Dziennik Gazeta Prawana logo

"Koniec z posadami, które kłują w oczy"

13 października 2007, 14:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Dopóki jestem ministrem finansów nie dopuszczę do naruszenia równowagi budżetowej. Nie dojdzie do tego, jak pan się wyraził "rozwalenia budżetu" - deklaruje w rozmowie z DZIENNIKIEM Zyta Gilowska, wicepremier i minister finansów.
Paweł Rochowicz: Co w praktyce będzie miał z reformy mieszkaniec małej wioski pod Rzeszowem czy Białymstokiem, który nie zna się na finansach publicznych?
Zyta Gilowska: Nawet w małych miejscowościach są samorządy, a te zyskają na tej reformie całkiem sporo. Budżet każdej gminy stanie się większy m.in. dzięki likwidacji różnych funduszy. To poprawi zdolność kredytową gmin i w efekcie może zwiększyć stopień wykorzystania funduszy unijnych, które są przecież współfinansowane środkami gminnymi pochodzącymi np. z kredytów. Poza tym gminy będą miały większą swobodę gospodarowania swoimi środkami. Zniknie też wiele posad, które dziś po prostu kłują ludzi w oczy. Zatrudnieni w rozmaitych agencjach i funduszach ludzie hołdują zasadzie "czy się stoi, czy się leży, to się grosz publiczny należy".

W ten sposób 100 tys. ludzi straci pracę. Co się z nimi stanie?
Formalnie rzecz biorąc rzeczywiście tak będzie, bo znikną instytucje ich zatrudniające. Ale nie zlikwidujemy zadań, którymi ci ludzie się zajmują. Dlatego trzeba powołać w to miejsce nowe struktury albo rynkowe albo urzędowe. Wbrew pozorom, w spółkach Skarbu Państwa albo gmin wcale nie jest tak łatwo marnotrawić pieniądze, bo podlegają one regułom rachunkowości, a szczególnie obowiązkowi audytu. Tak czy inaczej przejrzystość wydawania pieniędzy się zwiększy.

Te 10 mld zł oszczędności to niewiele w stosunku do zwiększonych wydatków budżetu, które pojawią się po obiecanych przez polityków różnych wydatkach, np. na podwyżki emerytur i pensji w budżetówce. Czy to nie zagrozi finansom państwa?

Nie zakładaliśmy, że oszczędności z reformy zbilansują nowe wydatki. Ale te wydatki mogą być zwiększone tylko o tyle, o ile Polska może sobie na to pozwolić. Na przykład podwyżki płac w ochronie zdrowia są wprawdzie największe od 1946 roku, ale nie przewidujemy do 2009 roku żadnych innych wydatków na ten cel. Z góry uprzedzam, że jakiekolwiek podobne żądania nie dadzą się sfinansować.

Może pani zapewnić, że te obiecanki płacowe nie rozwalą budżetu państwa?
Dopóki jestem ministrem finansów nie dopuszczę do naruszenia równowagi budżetowej. Nie dojdzie do tego, jak pan się wyraził "rozwalenia budżetu".

Czy zatem zwiększone wydatki socjalne nie przyniosą w rezultacie podwyżki podatków?
Podwyżek podatków nie było i nie będzie. W czasie mojego urzędowania albo obniżaliśmy podatki, na przykład PIT, albo w ogóle je likwidowaliśmy np. podatek od spadków dla najbliższej rodziny. Dopóki będę ministrem finansów innego kursu nie będzie.

A co będzie z budżetem zadaniowym? Przyznanie poszczególnym instytucjom pieniędzy według konkretnych zadań miało być skuteczną receptą na wyciek pieniędzy z publicznej kasy.
To jest trudne zadanie, które całościowo nie udało się w żadnym kraju na świecie. Ale sporo elementów budżetu zadaniowego będzie już w budżecie na przyszły rok.
Zyta Gilowska jest wicepremierem i ministrem finansów

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj