Dziennik Gazeta Prawana logo

Weryfikatorzy WSI pod presją czasu

12 października 2007, 15:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Komisja weryfikacyjna ciągle dyskutuje, które nazwiska agentów WSI wśród dziennikarzy powinny znaleźć się w raporcie - ujawnia DZIENNIK. "Pod presją czasu i polityków można popełnić błędy" - mówią gazecie źródła zbliżone do komisji.

Prezydent zapowiedział, że raport z prac komisji weryfikacyjnej WSI zostanie upubliczniony 1 lutego. Aleksander Szczygło, szef kancelarii Lecha Kaczyńskiego, mówi, że nie powinno być problemów z dotrzymaniem terminu. Tymczasem z samej komisji docierają informacje, że jej członkowie woleliby mieć więcej czasu na sporządzenie raportu.

"Presja czasu jest ogromna. Żeby opracować 100 stron raportu, należy przeczytać tysiące tomów akt. Informacje są rozproszone w różnych miejscach. Trafiają się rodzynki, ale jest problem z przetwarzaniem i interpretowaniem informacji. Sprawy prowadzone przez Wojskowe Służby Informacyjne są skomplikowane, łatwo można popełnić jakiś błąd. Trzeba pamiętać, że komisja Kongresu USA, która zajmowała się zamachami 11 września, pracowała dwa lata. Mieli więcej czasu, lepsze zaplecze, a także byli krytykowani za to, że popełnili błędy" - mówi źródło zbliżone do komisji.

Nad poszczególnymi częściami raportu pracują oddzielne zespoły. Informacje od nich trafiają do szefa komisji weryfikacyjnej WSI Antoniego Macierewicza i tylko on ma "ogląd całości". Pozostali członkowie komisji i eksperci znają więc tylko fragmenty raportu. Podczas pracy komisja opiera się na aktach wojskowych służb i na przesłuchaniach ich funkcjonariuszy.

" To mrówcza praca. Szefowie służb byli inteligentnymi ludźmi. Tak generowali akta operacyjne, żeby nie robić na samych siebie haków. Dlatego trzeba mieć ogromną wiedzę, znać kontekst, by wyczytać, co było właściwym celem poszczególnych operacji WSI" - mówi nasz informator.

Powołując się na dane z raportu, dziennikarze „Wiadomości i TVP 3 poinformowali, że WSI miały w mediach 115 agentów. Pozostaje pytanie, czy wszystkie nazwiska zostaną ujawnione. Z naszych informacji wynika, że w komisji trwa gorąca dyskusja nad każdym z poszczególnych przypadków. Jak to wygląda? "Minister Macierewicz prosi o rekomendację, czy dana osoba powinna się znaleźć na liście, czy nie" - dowiaduje się DZIENNIK. "Jedna teczka dotycząca współpracy danego dziennikarza jest czytana przez kilka osób. Potem odbywa się dyskusja, na której poszukiwana jest odpowiedź na pytanie, czy dana działalność była sprzeczna z prawem".

Antoni Macierewicz w rozmowie z DZIENNIKIEM przyznaje, że w raporcie poruszana jest sprawa inwigilowania i wpływania na media przez służby, choć nie jest to wątek najważniejszy i nie zajmuje w dokumencie najwięcej miejsca.

Według naszych informatorów, podczas prac komisja miała natrafić na przypadki wpływania na dziennikarzy przez WSI. Chodziło o to m.in., by ośmieszać idee lustracji i dekomunizacji. Próbowano także wpływać np. na ludzi, którzy decydują o przeglądach prasy w mediach, czyli o tym, jakie informacje prasowe będą najczęściej cytowane w mediach elektronicznych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj