Jan Miodek przyznał, że pięciokrotnie kontaktował się ze specsłużbami PRL. W radiu RMF powiedział, że nie brał od esbeków żadnych pieniędzy, a jego sprawozdanie dla milicji z pobytu w Niemczech nikogo nie obciążało. Miodek oddał się jednak do dyspozycji swoich szefów na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie kieruje Instytutem Filologii Polskiej.
"Nie wziąłem 5 groszy za to. Tych kontaktów z UB było pięć. Raz przed wyjazdem, dwa razy po przyjeździe, wzięcie mnie do samochodu, i piąty raz po wpadce
z karteczką z naszym adresem, po powitaniu Władysława Frasyniuka. To jest wszystko" - tak profesor Miodek opisuje w rozmowie z dziennikarzem radia swoje kontakty ze specsłużbami.
Zapewnia, że jego sprawozdanie z pobytu na stypendium w Niemczech, które napisał dla milicji, nikogo nie obciążało.
"Coś się w moim życiu zawaliło, ale będę się starał żyć normalnie" - mówi Miodek. Ponieważ jest dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, a wiadomość o jego kontaktach z UB wywołała - jak sam przyznaje - szok u jego współpracowników, odda się do dyspozycji swoich szefów.
Pytany o ocenę lustracji w Polsce, Miodek powiedział, że dotknęło go coś, co "stanowi istotę ostatnich miesięcy - ta atmosfera nieufności wzajemnej". "Przecież tak dalej żyć się nie da" - dodaje profesor.
Informację o tym, że jego nazwisko znalazło się w aktach współpracowników służb specjalnych PRL, podał dziś publicysta Grzegorz Braun na antenie Polskiego Radia Wrocław.
Zapewnia, że jego sprawozdanie z pobytu na stypendium w Niemczech, które napisał dla milicji, nikogo nie obciążało.
"Coś się w moim życiu zawaliło, ale będę się starał żyć normalnie" - mówi Miodek. Ponieważ jest dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, a wiadomość o jego kontaktach z UB wywołała - jak sam przyznaje - szok u jego współpracowników, odda się do dyspozycji swoich szefów.
Pytany o ocenę lustracji w Polsce, Miodek powiedział, że dotknęło go coś, co "stanowi istotę ostatnich miesięcy - ta atmosfera nieufności wzajemnej". "Przecież tak dalej żyć się nie da" - dodaje profesor.
Informację o tym, że jego nazwisko znalazło się w aktach współpracowników służb specjalnych PRL, podał dziś publicysta Grzegorz Braun na antenie Polskiego Radia Wrocław.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|