"Większość odmawia podpisania deklaracji. Dochodzi do karczemnych awantur z oficerami" - relacjonuje DZIENNIKOWI wysoki rangą urzędnik, zorientowany w sprawach bezpieczeństwa państwa.
Przegląd tajnych informatorów dawnych Wojskowych Służb Informacyjnych to oryginalny pomysł Antoniego Macierewicza. Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego wysłał swoich oficerów w całym kraju na spotkania z osobami, które były zarejestrowane jako źródła informacji zlikwidowanych WSI. Oficerowie na spotkaniu proponują podpisanie nowego zobowiązania o tajnej współpracy ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego.
"Wcześniej nie zadbali o taką operację twórcy Wojskowych Służb Informacyjnych, którzy przejęli źródła PRL-owskiego WSW. Trzeba to było zrobić w roku 1990, tak żeby było wiadomo, kto zdecydował się na prace dla służb demokratycznego państwa, a kto nie. To zaniedbanie miało fatalne skutki: w jednym raporcie Macierewicza znaleźli się zarówno ludzie, którzy współpracowali z PRL-owskimi służbami, jak i ci, którzy podjęli współpracę ze służbami utworzonymi po roku 90." - mówi poseł Paweł Graś (PO) z sejmowej komisji ds. służb specjalnych.
Cała operacja nie przebiega po myśli szefa Służby Kontrwywiadu. Według naszych nieoficjalnych informacji, wielu z tajnych współpracowników odmawia podpisania nowej deklaracji.
"Bywa nieprzyjemnie. Oficerowie wysłuchują często bluzgów pod swoim adresem. Trudno zresztą się dziwić poruszeniu agentów" - mówi DZIENNIKOWI wysoki rangą urzędnik. "Niewielka część ze źródeł decyduje się podpisać jednak nową deklarację. To są, ci którzy obawiają się, że w przypadku odmowy trafią do powstających właśnie aneksów do raportu" - dodaje.
"To prawdziwy straszak na opornych. Wiadomo, że upublicznienie nazwiska współpracownika niszczy go publicznie i staje się śmiercią zawodową" - tłumaczy jeden z naszych rozmówców. Najprawdopodobniej operacja weryfikacji i podpisywania nowych zobowiązań nie dotyczy jednak źródeł Służby Wywiadu Wojskowego zbierającego za granicami kraju informacje ważne dla bezpieczeństwa naszego państwa.
"Dzieje się tak z kilku przyczyn. Po pierwsze, dla cudzoziemców byłoby to niezrozumiałe. Po drugie, są oni i tak wystarczająco przerażeni ujawnieniem nazwisk ich oficerów prowadzących, co miało miejsce w raporcie. Po trzecie, nie ma specjalnie kto się z nimi spotykać" - tłumaczy emerytowany już oficer WSI.
Tajemnicą poliszynela jest, że obydwie wojskowe służby cierpią na ten sam problem - braków kadrowych. Akces do nowej służby zgłosiło około dwóch tysięcy oficerów z byłych WSI. Tysiąc z nich przeszło procedurę weryfikacji, z czego jedynie połowa pozytywnie. Jednak do służby przyjęto w sumie zaledwie kilkanaście osób!
"Antoni Macierewicz nie ufa wojskowym. Ściąga do pracy policjantów i prokuratorów. Ci natomiast potrafią łapać handlarzy narkotyków, przestępców ekonomicznych, ale pojęcia o szpiegostwie nie mają. Sami o tym mówią koledzy, którzy zdecydowali się przejść ze względu na wyższe finanse" - wyjaśnia oficer Komendy Głównej Policji, który dostał ofertę. Masowo składane propozycje dobrym policjantom irytują komendanta głównego policji i ministra spraw wewnętrznych. "Robią wszystko, aby ludzie nie odchodzili. Nawet pieniądze na podwyżki potrafią znaleźć. Tak czy inaczej kontrwywiad wojskowy w naszym kraju nie istnieje" - kończy urzędnik resortu spraw wewnętrznych i administracji.
Nowe wojskowe służby specjalne rozpoczęły kolejną weryfikację - dowiedział się DZIENNIK. Tym razem dotyczy ona tajnych współpracowników: agentów, źródeł informacji i konsultantów, którzy wcześniej pracowali dla zlikwidowanych WSI.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama