Dziennik Gazeta Prawana logo

Były premier nie rezygnuje z marzeń o PKO BP

12 października 2007, 15:24
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kazimierz Marcinkiewicz może na kilkanaście miesięcy zostać członkiem zarządu PKO BP i dopiero potem prezesem banku. To mu pozwoli odeprzeć zarzuty o brak doświadczenia. Takie rozwiązanie proponuje prezes Związku Banków Polskich. Były premier nie wyklucza tego rozwiązania. Ale może też wycofać się z konkursu i wyjechać za granicę. "Zniechęciłem się do PKO BP" - mówi Marcinkiewicz DZIENNIKOWI.

Politycy PiS nadal twierdzą, że Marcinkiewicz może zostać prezesem PKO BP. "W moim przekonaniu byłoby rzeczą najzupełniej właściwą, żeby na czele dużego banku stanął były premier" - mówił wczoraj marszałek Sejmu Marek Jurek. Inny ważny polityk PiS w rozmowie z DZIENNIKIEM jest bardziej wstrzemięźliwy. Twierdzi, że jego partia nie chce naciskać w sprawie prezesury Marcinkiewicza, by nie narazić się na zarzuty politycznych nacisków. Dlatego jego zdaniem były premier powinien wybrać "trzecią drogę" dojścia do prezesury w PKO BP.

Tę w rozmowie z RMF FM wskazał wczoraj prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz. Marcinkiewicz miałby dołączyć do zarządu banku, ale z zastrzeżeniem, że np. od stycznia 2008 r. obejmie stanowisko prezesa. Dodał, że dla bankowców byłoby zaszczytem, gdyby "premier rządu z dobrymi notowaniami trafił do tej branży". Piętą achillesową kandydata jest jednak brak praktycznego doświadczenia w bankowości. "Z takiej sytuacji z twarzą wyszliby wszyscy: i rada nadzorcza banku, i PiS, i Komisja Nadzoru Bankowego i wreszcie sam Marcinkiewicz" - ocenia to rozwiązanie nasz rozmówca z resortu skarbu. Nie przesądza, jakie zapadną rozstrzygnięcia.

Podtrzymuje, że w środę, gdyby nie dymisja Jerzego Osiatyńskiego, konkurs wygrałby Marcinkiewicz. Inny nasz informator opowiada, że nie są prawdziwe doniesienia o tym, że Marcinkiewicz był źle oceniony przez Komisję Nadzoru Bankowego. Na razie procedura konkursowa, do której zgłosił się były premier, została zawieszona. Wczoraj zarząd PKO BP wyznaczył Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy na 6 marca. Wtedy ma zostać powiększony skład rady nadzorczej banku.

Nasi rozmówcy z kręgu ekspertów giełdowych i polityków są zgodni, że zamieszania nie byłoby, gdyby nie prof. Jerzy Osiatyński. Nadal nie wiadomo dlaczego zrezygnował. "Mógł zaczekać z rezygnacją do końca posiedzenia" - uważa Ruciński. Nie ma wątpliwości, że profesorowi chodziło o zablokowanie obrad i działań rady zmierzających do wyboru nowego prezesa. O tym jest przekonana większość naszych rozmówców.

Osiatyński nie jest osobą apolityczną - należy do Partii Demokratycznej. Jeszcze przed rozpoczęciem konkursu krytycznie wypowiadał się o kandydaturze Marcinkiewicza. Osiatyński nie chce nic mówić o przyczynach swojej rezygnacji. Zaznaczył, że wyjaśnienia mógłby złożyć tylko ministrowi skarbu. Ale Wojciech Jasiński nie wydaje się być nimi zainteresowany. Wkrótce wybiera się na urlop. Na pytania związane z PKO BP odpowiada swoim współpracownikom: "Panowie, nie komentujemy".

"Kazimierz miał w radzie większość i stąd decyzja profesora" - mówi DZIENNIKOWI członek Komitetu Politycznego PiS.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj