Słowa Michnika mieli nagrać ochroniarze Gudzowatego. Ten przekazał je warszawskiej prokuraturze apelacyjnej. Taśma ma stanowić dowód w sprawie rzekomej inwigilacji Gudzowatego przez służby
specjalne w okresie rządów Leszka Millera.
Podczas przesłuchania w prokuraturze biznesmen zeznał, że jednym ze sposobów szkodzenia mu przez służby miało być inspirowanie krytycznych artykułów prasowych na temat spółki Bartimpex,
którą Gudzowaty kieruje. Dodatkowo, według "Trybuny", Michnik nie był pierwszym, nagranym przez ochroniarzy Gudzowatego, gościem biznesmena. Nagrywali przede wszystkim
dziennikarzy. Dlaczego? Bo szef Bartimpexu już od dawna twierdził, że specsłużby depczą mu piętach. I to właśnie za pośrednictwem mediów.
Według informacji "Życia Warszawy", Michnik nie wiedział, że jest nagrywany. Myślał, że to zwykłe spotkanie z biznesmenem w jednej z warszawskich restauracji. Biznesmen miał wypytywać Michnika o okoliczności powstania krytycznych, jego zdaniem, artykułów na swój temat. Gudzowaty nie chciał się w tej sprawie wypowiadać. "To już kwestia prokuratury" - powiedział "Życiu Warszawy" biznesmen. Michnik natomiast podobno jest za granicą i przez kilka tygodni będzie nieuchwytny.