Premier odniósł się w ten sposób do ujawnionych przez DZIENNIK zeznań byłego szefa UOP Jerzego Koniecznego złożonych w prokuraturze w 1998 roku.
Jak wcześniej donosiliśmy, z zeznań Koniecznego wynika, iż politycy mieszali się do działań UOP i napuszczali oficerów na swoich politycznych przeciwników. Wedle jego informacji, Lesiak spotykał się z ministrami, szefami tajnych służb. Zanosił rządzącym haki i plotki o ich przeciwnikach politycznych. Wedle Milczanowskiego, wszystko to, co na jego polecenie robił Lesiak, było zgodne z prawem.
Umoczony w sprawę Lesiaka miałby być także gen. Gromosław Czempiński. Od 1993 r. miał wydawać polecenia zespołowi Lesiaka. "To nieprawda. Ten zespół mi nie podlegał. Nie miałem pojęcia, że taki zespół istnieje. Jestem tym zaskoczony" - zaprzecza Czempiński. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro twierdzi jednak, że na wszystko są dokumenty. "Rzeczywiście są zeznania pana Koniecznego, który potwierdza, że politycy osobiście interesowali się przebiegiem działań związanych z rozpracowaniem opozycji politycznej" – powiedział Ziobro w „Sygnałach Dnia”. Dodał, że Jan Rokita o tych działaniach najprawdopodobniej wiedział. Zdaniem ministra wiedzieć też musieli Milczanowski i Miodowicz. Ten ostatni dziwi się, jakim sposobem miałby posiadać takie informacje.
"Pan Lesiak nie miał prawa dysponować danymi kontrwywiadu. Ja natomiast nie miałem prawa dysponować wiedzą o działalności pana Lesiaka" – twierdzi Miodowicz, dziś poseł PO. I dodaje: "Jestem bardzo zdziwiony tym, że pan Ziobro wypowiada tak nieodpowiedzialne słowa. Uważam go za niedoświadczonego politycznie smarkacza, który rzuca pomówienia nie rozpoznawszy sytuacji, którą usiłuje zdiagnozować" - dodaje Miodowicz.