarek czy prokurator Jerzy Engelking. Ale ostatecznie do konfrontacji nie doszło... z powodów proceduralnych. Byliśmy też świadkami, już tradycyjnie, z kłótnią wszystkich ze wszystkimi: posłów, ekspertów i świadków.

Konfrontacja, do ktorej ostatecznie nie doszło, zaczęła od słownej połajanki między posłami. Jako pierwszy pytania zaczął zadawać polityk PO Robert Węgrzyn, który stwierdził, że

Na te słowa natychmiast zareagował Arkadiusz Mularczyk. "Panie przewodniczący, bo potem takie słowa idą w Polskę. Na litość boską, to przecież na panu Kaczmarku ciążą zarzuty karne, a nie na panu Engelkingu" - mówił poseł PiS. "Student" to przytyk to wykształcenia polityka PO, który pobiera nauki na Instytucie Studiów Stosunków Międzynarodowych i Dyplomacji Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Potem Jerzy m.in. nie podpisał protokołu z wczorajszego przesłuchania. To spowodowało, że posłowie na kilkadziesiąt minut wdali się w dyskusję z sejmowymi ekspertami próbując ustalić, czym właściwie jest "konfrontacja", a politcy PO dopytywali się, czy nie można obejść zastrzeżeń podniesionych przez Engelkinga.

Ostatecznie posłowie zgodzili się, że konfrontację trzeba odłożyć do czasu, aż Jerzy Engelking przeczyta i podpisze protokoły.

Jerzy Engelking, człowiek ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, podkreśla, że służby specjalne nie były politycznie manipulowane, a śledztwo w sprawie przecieku o akcji CBA było prowadzone prawidłowo. Zaprzecza mu były szef MSWiA Janusz Kaczmarek, który miał uprzedzić Andrzeja Leppera o przygotowywanej przez CBA akcji.

>>> Nie było przecieku, który rozwalił koalicję

Dziś "Rzeczpospolita" podała, że Z informacji "Rz" wynika, że prokuratorzy nie wytropili źródła przecieku i nie będą w stanie nikomu postawić zarzutów. Zebrane dotąd dowody nie pozwalają nawet jednoznacznie stwierdzić, czy przeciek, o którym mówiono, że udaremnił akcję CBA w Ministerstwie Rolnictwa, w ogóle miał miejsce. I czy istotnie ktoś ostrzegł ówczesnego wicepremiera Andrzeja Leppera przed CBA.

Słynna operacja miała wykryć korupcję w resorcie rolnictwa. Ale spaliła na panewce. Pośrednik Piotr R. nieoczekiwanie wycofał się z wzięcia łapówki za odrolnienie ziemi na Mazurach od podstawionego agenta CBA. A Lepper, do którego miała trafić część pieniędzy, w ostatniej chwili odwołał spotkanie z R.

>>> Kaczmarek to największy zawód mego życia

Gdy latem 2007 r. ujawniono finał nieudanej operacji, sugestia była wyraźna:

W przeddzień operacji spotkał się w warszawskim hotelu Marriott z Ryszardem Krauzem, i tak sygnał dotarł do posła Samoobrony Lecha Woszczerowicza, który nazajutrz rano miał uprzedzić o akcji CBA Leppera. Dlatego, jak mówiono, z zastawionej pułapki nic nie wyszło.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj