"Pan wicepremier Lepper mając decydować miedzy Temidą a sumieniem, wybrał sumienie" - usprawiedliwiała nieobecność szefa Samoobrony jego obrońca Róża Żarska. Dziś w Sejmie posłowie głosują nad zmianami w konstytucji.
Sędzia musiał te tłumaczenia uznać. Odroczył więc rozprawę, ale poprosił premiera o zdyscyplinowanie zastępcy. Z podobną prośbą zwrócił się do marszałka Sejmu Marka Jurka w sprawie dwóch oskarżonych posłów - Krzysztofa Filipka i Alfreda Budnera. Proces w sprawie wysypywania zboża ruszy dopiero na początku czerwca.
Nie jest to oczywiście pewne. Sąd już trzeci raz musiał przesunąć termin rozpoczęcia procesu. Ostatnim razem w lutym. Wtedy Lepper nie mógł pojawić się na sali rozpraw, bo - jak tłumaczył -, miał pilne spotkanie z rolniczymi związkami i inspekcją weterynaryjną.
Sprawa dotyczy wydarzeń sprzed pięciu lat. Zboże, które oskarżeni wysypali w czerwcu 2002 roku na tory w stolicy, przyjechało koleją do Polski z Niemiec. Sprowadziła je firma Zbigniewa Komorowskiego z PSL. Andrzej Lepper twierdził, że zboże jest skażone środkiem o nazwie nitrofen. Dlatego, wraz z ówczesnymi partyjnymi kolegami, dostał się do wagonów, otworzył je i wysypał ziarno. Już w śledztwie okazało się jednak, że zboże było czyste.
Według prokuratury, którą o przestępstwie zawiadomiły polskie koleje, akcja Samoobrony kosztowała firmę Komorowskiego 5 tys. złotych. Zniszczono wtedy 1,2 tony zboża, a zanieczyszczono 24 tony.
Lepper przegrał już jeden proces w tej sprawie - cywilny ze Zbigniewem Komorowskim. Sąd kazał mu wtedy przeprosić za słowa o skażeniu sprowadzanego zboża. Do tej pory szef Samoobrony tego nie zrobił.
Z całej oskarżonej trójki do Samoobrony należą w tej chwili wicepremier Andrzej Lepper i minister w kancelarii premiera, Krzysztof Filipek. Alfred Budner odszedł z partii.