Materiały ze śledztwa mają ok. 2 tysiące stron:" Lektura tych akt może budzić skojarzenie z filmami gangsterskimi - mówił dziś podekscytowany Zbigniew Ziobro. I rzeczywiście, bo w sprawę zamieszani są m. in.: były premier Leszek Miller, peerelowski premier Mieczysław Rakowski i radzieckie służby specjalne.

Niestety akta prokuratorskie nadają się już tylko do poczytania. Sprawa jest po prostu przedawniona. Kolejne rządy i ekipy polityków skutecznie blokowały przez lata dojście do akt. Teraz minister sprawiedliwości chce, żeby Polacy przynajmniej poznali całą prawdę o pożyczce z Moskwy, która uratowała przed wyginięciem ludzi PZPR i pomogła powstać lewicowemu dziennikowi " Trybuna".

W aktach są m. in.: zeznania rosyjskiego świadka, który opowiadał jak to pożyczkę Rosjanie przekazali Rakowskiemu w workach w jego gabinecie. Tam je przeliczono w asyście trzech mężczyzn i trafiły do kasy pancernej.

Co na to Leszek Miller? W ujawnionych dziś aktach są jego zeznania z 1992 r., kiedy opowiadał, że gdy po udzielonej pożyczce spotkali się z Rosjanami w Warszawie, to Mieczysław Rakowski zwrócił delegacji rosyjskiej "honorowy dług". Ale zaprzeczał jakoby sam oddał 600 tys. dolarów.

Dziś trochę sie niemrawo tłumaczy, że do umorzeń przyczepić się nie można, bo wszystko odbyło się zgodnie z prawem, a cała historia służy prawicy do tępienia lewicy. Poza tym według niego cała sprawa jest już mocno nieświeża, bo media ujawniły ją 15 lat temu, więc w opublikowanych aktach nie ma nic sensacyjnego.

Z kolei zeznając 4 kwietnia 1992 r. przed prok. Ryszardem Kucińskim z Prokuratury Wojewódzkiej w Warszawie, Aleksander Kwaśniewski (nazwisko zaczerniono) powiedział, że pożyczka ta "nie mogła zaspokoić wszelkich ówczesnych potrzeb PZPR, natomiast sytuacja polityczna partii uzasadniała zaciągnięcie takowej pożyczki". W dalszej części protokołu Kwaśniewski sprostował te słowa - wycofał się ze stwierdzenia, że pożyczka była uzasadniona i zeznał, że sytuacja finansowa partii "mogła do tego skłaniać".

Ziobro się nie poddaje, bo choć zamieszani w aferę unikną kary - nie wyklucza śledztwa w sprawie zeznania nieprawdy przez Aleksandra Kwaśniewskiego, który przesłuchiwany w sprawie "moskiewskiej pożyczki " powiedział, że ma wykształcenie wyższe. Cóż, dobre i to.

Utworzenia komisji śledczej w sprawie moskiewskiej pożyczki domaga się wicepremier Andrzej Lepper. Dziś po odtajnieniu dokumentów, zapowiedział że będzie rozmawiał w tej sprawie z koalicjantami. Jak ma wyglądać i do jakiego celu służyć komisja śledcza ds. pożyczki moskiewskiej, tego jednak wicepremier jeszcze nie wie. Być może jest to sposób na odciągnięcie uwagi od próby wyjaśnienia niejasnych okoliczności powstania jego partii i oskarżenia o powiązania Samoobrony ze służbami specjalnymi. Domaga sie tego Platforma Obywatelska.

DZIENNIK przypomina dziś historię moskiewskiej pożyczki : 16 lat temu Rakowski zaciągnął na Kremlu pożyczkę - bez wiedzy Narodowego Banku Polskiego - pieniądze poszły na upadającą PZPR. W 1991 r. Leszek Miller miał zwrócić Moskwie 600 tysięcy zł, znowu omijając NBP co naruszało ówczesne prawo. W 1993 r. SLD wygrało wybory i nad sprawą roztoczyło "parasol polityczny". Kolejne śledztwa umarzano, m. in. postępowania przeciwko Rakowskiemu i Millerowi.