Sojusz traktuje sprawę priorytetowo. Kilka dni temu do każdego z parlamentarzystów wysłano nawet tezy wystąpień, które mają przygotować na dożynki. Posłowie mają przede wszystkim przypominać o świetnych, zdaniem liderów SLD, latach dla polskiej wsi, czyli okresie gdy ministrem rolnictwa był obecny eurodeputowany lewicy Wojciech Olejniczak. Ten nie ukrywa radości. - podkreśla.
Na wspomnieniach jednak się nie kończy. Sojusz chce przekonać rolników, że ich pomysł na wieś jest dużo lepszy od tego, co proponuje koalicja PO - PSL. " To niepoważne" - tłumaczy odpowiedzialny za akcję "Dożynki 2009" wiceprzewodniczący klubu Zbigniew Matuszczak.
Posłowie lewicy na dożynkach mają pojawiać się jako niespodziewani goście i za każdym razem prosić ich gospodarza, zwykle wójta, o zgodę na krótkie wystąpienie. Później powinni wmieszać się w tłum i rozmawiać z ludźmi. - zapewnia rzecznik SLD Tomasz Kalita.
Ze zgodą na wystąpienie raczej nie powinno być problemu. "Dożynki to impreza otwarta dla wszystkich. Każdy poseł, czy z SLD, czy z PiS, będzie mile widziany" - mówi nam Mirosław Terlecki, wójt gminy Rymań w powiecie kołobrzeskim. Jak dodaje, wolałby jednak, by posłowie interesowali się swoimi gminami na co dzień, a nie tylko raz w roku, z okazji dożynek, zwłaszcza ostatnich przed przyszłorocznymi wyborami samorządowymi. - dodaje Terlecki.
Pomysł kierownictwa Sojuszu nie wszystkim politykom tej partii się jednak podoba. "Panie redaktorze! Ja na dożynki? Zwariował pan" - mówi nam jeden z prominentnych posłów. I dodaje: To na pewno żadna lewicowa impreza" - przekonuje.
Jednak były szef SLD Józef Oleksy, który bywał na dożynkach i w PRL, i już w III RP, zapewnia, że to impreza, na której warto się pojawić. "Ja tam zawsze bywałem" - mówi, i dodaje: "Jeszcze parę lat temu było tak, że jak jakiś poseł z danej gminy, niezależnie czy z lewicy, czy z prawicy, nie pojawił się na dożynkach, to później nie miał tam już czego szukać.
p
To jedna z imprez, w których biorę udział od prawie 50 lat. I z pewnością jedna z takich. które zmieniły się najmniej na przestrzeni tych lat. Różnica jest tylko
taka, że dawniej „obśpiewywano” pierwszego sekretarza, a teraz „obśpiewuje” się wójta. I tyle.
Dla partii, która nie chce się zamykać w jednym środowisku, to zawsze jest okazja, żeby posłowie się pokazali. Ja jak byłem posłem, to starałem się nie opuścić żadnych dożynek. Chociaż oczywiście nie zawsze mi się to udawało. Czasem bywały dni, gdy brałem udział w trzech czy czterech imprezach.
To jest dobra okazja, by normalnie bez zadęcia porozmawiać z ludźmi. Tylko niepoważny polityk może to lekceważyć.
To wszystko prawda. Tylko że na dożynki nie jedzie się na msze albo przyjecie do księdza czy wójta. Jedzie się do zwykłych rolników. Ja nigdy nie preferowałem takich elitarnych imprez na
plebanii. Wolałem zwykłą ludową zabawę.
*Krzysztof Janik, były szef SLD. W latach 70. działacz Związku Młodzieży Wiejskiej